REKLAMA

Gospodarka, Polityka

Leniwi urzędnicy

Opublikowano 22 kwietnia 2010, autor: Piotr Piotrowski

Nie zdali wymaganego prawem egzaminu, a mimo to zasiadają w radach nadzorczych żagańskich spółek.

W radach nadzorczych żagańskich spółek komunalnych figurują głównie urzędnicy. Oddelegował ich tam dwa lata temu burmistrz Sławomir Kowal. Nie patrząc na to, że nie mają odpowiednich kwalifikacji.

Aby zasiąść w radzie nadzorczej komunalnej spółki, trzeba odbyć kurs, zakończony egzaminem zdawanym przed komisją Ministerstwa Skarbu Państwa. Koszt szkolenia to ok. 2 tys. zł, opłata za egzamin – kolejny 1 tys. zł. Kursy zafundowało urzędnikom miasto, ale za egzamin mieli zapłacić z własnej kieszeni. Przez ponad dwa lata nie zrobili tego, bo im się nie chciało. Szkoda było im też pieniędzy.

 

                                                 Towarzystwo wzajemnej adoracji

Ustaliliśmy, że w spółkach podległych miastu aż sześciu członków rad nie zdało wymaganego egzaminu (cztery osoby spełniają ten warunek). Są to: Grażyna Niklewicz, naczelnik wydziału oświaty, zasiadająca w spółce Żagańskie Towarzystwo Budownictwa Społecznego, Teresa Łapczyńska,skarbnik miasta, która jest w radzie nadzorczej dwóch spółek: Pałac Książęcy oraz Żagańskie Wodociągi i Kanalizacje, Paweł Sługocki,były prezes Żagańskiej Agencji Rozwoju Lokalnego (zasiada w radzie spółki ŻWiK), Maria Wawrzyńska, księgowa spółki ŻTBS (w radzie spółki  ŻARL), Izabela Nowakowska, pracownik Urzędu Miasta (w radzie spółki Pałac Książęcy) oraz Danuta Michalak, sekretarz gminy Żagań (w radzie spółki ŻWiK; w jej przypadku za szkolenie zapłaciła gmina Żagań).

Mimo że osoby te nie spełniają podstawowego warunku, jakim jest legitymowanie się egzaminem zdanym przed komisją w Ministerstwie Skarbu Państwa, nie stoi to na przeszkodzie, aby pobierały miesięcznie po ok. 200 zł diet za udział w posiedzeniach rad nadzorczych.

– Zasiadanie tych osób w radach nadzorczych spółek bez odpowiednich kwalifikacji to naruszenie prawa – mówi Kazimierz Pańtak, radca prawny. – Bez egzaminów w radach mogą zasiadać jedynie radcowie prawni oraz adwokaci. Za sytuację winni są udziałowcy (wspólnicy) spółki. W tym przypadku – przede wszystkim burmistrz i wójt gminy.

 

                                                        Dorabiają do pensji?

Po otrzymaniu z ministerstwa informacji, że członkowie rad nadzoryczh komunalnych spółek nie zdali wymaganego egazminu, radny Eugeniusz Chodań złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Twierdzi, że burmistrz i szefowie spółek ukrywali to przed radnymi. – Obecność w radach nadzorczych osób bez kwalifikacji może mieć wpływ na zarządzanie spółką. Prawnik czy kierowca ciągnika musi mieć odpowiedni kurs czy wykształcenie, aby wykonywać swój zawód. Jeśli nie ma uprawnień, to popełnia przestępstwo – uważa radny. – Skoro urzędnicy nie mają egzaminu, to równie dobrze mogłyby zasiadać w radach osoby bezrobotne, które też nie mają kwalifikacji. Ale tutaj jest jedna wielka rodzina.

Chodań zwraca również uwagę na inną rzecz. – W radzie nadzorczej jednej ze spółek jest też mąż radczyni prawnej Urzędu Miasta. W świetle ustawy o komercjalizacji i prywatyzacji, taka sytuacja może budzić podejrzenie o stronniczość i interesowność – zauważa radny.

D. Michalak przyznaje, że nie zdała odpowiedniego egzaminu. – Do rady nadzorczej ŻWiK zostałam wybrana przez Radę Gminy – tłumaczy. – Egzamin w Warszawie kosztuje 1 tys. zł i bardzo trudno go zdać. Do tego dochodzą jeszcze koszty dojazdu. Ja, podobnie jak inne osoby w radzie, nie zamierzam finansować egzaminu z własnych pieniędzy. Zasiadanie osób bez kwalifikacji w radach jest nagminne w całym kraju i nikt z tego powodu nie robi tragedii – bagatelizuje D. Michalak.

 

                                                    Rewolucja w czerwcu?

Mirosław Biały, prezes ŻWiK, przyznaje, że w radzie zarządzanej przez niego spółki nikt nie ma wymaganego egzaminu. Jego zdaniem, nie ma to jednak wpływu na ważność decyzji podejmowanych przez radę.

Burmistrz S. Kowal przyznaje, że część członków rad nadzorczych nie ma wymaganych egzaminów. Twierdzi, że brakuje osób z odpowiednimi kwalifikacjami. Trzy lata temu Urząd Miasta zamieścił ogłoszenie w prasie ogólnopolskiej, ale zgłosiły się tylko dwie osoby.

Burmistrz dodaje, że osoby zasiadające w radach nadzorczych bez stosownych egzaminów mają czas na jego zdanie do końca czerwca tego roku. – Zostali oddelegowani do rad nadzorczych uchwałą Rady Miasta w 2008 roku – tłumaczy. – Ale pod warunkiem, że uzupełnią kwalifikacje. Jeśli tego nie zrobią, zastąpią ich osoby z kwalifikacjami.

Burmistrz zaznacza, że rady reprezentują interesy wspólnika i właściciela spółki, czyli urzędów miasta czy gminy, więc dlatego zasiadają w nich urzędnicy. – Gdyby zasiadały w nich osoby obce, pojawiłby się zarzut, że nie dbamy o dobro miasta. W radzie nadzorczej się nie dorabia, ma się obowiązki i ponosi konsekwencje – utrzymuje.

 

                                          Nieetyczne i niezgodne z prawem

Tłumaczenie burmistrza nie przekonuje. Przez ponad dwa lata w radach zasiadały osoby bez wymaganego egzaminu, ale mimo to dostawały diety z naszych podatków. Choć sprawą zajęła się prokuratura, burmistrz nie boi się konsekwencji prawnych.  

Anna Urbańska, prezes Transparency International, stowarzyszenia, które walczy z korupcją i nepotyzmem, zastrzega, że wyznaczanie do spółek znajomych lub podległych pracowników jest nieetyczne. – Burmistrz wyznacza do rady nadzorczej osoby, które są mu oddane. Można podejrzewać, że wykonają to, co im poleci. 

Magda Dąbrowska z biura prasowego Ministerstwa Skarbu Państwa ocenia, że sytuacja, w której oddelegowane do rad osoby nie mają egzaminu, nie jest zgodna z prawem. – Są to jednak spółki miejskie, nie mamy prawa w nie ingerować. Władny do tego jest w tym przypadku burmistrz i wójt, którzy mają swoich przedstawicieli – mówi Dąbrowska. – To oni powinni zadbać, aby te osoby miały kwalifikacje i zdane egzaminy. Po to są przepisy, aby ich przestrzegać. Dotyczy to również burmistrza Żagania.

Sprawą zainteresował się również Lubuski Urząd Wojewódzki w Gorzowie Wlkp.Teresa Kaczmarek, dyrektor wydziału nadzoru i kontroli LUW, potwierdza, że zgodnie z ustawą, w radach nadzorczych spółek powinny zasiadać osoby posiadające wymagane egzaminy. – Odpowiada za to burmistrz i radni, którzy godzą się na oddelegowanie wskazanych przez niego kandydatów – mówi T. Kaczmarek. – Zapoznamy się z uchwałą Rady Miasta dotyczącą tej sprawy, a następnie, w razie nieprawidłowości, poprosimy burmistrza o wyjaśnienia.

„poprosimy burmistrza o wyjaśnienia”

„wyznaczanie do spółek znajomych lub podległych pracowników jest nieetyczne”

Napisz komentarz »