REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Sąsiad o mało nas nie spalił!

Opublikowano 01 czerwca 2018, autor: Piotr Piotrowski

Mówią mieszkańcy budynku przy ul. Narutowicza w Żaganiu.

Pożar w budynku gospodarczym, należącym do ich sąsiada, wybuchł przed północą w poniedziałek, 28 maja.

– Sąsiad, który dzieli drugą część bliźniaka, obudził nas, szarpiąc bramką. Wołał: „Sąsiadko, kur…a, dzwoń po straż, bo pali się mój dach!” – opowiada Anna Bajon. – Zerwałam się z mężem z łóżka, obudziliśmy syna. Gdy wyskoczyliśmy z domu, sąsiadujący z naszym mieszkaniem budynek gospodarczy sąsiada był już w płomieniach. Sąsiad siedział na trawie i lamentował. Pociągnęłam go za nogi, aby odsunąć od płomieni. To masakra, co ten człowiek wyprawia!

Wcześniej mężczyźnie spaliło się przylegające do Bajonów mieszkanie (pisaliśmy o tym w artykule pt. „Został mu tylko garnitur”). Przyczyną mógł być rozpalony piec kaflowy.

– Już wtedy przeżyliśmy gehennę, ale dzięki strażakom, ogień nie przedostał się na naszą stronę bliźniaka. Mieszkanie sąsiada doszczętnie spłonęło, a on od tej pory przebywał w sąsiadującej z bliźniakiem komórce – opowiada pani Anna. – Pomieszczenie nie miało prądu, podejrzewamy, że ogień powstał od świeczki, którą strażacy znaleźli po ugaszeniu.

– Czujemy się zagrożeni. Sąsiad nie ma już mieszkania ani komórki. Ale zostało mu jeszcze jedno pomieszczenie, w którym może przebywać – dodaje syn właścicielki, Maciej Bajon. – Przez te pożary, w domu czuć spaleniznę, mamy zawilgocone ściany, bo spalona część bliźniaka nie ma dachu i jest zalewana. Sąsiad nic z tą ruiną nie robi.

W poniedziałkowej akcji gaśniczej brało udział aż 5 zastępów straży.

– Udało się ugasić komórkę przydomową, zanim ogniem zajęła się druga część bliźniaka – informuje st. kpt. Paweł Grzymała, rzecznik żagańskiej straży. – Ogień próbował gasić właściciel, który z poparzonymi rękoma i podtruciem gazami pożarniczymi trafił do szpitala.
Napisz komentarz »