REKLAMA

Sport

Mleczyki, krokodyl i żółwik

Opublikowano 15 czerwca 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Jadąc z zebrania walnego członków Promienia ulicą Okrzei, zobaczyłam na środku drogi wypięty w moją stronę goły tyłek. Jakiś delikwent nie do końca jarzący, gdzie jest i co robi, załatwiał się, nie bacząc na otoczenie. Nie rozśmieszyło mnie to, ale zmusiło do refleksji. Wtedy nie wiedziałam dlaczego. Dzisiaj już wiem.

Na zebraniu walnym Promienia usłyszałam, że nie ma kto dbać o murawę, a stadion jest traktowany przez MOSRIW jak (cytuję):”wrzód na dupie”. Trudno się nie zgodzić z zarzutami kibiców i piłkarzy. Od stycznia do grudnia ludzie zarządzający tą instytucją mają na wszystko wyrąbane. Utrzymanie Okrąglaka w czasie zimy jest ponad ich siły. Zawsze zastanawiałam się, czy jest tam ktoś, kto zna się na konserwacji sztucznej murawy i rozsypywaniu granulatu. Odśnieżanie Okrąglaka, który został zbudowany po to, żeby służyć okolicznym klubom do treningu właśnie w zimie, jest ponad siły MOSRiW-u. Machanie łopatą przez jednego zmęczonego pracownika to chyba zadanie dla supermena. Rozrzucanie granulatu nie przez specjalnie do tego przeznaczoną maszynę, a ręcznie przez pracownika, to marnowanie wydanych pieniędzy przez miasto. Najgorzej jednak jest, jak przychodzi wiosna i lato. Wywałowanie boiska i odchwaszczenie przed rundą to jak scenariusz filmu s-f. Dostarczenie ciągnika, do którego można byłoby zaczepić wał leżący w kącie boiska i przejechanie po murawie, jest ponad siły kierownictwa.

Ale rekordy bije pan ubrany niczym Neil Armstrong przed postawieniem pierwszego kroku na księżycu, który ze zbiorniczkiem na plecach rozpyla randap na biedne mleczyki, które żółtym dywanem pokryły resztki trawy. Koszenie trawy i malowanie linii w czwartek na dwa dni przed meczem to kpina. Piłkarze nie mają gdzie trenować, bo przecie nie wolno po tej ciężkiej pracy wejść na murawę. No i to podlewanie… Problem nie do rozwiązania. Stadion przed laty został wyposażony w zraszacze i własne ujęcie wody. I co z tego? Przez ostanie miesiące system nawadniania nie działa. Jest to nie do przeskoczenia przez MOSRiW. Od kwietnia pracownik mieszkający na stadionie podlewał hektarowe boisko zraszaczami ogrodowymi. Śmieszne i straszne. Najlepiej, jakby ciągle padał deszcz, a tym roku jak na złość nie chciał. Żeby zapobiec wysuszeniu do końca tego, co z trawy zostało, zarząd klubu dwoił się i troił, dosłownie żebrząc o jakiekolwiek zainteresowanie. Nawet własnoręcznie próbowali ten beton podlewać. Po wielu monitach przywieziono maszynę, nazwaną żartobliwie „żółwiem”, którą sami obsługują, bo pracownika bolą plecy. Żółwik dzielnie podlewa trawę, czerpiąc wodę z oficjalnie „wyschniętej studni”. Ale kierownik ponoć zabronił to robić, bo rachunki za wodę były za wysokie. Jakim sposobem, jak wodę czerpie się z własnej studni?

MOSRiW stadion przy Zwycięzców traktuje jako zło konieczne. Kierownictwo chyba nie wie, gdzie jest i co robi, zupełnie jak delikwent z Okrzei. Cóż, tak mi się skojarzyło…

Napisz komentarz »