REKLAMA

Kultura, Oświata

Odszedł wielki człowiek

Opublikowano 24 sierpnia 2018, autor: bj

Uczył i wychowywał. Miał wielki szacunek u uczniów i współpracowników. We wtorek, 21.08., najbliżsi, przyjaciele i absolwenci żarskiego Liceum Ogólnokształcącego im. B. Prusa pożegnali Romana Bojanowskiego (? 85 l.), nauczyciela języka polskiego, który zmarł 16.08.

Posągowy człowiek, nauczyciel z powołania, którego się nie da zastąpić – tak o Romanie Bojanowskim (? 85 l.), długoletnim nauczycielu języka polskiego w LO im. B. Prusa, mówią jego dawni uczniowie, współpracownicy, przyjaciele. I wielki miłośnik poezji Herberta.

– Z tomikiem poezji Herberta, który miał zawsze przy sobie, został pochowany – mówi Jolanta Krasko, kuzynka śp. R. Bojanowskiego.

Chorował od kilku tygodni, gorzej poczuł się 5 lipca. Wcześniej był zupełnie sprawny, samodzielny. Na początku lipca musiał poddać się leczeniu w szpitalu, przebywał kolejno na kilku oddziałach. W czwartek, 16.08., nic nie zapowiadało, że umrze.

– Byłam u niego w szpitalu. O godz. 16 z apetytem zjadł posiłek. Ale o godz. 21 pojawiła się silna gorączka. I wówczas przyszło najgorsze. Lekarze stwierdzili, że zmarł na serce – mówi J. Krasko.

 

Życie jak karta historii

R. Bojanowski urodził się 18.07.1933 r. Pochodził z rodziny inteligenckiej. Matka była nauczycielką, ojciec wysokim oficerem w wojsku i przyjacielem poety Władysława Broniewskiego, z którym służyli w I pułku legionów. R. Bojanowski urodził się w Wilnie, choć – jak zawsze to podkreślał – było to dziełem przypadku. Jego ojciec był podpułkownikiem, walczył m.in w czasie wojny polsko-radzieckiej. I to właśnie on wraz z rodziną na pewien czas, z uwagi na swoje obowiązki, przeniósł się do Wilna. Tam urodził się Roman. Potem rodzice, Eugenia i Stanisław i ich obaj synowie (Roman miał starszego brata, Tadeusza), w 1936 r. wrócili do Warszawy. Ojciec, Stanisław, po wybuchu wojny był szefem artylerii Armii Modlin we wrześniu 1939 r.

Rodzina Bojanowskich w Warszawie mieszkała aż do upadku Powstania Warszawskiego, gdy Niemcy wszystkich wypędzili z miasta.

–  Dzień wybuchu powstania był dla całej rodziny bardzo smutny. Bo 1 sierpnia zginął Tadeusz, brat Romana. Miał wtedy 16 lat, pseudonim Net i poszedł atakować gestapowców na alei Szucha. Dostał serię w brzuch. Roman szukał jego śladów, choćby miejsca pochówku, ale nigdy nie udało mu się ich odnaleźć – dodaje J. Krasko.

Po wyjeździe z Warszawy R. Bojanowski wraz z matką i babcią trafił do Rybna pod Sochaczewem, gdzie skierowali ich Niemcy. Jego ojciec był już wówczas w niemieckim obozie jenieckim. Po wojnie S. Bojanowski odnalazł swoją rodzinę i wkrótce potem, w 1946 r., został skierowany do służby wojskowej w Żarach, był także dowódcą jednostki we Wrocławiu. Gdy nasilił się komunistyczny terror, przedwojenny oficer został aresztowany i skazany na kilkanaście lat więzienia. Został zwolniony na fali odwilży w 1956 r. Matka Eugenia w 1946 r. podjęła pracę w szkole. Uczyła języka polskiego i historii. Zmarła w wieku 45 lat, na raka. Roman ukończył liceum w roku 1951 r., a w 1953 r. rozpoczął studia. Ze swoim inteligenckim pochodzeniem mógł w tamtym czasie studiować wyłącznie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Skończył polonistykę.

– Po studiach, które ukończył w czerwcu 1958 r, wrócił do Żar. Zawsze tęsknił za Warszawą, wspominał zniszczone mieszkania w stolicy. Podjął jednak pracę w szkole, której sam był absolwentem – tłumaczy J. Krasko. Pracę w szkole rozpoczął w połowie sierpnia w 1960 r., a zakończył w 2003 r.

 

Niezależność

W żarskim liceum przepracował prawie pół wieku.

– Uczył nas niezależności. Innego spojrzenia na świat. Pokazywał rzeczy, których plan nauczania nie przewidywał. Na maszynie przepisywał wiersze i teksty z „Tygodnika Powszechnego” czy „Współczesności”. Gdy w niewielkim nakładzie w 1974 r. wydali „Pana Cogito” Zbigniewa Herberta, zaraz go nam pokazał. I niepublikowane wiersze Broniewskiego czy Norwida. Choć przecież czasy, nie sprzyjały wtedy takiej literaturze. Uczącej myślenia, przeciwstawiania się głupocie, bezmyślności – mówi Małgorzata Issel, wychowanka R. Bojanowskiego, z wykształcenia polonistka, wicestarosta powiatu żarskiego.

– Za te rzeczy nie raz i nie dwa musiał w „Kremlu” się tłumaczyć – wspomina J. Krasko. Zaraz po ogłoszeniu stanu wojennego milicjanci przeszukali jego mieszkanie. – Szukali urządzeń nagłaśniających i innych sprzętów – opowiada J. Krasko. Ale się nie uginał. I pokazywał swoim uczniom o wiele więcej, niż wówczas od niego oczekiwano. Wtedy był już przewodniczącym komitetu obywatelskiego „Solidarność” w Żarach.

– Pokazywał nam inny świat. Otworzył nam oczy na coś, co wówczas było zupełnie nowe, inne, czyli literaturę północnoamerykańską. Był świetnym polonistą, nie musiał zmuszać do nauki. Potrafił zainteresować i zachęcić, byśmy sięgali po to, co ważne i wartościowe – mówi Grażyna Kordylewska, absolwentka szkoły, również nauczycielka języka polskiego.

– Był bardzo wymagający, co z perspektywy czasu wszyscy docenialiśmy. Nawet jeżeli zdarzyło mu się uczniów karać za jakieś niedociągnięcia, robił to we właściwy dla siebie sposób. Sam pamiętam jedną z kar. Stało się to po tym,  gdy w dzienniczku lektur wpisałem, że przeczytałem książkę, choć tego faktycznie nie zrobiłem, poprzestając na przepisaniu recenzji z okładki czy opracowania. Profesor od razu się zorientował. Dlatego musiałem przepisywać „Pana Tadeusza” – wspomina Jacek Niezgodzki, miejski radny, absolwent Prusa.

– Miał na nas ogromny wpływ, bo była w nim wielka charyzma. Mówi się, że nie ma ludzi niezastąpionych. Ale to nieprawda. Bo profesora Bojanowskiego nikt nie jest w stanie zastąpić-mówi Radosław Szachnowski, dawny uczeń, polonista, nauczyciel w Społecznym Liceum Ogólnokształcącym.

-To najjaśniejsza postać naszego liceum. O zawsze nienagannej postawie i elegancji. Nas, uczniów, inspirował i mobilizował do działań, do myślenia, do rozwijania pasji humanistycznych. Teraz tylko smutek, żywa pamięć pozostanie o naszym profesorze – mówi Krystyna Kamińska, absolwentka LO im. B. Prusa, dziś lekarz medycyny.

Szacunek dla wiedzy

– Widziałam się z nim kilka dni wcześniej, w niedzielę, 12.08. Bardzo się ucieszył, gdy mnie zobaczył. Poczułam, że chciał się ze mną pożegnać – mówi Eugenia Malendowicz, emerytowana nauczycielka języka rosyjskiego, która przez wiele lat pracowała w szkole razem z R. Bojanowskim.

– Gdy jako młody nauczyciel rozpocząłem pracę, od razu poczułem, że Roman Bojanowski jest kimś wyjątkowym w tym gronie. I natychmiast zrozumiałem, jak wielkim cieszy się tu szacunkiem. Szacunkiem, który nie wynikał z władzy czy urzędu, tylko z wiedzy – mówi Jerzy Kowalczyk, dyrektor LO im. B. Prusa.

Uczył, jak być porządnym człowiekiem

We wtorek, 21.08., R. Bojanowski został pochowany na cmentarzu komunalnym w Żarach. Spoczął w miejscu, w którym są pochowani jego rodzice.

– Myślałam, że to ty mnie będziesz żegnał, ale stało się inaczej. Będzie mi brakować rozmów z tobą. Na pewno będę cię często odwiedzać – mówiła nad grobem przyjaciela E. Malendowicz.

W imieniu uczniów, zmarłego żegnała M. Issel.

– Wielu z nas mówi, że są dziś takimi ludźmi, jakich w dużej mierze ukształtował profesor. I ja też. To, że jestem, kim jestem, zawdzięczam właśnie jemu. Uczył nas zawsze, żebyśmy byli porządnymi ludźmi. I zawsze wyprostowanymi wśród tych na kolanach. Zawsze do każdego z nas zwracał się „dziecko”. Nawet teraz, jeszcze niedawno, w szpitalu. Dlatego wszyscy panu dziękujemy, że pan po prostu był – powiedziała M. Issel.

Napisz komentarz »