REKLAMA

Sport

Czarodziej na bramce

Opublikowano 02 listopada 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

W sobotę, 27 października, lider klasy okręgowej Piast Iłowa podejmował na własnym boisku Budowlanych Lubsko.

Goście, którzy nie przegrali od trzech kolejek, przyjechali z nadzieją, że uda im się zachować korzystny bilans, a Piast chciał wygrać jubileuszowy, bo 20. mecz z rzędu. Jedni i drudzy przystąpili do spotkania z animuszem zwłaszcza, że zimno było okrutnie. Choć przyjezdni grali bardzo ambitnie w pierwszej połowie, nie byli w stanie przeciwstawić się podopiecznym Grzegorza Borkowskiego. Jego drużyna gra ostatnio jak dobrze naoliwiona maszyna. Brakujące trybiki w postaci Bagińskiego i Koseły zostały zastąpione innymi, co wcale nie umniejszyło mocy zespołu. To gospodarze byli stroną przeważającą i tylko wspaniałej grze swojego bramkarza goście zawdzięczali jedynie jednobramkowe prowadzenie do przerwy. Szymon Kondycki dokonywał w bramce czynów niemożliwych, ratując skórę swoim kolegom z zespołu. Jedyną bramkę w pierwszej części strzelił niezawodny Emmanuel Ohagwu, który trafia do bramki z regularnością szwajcarskiego zegarka.

Gol w ostatniej sekundzie

Na drugą połowę Piast wyszedł pewny siebie, a Budowlani naprawdę zdeterminowani. Chcieli przycisnąć miejscowych i o dziwo, to im się udało. Przez 40 minut atakowali bramkę gospodarzy z zaciekłością pitbulli. Widać było, że bardzo chcą doprowadzić do wyrównania. Dwa razy byli bardzo blisko, ale ta sztuka im się nie udała. Niestety, prowadzenie tak otwartej gry wiązało się z konsekwencjami. Zawodnicy Piasta kilka razy przeprowadzili udane kontrataki, których jednak nie potrafili zamienić na gola. S. Kondycki zaczarował własną bramkę i ewidentnie nie chciał wyjmować już więcej futbolówki z siatki. Kiedy sędzia zarządził dodatkowe 4 minuty, napór Budowlanych jeszcze się wzmógł. Niestety, zapłacili za to wysoką cenę. Po jednej z akcji piłka odbita od jednego z obrońców znalazła się przy nogach Mateusza Górala, który podał do rozpędzonego Romana Hutyrii. Ukrainiec wyszedł sam na sam z bramkarzem, ale podał do nabiegającego Kleszczyńskiego, który bez problemów umieścił piłkę w siatce, ustalając wynik na 2:0 dla iłowian.

Obaj zadowoleni

Najsłabszymi aktorami tego widowiska byli sędziowie, którzy mylili się bardzo często w obie strony, sprawiając, że mecz stał się brutalny i nerwowy. Arbiter prowadzący całe spotkanie nie potrafił nawet prawidłowo wpisać strzelców bramek i w protokole zamiast Ohagwu i Kleszczyńskiego widnieje Douglas i Klisowski.

– Mecz nie był łatwy, ale spodziewaliśmy się, że tak właśnie będzie. To końcówka rundy i trzeba być bardzo dobrze przygotowanym, żeby zagrać tyle meczów na wysokim poziomie. Dzisiejsze problemy kadrowe zmusiły mnie do przemeblowania składu, ponieważ wypadli z niego Kazimierz Bagiński i Maciej Koseła, czyli zawodnicy stanowiący o sile naszej defensywy, ale zastępujący ich zawodnicy wywiązali się wspaniale ze swoich zadań. Budowlani zagrali bardzo agresywnie zwłaszcza w drugiej połowie. Mnie jednak cieszy wygrany mecz i kolejne trzy punkty – podsumował grę Piasta jego trener Grzegorz Borkowski.

– W pierwszej połowie zagraliśmy mało odważnie i niezdecydowanie. Bramka wpadła po błędzie każdej formacji – zdecydowanie za łatwo. W drugiej części spotkania zagraliśmy już całkiem inaczej, zdecydowanie i bardziej składniej. Żaden z zawodników nie odpuszczał, dzięki czemu wyprowadzaliśmy dość groźne kontry. Odsłoniliśmy się i zostaliśmy skarceni drugą bramką, która moim zdaniem wpadła ze spalonego w 94 minucie spotkania. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony z postawy mojego zespołu, który zagrał z Piastem jak równy z równym i przy odrobinie szczęścia, mogliśmy tego spotkania nie przegrać – powiedział po meczu Stanisław Słobodzian, grający trener Budowlanych.

Napisz komentarz »