REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Myślą, że pływamy w dopłatach

Opublikowano 20 lipca 2018, autor: kk

Wielkie kontrowersje budzi ujawnianie przez Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi danych dotyczących dopłat otrzymywanych przez rolników. Urzędnicy zastrzegają, że robią to, bo wymusza to na nich prawo unijne.

Chcesz brać dopłaty rolne, musisz liczyć się z tym, że twoje dane staną się publiczne. I nie ma od tego odstępstwa.

– Są to środki publiczne, a takie kwoty zawsze są do wglądu publicznego – tak kwestię publikacji kwot wyjaśnia Beata Neckar-Goraj, zastępca dyrektora lubuskiego oddziału regionalnego Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa w Zielonej Górze.

– Mało tego, są to środki unijne, a ich upublicznienia od beneficjentów wymaga Parlament Europejski – kontynuuje B. Neckar-Goraj i przytacza Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego nr 1306/2013 z dnia 17 grudnia 2013 roku.

Poza tym rolnik zobowiązuje się do upublicznienia kwot, podpisując wniosek o dotację. I musi mieć świadomość, że kwota, jaką otrzymał, wraz z jego imieniem, nazwiskiem i gminą, z której pochodzi, widnieć będzie na stronie Ministerstwa Rolnictwa przez dwa lata. Podobne przepisy odnośnie jawności dotyczą wszystkich dotacji unijnych.

Dopłaty starczają na start

– Wszystkim się wydaje, że rolnicy pływają w kasie z dopłat, a tu, żeby zarobić, to muszą być plony. W tym roku plony są niższe o 30-40 proc, a miejscami nawet o 60 proc. Dopłaty starczają jedynie na start, żeby zasiać i kupić nawozy. A gdzie paliwo, środki ochrony roślin, praca maszyn rolniczych? – zauważa Łucja Ostrowska ze Złotnika.

– Dzięki dopłatom chleb kosztuje w sklepie 2 zł, a nie 5 zł. Dzisiaj sprzedaję pszenicę po 600 zł za tonę, a jakby dopłat nie było, to musiałbym sprzedawać ją co najmniej za 1 tys. zł – mówi właściciel 100-hektarowego gospodarstwa w Złotniku, który chce zachować anonimowość.

Rolnicy zwracają też uwagę na kosztowne maszyny, których muszą używać przy produkcji rolnej.

– Musimy pakować miliony w sprzęt, który później spłacamy latami. To nie są nasze zbytki, to narzędzia pracy – przekonują rolnicy.

Bat na nieuczciwych

Dyrektor Neckar-Goraj potwierdza, że po publikacjach zdarzają się donosy do Agencji, bo na przykład rolnik wziął pieniądze, a nie przeznaczył ich na zadeklarowany cel. Donoszą przeważnie sąsiedzi. Gdy donos jest imienny, Agencja przeważnie rusza z kontrolą. Zatem jawność kwot pozwala walczyć z nieuczciwymi rolnikami, bo tacy też się zdarzają.

Napisz komentarz »