REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Tak bardzo chciała żyć

Opublikowano 24 sierpnia 2018, autor: Piotr Piotrowski

Alina Augustyniak (?60 l.), właścicielka najsłynniejszej żagańskiej restauracji „Kepler”, przegrała walkę z rakiem. – Z chorobą walczyła… pracą w lokalu. Kochała tę restaurację, tak bardzo chciała jeszcze żyć – mówi jej mąż, Wiesław Augustyniak.

Pani Alina zmarła po trzyletniej walce ze szpiczakiem mnogim. To rzadki, bardzo podstępny rodzaj nowotworu szpiku kostnego. Trzy lata temu właścicielka „Keplera” narzekała na ból szyi i kręgosłupa. Po wielu konsultacjach lekarskich przeszła zabieg. Wycinek pobrany z kręgosłupa wykazał, że to nowotwór.

– To bardzo agresywny nowotwór, ale żona dzielnie z nim walczyła, do ostatnich dni.  Była silna, miała dla kogo żyć. I tak bardzo chciała żyć! Kochała życie, kochała pracować. Ból leczyła… pracą w restauracji – opowiada mąż pani Aliny, W. Augustyniak. – Kochała ten lokal, zadowolonych z dobrej kuchni klientów. Ostatnie pół roku była już w domu, w otoczeniu rodziny i swoich ukochanych kotów.

Syn zdążył z Kanady

8 sierpnia pani Alina skończyła 60 lat. Choć jej stan się pogorszył w ostatnich tygodniach, tego dnia akurat poczuła się lepiej.

– Cieszyła się, że odwiedzi ją rodzina z daleka. Tryskała energią, pomalowała sobie nawet paznokcie – wspomina mąż. – Dwa tygodnie później, sytuacja się pogorszyła. Na tyle, że z Kanady przyjechał młodszy syn, Wojtek, na co dzień pracujący jako marynarz.

– W krótkim czasie pokonałem 6 tys. kilometrów z Toronto, aby zobaczyć się z mamą. Zdążyłem z nią porozmawiać. Trzy godziny później zmarła. To tak, jakby czekała na mnie, jakby chciała się ze mną pożegnać. Dużo jej zawdzięczam, nie mogę się pogodzić, że już jej nie zobaczę – opowiada Wojciech Augustyniak.

30 lat z Keplerem

Pani Alina zmarła w czwartek, 16 sierpnia. Restaurację w Rynku wraz z mężem prowadziła od ponad 30 lat. Augustyniakowie przejęli ją pod koniec lat 80. XX wieku od PSS „Społem”. W miejscu obecnego „Keplera” mieściła się wtedy kawiarnia „Staromiejska”, a przed II wojną światową – sklep z artykułami metalowymi. Pan Wiesław był kierownikiem „Staromiejskiej”.

– Nową nazwę restauracji podsunął nam nieżyjący już dyrektor żagańskiego pałacu, Adam Stawczyk. Stwierdził, że astronom Jan Kepler był mocno związany z Żaganiem i warto uczynić go patronem tego lokalu – dodaje W. Augustyniak. – Alinka sama zadbała o wystrój – oczywiście w klimacie związanym z profesją słynnego astronoma. Na ścianach są obrazy i podobizny Keplera namalowane przez krakowskiego artystę, Tadeusza Pietucha, na suficie – sklepienie niebieskie. W biznesie mieliśmy lepsze i gorsze czasy. Zaczynaliśmy od serwowania pizzy, dziś w ofercie jest kilkadziesiąt wykwintnych dań, w tym również z kuchni azjatyckiej. Ostatnio, za sprawą żołnierzy z USA i gości z Niemiec, którzy odwiedzają swoje dawne kamienice i zabytki, dla „Keplera” przyszły lepsze czasy.

Będą kontynuować tradycje

Synowie zapewniają, że dorobek matki nie pójdzie na marne. Lokalem świetnie zarządza starszy syn, Tomasz, któremu pomaga ojciec.

– Choć jestem marynarzem i często mnie nie ma w Żaganiu, obaj na moje wsparcie też mogą liczyć – dodaje młodszy syn pani Aliny.

Pani Alina została pochowana we wtorek, 21 sierpnia, na cmentarzu komunalnym w Żaganiu. Żegnały ją tłumy.

– Bardzo dziękujemy wszystkim za pamięć i uczestnictwo w ostatniej drodze – mówią mąż i synowie.

Napisz komentarz »