REKLAMA

Wasze sprawy

Pijany kierowca w bagażniku

Opublikowano 02 listopada 2018, autor: bj

Gdy pan Stanisław obudził się w niedzielny poranek, z trwogą zauważył, że jego płot jest staranowany, a w ogródku stoi rozbity samochód. Ale to nie był koniec! To, co było w bagażniku, zdziwiło wszystkich.

Ponoć słońce oślepiło ukraińskiego kierowcę, który przejeżdżał renault megane przez Marszów w niedzielny (21.10.) poranek. Tak bardzo, że wjechał na chodnik, staranował słupek, a potem przebił się przez płot, pergolę i wylądował w ogródku pana Stanisława, mieszkańca Marszowa.

Pan Stanisław nie dowierza, że to faktycznie było słońce, bo wypadek miał miejsce ok. godz. 5.30, przed zmianą czasu na zimowy, więc o tej porze było ciemno.

– Ja tego nie słyszałem, bo żeśmy spali, ale sąsiad to auto o tej godzinie już widział. Musiał bardzo mocno uderzyć, bo ja mam w płocie solidne, grube słupki, nie tak prosto je skosić. Dobrze, że tam auta nie było, bo czasem parkuję za płotem koło garażu. No i że nikomu nic się nie stało – mówi pan Stanisław. – Obszedłem ten samochód dookoła, zajrzałam do środka, ale nikogo nie było. Złapałem za telefon i zadzwoniłem na policję. Wtedy usłyszałem, że z bagażnika dochodzi jakieś pukanie, niby jęki, ale nie otwierałem – opowiada pan Stanisław.

Przyjechali policyjni technicy i zaczęli robić zdjęcia, mierzyć, zbierać, ślady. – Chodzili, działali, to im powiedziałem, że coś słyszałem z bagażnika – opowiada mieszkaniec Marszowa.

Wlazł do bagażnika i się napił?

Mundurowi zajrzeli więc do środka. Był tam mężczyzna, jak się okazało – Ukrainiec, który coś nieskładnie mówił.

– Powiedział, że jechał sam i że to on był kierowcą – wyjaśnia właściciel posesji.

– Ukrainiec był pod wpływem alkoholu, miał 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Przyznał, że sam wszedł do bagażnika, ale zarzekał się, że alkohol wypił już po zdarzeniu – dodaje A. Berestecka. – Z jego wyjaśnień wynika, że jechał z kierunku Żagania, wpadł w poślizg, uderzył w płot.

Tę sprawę wyjaśnia policja. A pan Stanisław czeka, aż wreszcie ktoś zabierze od niego wrak.

– Byłem już z tym kierowcą w ubezpieczalni, ale jakoś to wszystko nieskładnie idzie. A ja chciałbym w końcu naprawić płot. Ludzie się zatrzymują, pokazują sobie ten samochód zaparkowany w winobluszczu. Przecież tu, przy tej ruchliwej drodze i bez tego jest niebezpiecznie. Znowu dojdzie do jakiegoś nieszczęścia – mówi pan Stanisław.

-U nas jest sporządzona dokumentacja, o którą może zwrócić się firma ubezpieczeniowa – kończy A. Berestecka.

Napisz komentarz »