REKLAMA

Sport

Teatr jednego aktora

Opublikowano 14 września 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Trenerów ci u nas dostatek. Różnego rodzaju i różnej maści.

Narosło, jak grzybów po deszczu, szkółek, akademii i innych stowarzyszeń, które „szkolą” dzieci i młodzież. Z tym ze szkolą to taki eufemizm. Niestety. Nie za darmo. Rodzice bulą ciężką kasę samozwańczym trenerom, którzy nie odróżniają korka od szampana od butów piłkarskich. Bo trenerem trzeba się urodzić. To swego rodzaju misja i nie może być nim przypadkowy gościu z papierami instruktora kupionymi w związku, gdzie za tysiaka można sobie wyrobić licencję UEFA C, co oznacza, że moja 80-letnia mama też może zostać trenerem. Kolejka działaczy, byłych piłkarzy bez wykształcenia albo panów od wuefu jest całkiem pokaźna. Z całym szacunkiem. Nie każdemu psu Burek i wśród tej powodzi bylejakości znaleźć można prawdziwe perełki. Takich trenerów z powołania. Ale to tylko wyjątki od reguły. Tacy c-klasowi szkoleniowcy mają tyle do przekazania innym, ile mój pies szczekający na listonosza. Mniemanie o sobie wysokie, ego rozdęte jak nadmuchana ropucha a wiedza na poziomie suszarki do włosów. Jeszcze pal licho jak prowadzą drużyny seniorskie na poziomie B czy A klasy, tam myśl szkoleniowa jest jasna. Laga i do przodu. Wyżej trzeba mieć już licencję UEFA B i nie każdy na tak szaleńczy krok się decyduje. Ale jak zaczynają szkolić dzieci i młodzież przechodzi mnie dreszcz przerażenia. Większość tych pseudo szkółek nie tylko piłkarskich to fabryka do krojenia naiwnego rodzica. Prowadzący takie akademie mogą spokojnie napisać poradnik: Jak wyciągnąć od leszczy w krótkim czasie najwięcej kasy? I żeby było jasne. Nie twierdzę, że każdy tak robi, ale mam okazję do podpatrywania, jak pracują i co robią szkoleniowcy. Przyznam, że niektórzy mają pojecie o tym, co robią, zwłaszcza w wyższych klasach rozgrywkowych. Ale i wśród nich jeden ma lepsze wyniki a drugi gorsze. Od czego to zależy? Dobry szkoleniowiec powinien posiadać wiele cech, które sprawiają, że nie jest jednym z wielu, a tym kimś wyjątkowym, który ma doprowadzić zespół do sukcesu. Empatia, otwartość, stanowczość, cierpliwość, odporność na stres, wiedza poparta doświadczeniem, umiejętność wyciągania wniosków a przede wszystkim charyzma. Cóż to trener idealny. Jak jeszcze potrafi ukręcić z gówna bicz, to jest szkoleniowcem z najwyższej półki.

Ci najlepsi są rozrywani, mogą stawiać swoje warunki i każdy działacz chętnie zatrudni takiego wariata, który potrafi poświęcić wszystko dla drużyny. Tacy ludzie pracuję często w kilku klubach, przekazując swoją wiedzę innym i mimo że nieraz mają bardzo trudne charaktery zespół, który taki trener zbuduje wskoczy za nimi w ogień. W naszym regionie takich trenerów można policzyć na palcach jednej ręki. A drużyn mamy przecie multum. Nie wystarczy bowiem wydzierać się przy linii jak opętany i rzucać mięsem w szatni. Nie wystarczy stać jak mumia egipska i udawać, że ma się wszystko w dupie. Dyrygowanie zespołem, to teatr jednego aktora. Do tego trzeba inteligencji i ogromnego doświadczenia. Zbudowanie czegoś z niczego, to ogromna sztuka. Można mieć grajków z najwyższej półki, ale jak się nie ma się kleju do scalenia to można hobbystycznie zacząć składać origami. Ale można mieć przeciętniaków, z których można zbudować drużynę mistrzów. Bo trener to nie tylko pan z Licencją UEFA A, który przychodzi na treningi, bo mu za to ktoś płaci i musi odstać swoje w kwadracie czy przy ławce rezerwowych. To gościu, który żyje razem z drużyną. „Gra” z nimi na boisku i jak trzeba zawsze stanie w ich obronie Jest z nimi jak wygrywają i jak przegrywają. Ostatnio usłyszałam od jednego z trenerów, że najtrudniej było mu namówić zawodników, żeby porozmawiali ze sobą po przegranym meczu. Dlaczego? Bo jak się wygrywa rozmawia się łatwo. Trudniej pogadać jak słowa więzną w gardle. I wtedy rola trenera jest nieoceniona. To on skleja to, co zostało rozbite. Nie każdy to potrafi. Dlatego nie każdy jest trenerem, choćby miał milion licencji UEFA .

Napisz komentarz »