REKLAMA

Sport

Brawo, mistrzu!

Opublikowano 09 listopada 2018, autor: mk

Józef Makowicz z Żar trenuje triathlon od 3 lat, a już udało mu się wystartować w mistrzostwach świata na Hawajach!

Józef Makowicz z Żar skończył 62 lata, jednak zdrowiem i kondycją fizyczną bije na głowę niejednego 20-latka. 28 października wziął udział w mistrzostwach świata w triatlonie na dystansie olimpijskim w Maui na Hawajach. W swojej kategorii wiekowej zajął 13. miejsce.

„Regionalna”: Jak zaczęła się pana przygoda ze sportem?

Józef Makowicz: Już jako dziecko lubiłem uprawiać sport. Do szkoły dojeżdżałem 15 km rowerem, przez cały rok. Nauczyłem się też biegać. Zawsze lubiłem pływać i umiałem to robić dobrze. Potem moi synowie zainteresowali się sportem, więc jako rodzic jeździłem z nimi na różne zawody. Całe dorosłe życie biegałem. I teraz, kiedy mogłem już zwolnić z pracą i  poświęcić więcej uwagi sportowi i treningom, po prostu to zrobiłem.

Brał pan udział w mistrzostwach świata na Hawajach. Jak pan do tego doszedł?

Do tej pory skupiałem się na wyjazdach krajowych. Przejechałem kraj od południa po północne tereny. Postanowiłem spróbować trochę innego rodzaju triathlonu i wystartowałem w mistrzostwach Polski Xterra w Krakowie. Był to triathlon oparty o konkurencje górskie. Rowerowy wyścig MTB i bieg cross. Xterra odległościami jest zbliżona do dystansu olimpijskiego i ironmana, czyli 1,5 km pływania, 40 km roweru plus około 10-11 km biegu. W Krakowie poszło mi tak dobrze, że zakwalifikowałem się do mistrzostw świata na Hawajach. A Hawaje są miejscem rozgrywania najważniejszych imprez triathlonowych. I podjąłem decyzję, że muszę spróbować swoich sił. Bo jak nie teraz, to kiedy?

Jak długo szykował się pan do tego wyjazdu?

Decyzje o starcie podjąłem 12 sierpnia, a zawody na Maui odbyły się 28 października. Czasu nie było wiele. Nie mierzyłem jednak wysoko, traktowałem to bardziej jak przygodę życia, bo jednak na Hawajach mierzyłem się z zawodnikami światowej skali. Wystartowało ponad 800 zawodników z aż 45 krajów świata. Jestem dumny ze swojego 13. miejsca w kategorii 60 plus i gdyby nie poważna usterka techniczna, a mianowicie zerwanie się łańcucha w połowie trasy rowerowej, to jestem pewien, że miałbym czas lepszy przynajmniej o godzinę. Według moich wyliczeń, mogłoby mi to dać nawet miejsce na pudle.

Jak pan sobie poradził z tym łańcuchem?

Przez chwilę myślałem o tym, żeby się poddać. Bo jak jechać na rowerze bez łańcucha? Jednak uznałem, że nie po to leciałem tam 15 tys. km, żeby się poddać. Przebiegłem resztę dystansu. Dotarłem do strefy zmian i pobiegłem kolejne 10 km, już do mety. Przez tę przygodę przebiegłem na Hawajach dystans półmaratonu.

15 tys. km to bardzo daleko. Podróż pana osłabiła?

Zmiana strefy czasowej i przesiadki, to wszystko na pewno miało na mnie wpływ. Jednak emocje sprawiły, że choć nie byłem w najlepszej formie, to start dał mi dużo radości. Sporo stresu przysporzył mi mój rower, z którym od początku były problemy. Zgubił się w trasie i przyleciał dopiero na dwa dni przed startem. Musiałem po niego jechać na lotnisko.

A jak wygląda zwykły dzień Józefa Makowicza?

Pracuję w Saint-Gobain. Przeszedłem tam przez praktycznie wszystkie szczeble kariery. Obecnie zajmuję się zaopatrzeniem i w tym wieku mogłem sobie już pozwolić na to, by nieco zwolnić w pracy, a przyśpieszyć w sporcie. Po pracy wracam do domu, jem obiad i około 4 godzin spędzam na treningu. Trening triathlonisty polega na tym, że trzeba ćwiczyć swoją dyscyplinę. Jednego dnia np. biegnę 10 czy więcej kilometrów, potem wsiadam na rower i przejeżdżam kolejne 60 km. Następnego dnia wybieram rower i pływanie. Zimą można mnie spotkać na żarskim Wodniku, wiosną i latem pływam w naturalnych akwenach. Na rowerze zaś jeżdżę trasą na Przewóz, ale wybieram boczne miejscowości. Biegam po Kunicach i Zielonym Lesie. Intensywnie trenuję 6 dni w tygodniu. W niedzielę się regeneruje, ale nie oznacza to, że siedzę cały dzień na kanapie. Wybieram wtedy lżejsze formy ruchu.

Co je triatlonista?

Triatlonista je przede wszystkim zdrowo. Jem bardzo dużo ryb i wołowiny. Wybieram produkty tylko pełnoziarniste. Nie jem przetworzonej żywności. W mojej diecie nie ma niczego z białej mąki czy zawierającego biały cukier. Nawet się nie spodziewamy, jak wiele naturalnego dobra znajduje się w naszej przestrzeni. Zbieram zioła, z których potem robię herbatę. Sam robię sobie sok z buraka czy piekę ciasta.

Ma pan już plan na kolejny sezon?

Na razie muszę trochę odpocząć. Normalnie sezon kończy się we wrześniu. Mamy teraz listopad, a ja jestem świeżo po wymagającym starcie. Na razie najważniejsza jest regeneracja, jednak mam już zakontraktowane cztery starty w przyszłorocznych zawodach.

Napisz komentarz »