REKLAMA

Aktualności, Zdrowie

Jesteśmy tu ściśnięci jak bydło

Opublikowano 12 stycznia 2013, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Niemowlaki czekają na szczepienia w jednym wąskim korytarzu z dorosłymi chorymi. Pacjentom nie podoba się, jak działa przychodnia.

Do wyremontowanych pomieszczeń przy ul. Dworcowej w Łęknicy przychodnia ze starej siedziby przeprowadziła się zaledwie trzy miesiące temu. I już budzi dużo kontrowersji. W małym wąskim korytarzu oczekuje grupa dorosłych, a tuż obok rodzice z niemowlakami, z którymi przyszli na szczepienia.

– Jestem tutaj po raz pierwszy. To dla mnie szok. Gdybym wiedział, co się tutaj dzieje, po prostu bym nie przyszedł – mówi Krzysztof Cyrmak z Łęknicy, który czeka z 2-miesięcznym Wiktorkiem na szczepienia. Jest przerażony, widząc, że tuż obok dorośli pacjenci kaszlą, kichają.

– Czy ktoś pomyślał o bezpieczeństwie tych maleństw? – denerwuje się Dorota Jaczewska, mama rocznej Justynki.

Zbulwersowana jest też Paulina Trąbińska, która przyszła na szczepienie z Julią (6 miesięcy) oraz pani Justyna, mama półrocznej Madzi. Narzekają na tłok, a przede wszystkim na to, że zdrowe dzieci mają bezpośredni kontakt z chorymi dorosłymi. – W dodatku nie tylko na korytarzu, bo w tym samym gabinecie, gdzie są szczepienia, chorym dawane są zastrzyki – opowiadają. Młodych rodziców wspierają chorzy czekający na wizytę.

– My tu jesteśmy jak bydło ściśnięci. Nie mówiąc o tym, że takie dzieci najszybciej łapią infekcje – przekonuje pani Teresa, a pani Małgorzata wspomina starą przychodnię, która była duża, z oddzielnym wejściem i pomieszczeniem dla zdrowych dzieci. – Ale chyba nie opłacało im się jej remontować – mówi.

 

Co zrobić, skoro ludzie przychodzą?

Maria Krukowska, lekarz rodzinny, kierowniczka NZOZ „Zdrowie” w Łęknicy, zapewnia, że wszystko jest zgodne z przepisami. – Teraz w ogóle nie ma obowiązku zapewniania poczekalni, nie mówiąc o oddzielnych pomieszczeniach. Poza tym mieliśmy wszystkie niezbędne odbiory, w tym z Sanepidu – tłumaczy. Przyznaje jednak, że prawo wymaga, by porady dla osób chorych i zdrowych nie odbywały się jednocześnie. – Tylko co ja mam zrobić, jak ludzie do lekarza przychodzą? Stoją i tłoczą się przed drzwiami – mówi M. Krukowska. Pytamy, czy to bezpieczne, że niemowlęta mają kontakt z chorymi dorosłymi pacjentami. – Co mam zrobić, przychodnię zamknąć? – odpowiada pytaniem.

Pacjenci tłumaczą, że przychodzą wtedy, gdy przychodnia jest czynna. Nigdzie nie ma informacji, że w dniu szczepień mają przychodzić później. Sugerują, że przychodnia przyjmuje chorych non stop (od godz. 8.00 do 18.00), bo na tym zarabia.

– Chodzi o to, że na wizyty za pieniądze przychodzą ci, którzy nie mają ubezpieczenia. Chociażby Bułgarzy z targowiska. Rozumiemy, że lekarze chcą zarabiać, ale czemu naszym kosztem? – pytają rodzice maluchów.

M. Krukowska broni się, że miejsca byłoby więcej, gdyby nie gabinet ginekologa i stomatologiczny. Ten ostatni służy też jako laboratorium.

– A ja jestem zadowolony, że nasze mieszkanki na konsultację do specjalisty nie muszą dojeżdżać do innych miast – odpiera Jan Bieniasz, burmistrz Łęknicy. Bo to miasto, a nie Narodowy Fundusz Zdrowia, płaci za konsultacje ginekologa. Podobnie jak za obsługę w weekendy przez pielęgniarkę, która nieodpłatnie daje zastrzyki. – Wydajemy na to około 2 tysięcy złotych miesięcznie – mówi J. Bieniasz.

A pacjenci też wiedzą swoje. – Dla naszych dzieci to w przychodni bezpiecznego miejsca nie ma, ale pokój socjalny za to mają urządzony z rozmachem – pokazują rodzice maluchów.

 

Burmistrz porozmawia

J. Bieniasz nie ukrywa, że powierzchnia przychodni ograniczona jest finansami. Bo to miasto, właściciel budynku, wyremontowało pomieszczenia. Teraz chodzi o to, by je racjonalnie wykorzystywać. Za pomieszczenia przychodnia płaci zaliczkowo, bo póki co nie ustalono dokładnej stawki. Burmistrz zastrzega, że na pewno nie będą to opłaty nastawione na zysk, a jedynie takie, dzięki którym zwrócą się koszty utrzymania. Bo przychodnia musi być dostępna dla mieszkańców. Burmistrz jednak sugeruje, że pacjenci mają wybór. – Mogą się leczyć w Trzebielu, albo w Żarach – mówi. Szybko jednak zapewnia: – Jestem otwarty na wszelkie sygnały. Informację przekazaną przez „Gazetę Regionalną” sprawdzę i porozmawiam z kierownictwem przychodni oraz pozostałych gabinetów o tym, jak zorganizować tam pracę, by nie było zagrożenia dla pacjentów – obiecuje J. Bieniasz.

 

 

komentarz »
  1. Mieszkaniec 15 stycznia 2013 23:44 - Odpowiedź

    pani mario zgodnie z przepisami nie zawsz znaczy dobrze jak widac,a pani jako lekarz powinna to wiedziec naj lepiej.A pan panie Burmistrz niech nie gada bzdur o ograniczeniach finansowych,co sie stanie z starą przychodnią pewnie zostanie sprzedana po takiej cenie że ten remont nowej to pikus,druga sprawa skoro odsyła pan łękniczan do trzebiiela czy czapli to czyim pan jest burmitrzem i czego miasta czy wsi bo ja już nie wiem. Trzecie czy dwa tysiące zł miesiecznie to dużo ? a czy 680zł za jedną z bazarowych bud to mało?dużo można by pisac o tym jak nasze łęknickie władze wprowadzają nasze piękne miasto w bagno z którego ciężko będzie się wygrzebac po drugiej stronie rzeki choc by turystyka rozreklamowana na swiat a żeby u nas ktos sie tym zaja po co przecież jest jeszcze co jeśc dużo można by jeszcze pisac ale nie ma dla kogo nasze władzę nie słyszą krzyków mieszkaniców.PS orlik to mamy zarąbisty GRATULACJE!!!

Napisz komentarz »