REKLAMA

Wasze sprawy

Śmierć w sanatorium

Opublikowano 24 sierpnia 2018, autor: Norbert Królik

Tragiczny koniec poszukiwań Józefa Rybki, szefa żarskiej delegatury Lubuskiej Izby Inżynierów Budowlanych. Zwłoki mężczyzny znaleziono w lesie przy szlaku rowerowym prowadzącym ze Świeradowa Zdroju do Szklarskiej Poręby.

Józef Rybka (?80 l.) zaginął 15 maja tego roku. Szczątki mężczyzny znaleziono 30 lipca przy szlaku prowadzącym ze Świeradowa Zdroju do Szklarskiej Poręby.

– Syn zafundował nam wyjazd do Świeradowa, żebyśmy tam trochę odpoczęli. Trzeciego dnia pobytu mąż nie pojawił się na obiedzie. Początkowo myślałam, że wybrał się na spacer, ale gdy dłużej nie wracał, zawiadomiłam o tym syna i recepcję hotelu. Zaczęły się poszukiwania – opowiada Halina Rybka, żona zmarłego.

– Porozklejaliśmy plakaty ze zdjęciem ojca w całym Świeradowie. Zaangażowaliśmy GOPR w poszukiwania. Zatrudniliśmy prywatnego detektywa, skorzystaliśmy nawet z pomocy jasnowidza Jackowskiego. Wszystko na nic – opowiada Mariusz Rybka, syn zmarłego. I dodaje: – Jak się okazało, tato błąkał się przez kilka dni po lesie, a potem jego ciało przez 2,5 miesiąca leżało pod drzewem.

 

Ojca można było odnaleźć

Szczątki J. Rybki znaleziono przypadkowo dopiero 30 lipca, kilka kilometrów od hotelu, w którym mieszkał.

– Tatę znalazł były policjant, który wybrał się na jagody. Szczątki były w lesie niedaleko od ścieżki. Sekcja zwłok wykazała, że zgon nastąpił około 19 maja, czyli kilka dni po tym, jak tata zaginął. Przyczyną śmierci miała być niewydolność krążeniowa – mówi syn Mariusz.

Rodzina ma wątpliwości, czy policja zrobiła wszystko, co było możliwe, żeby znaleźć pana Józefa zaraz po tym, jak zaginął.

– Mamy żal i pretensje do policji, że zakwalifikowali zaginięcie ojca do drugiej grupy poszukiwawczej, czyli osób, które mogły z własnej woli same się gdzieś oddalić i przez pierwsze dni zamiast go szukać, mamili nas, że podejmują jakieś działania. Byliśmy pewni, że tak nie jest, bo tato zostawił kosmetyczkę i inne rzeczy osobiste w pokoju. Złożyliśmy zawiadomienie do prokuratury przeciwko policji. Uważam, że gdyby od razu pojawiły się psy tropiące, to ojca można by było szybko odnaleźć, bo zagubił się i krążył po okolicy, nie mogąc odnaleźć drogi. Mógł jeszcze żyć. Był w bardzo dobrej kondycji jak na swój wiek. Przejście dla niego kilku kilometrów, nawet w terenie górskim, nie stanowiło żadnego problemu – dodaje M. Rybka.

– Myślę, że policja zlekceważyła to zaginięcie – mówi Rajmund Czerwonajcio, przedsiębiorca budowlany i przyjaciel J. Rybki.

 

Wybudował połowę Żar

J. Rybka, mimo 80 lat, ciągle był czynny zawodowo. Prowadził żarską delegaturę Lubuskiej Okręgowej Izby Inżynierów  Budowlanych w Gorzowie Wlkp. Wcześniej był dyrektorem w Żarskim Komunalnym Przedsiębiorstwie Budowlanym.

– Wybudował połowę Żar, dwa osiedla i były budynek PKO. Dla niego praca była pasją. Do samego końca był aktywny i czynny zawodowo – mówi syn pana Józefa.

– To wielka strata. Człowiek bardzo honorowy i obowiązkowy. W Izbie był niezastąpiony. Nikomu nigdy nie odmówił. Był ekspertem w zakresie budownictwa i chętnie dzielił się wiedzą z młodszymi kolegami – dodaje R. Czerwonajcio.

J. Rybka pochodził z Olszyńca, ale większość życia mieszkał w Żarach.

– Przeżyliśmy razem blisko 50 lat. Nigdy się nie kłóciliśmy. Byliśmy rówieśnikami. Między nami były tylko 2 tygodnie różnicy. Lubił uprawiać ogródek. Nie chciał jeść kupowanych pomidorów. Jadł tylko te, które sam wyhodował – opowiada pani Halina.

– Wiele osób kojarzy go z tego, że zawsze jeździł rowerem. Był skromnym człowiekiem – mówi syn Mariusz.

Pogrzeb J. Rybki odbędzie się we wtorek (28.08.) o godz. 13 na cmentarzu w Żarach. Wcześniej, tego samego dnia, o godz. 11.30, w parafii Miłosierdzia Bożego w Żarach przy ul. Okrzei odbędzie się msza pogrzebowa.

Napisz komentarz »