REKLAMA

Wasze sprawy

Fatum nad rodziną

Opublikowano 17 listopada 2011, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Agnieszka Rudziewicz (28 l.) wyszła do pracy w czwartek, 3 listopada. Od tamtej pory nie dała znaku życia. O jej powrót modlą się mąż i córki.

W Zaduszki (2.11.) Agnieszka, mieszkanka Lubska, dowiedziała się, że przez najbliższy miesiąc będzie pracować w ramach robót interwencyjnych. Bardzo się ucieszyła, bo małżeństwu z dwójką dorastających córek lekko wcale nie jest. Następnego dnia poszła do pracy.

– Widzieliśmy się jeszcze w czwartek z rana, rozmawialiśmy, zanim wyszedłem do pracy. Poszła do pracy na 7.30, a do domu powinna wrócić około 12.30 – opowiada Rafał Rudziewicz, mąż zaginionej kobiety.

Małżeństwem są od 8 lat. Mają dwie córki – Justynę (8 l.) i Ewę (10 l.). – Dla dzieci Agnieszka zrobiłaby wszystko, na pewno nie zostawiłaby ich tak bez słowa – przekonuje pan Rafał. Mężczyzna przyznaje, że w przeszłości kilka razy przeżywali kryzys. Wtedy Agnieszka wyprowadzała się do mamy, mieszkała też raz u koleżanki. Zawsze jednak kontaktowała się telefonicznie, pytała o dzieci, które zostawały z tatą. Ostatnio jednak pomiędzy nimi wszystko układało się dobrze. – Były kłopoty, tak jak u wszystkich. Głównie z pracą, jak to w Lubsku – mówi R. Rudziewicz. Opowiada, że Agnieszka od dawna poszukiwała pracy, składała podania do marketów, ale bez rezultatu. Imała się więc różnych zajęć.

 

Poza zasięgiem

Po powrocie do domu, w czwartkowe popołudnie, pan Rafał nie zastał żony. Nie niepokoił się za bardzo, bo wiedział, że Agnieszka zachodzi czasami do swojej matki. Gdy nie wróciła do wieczora, zaczął do niej dzwonić, ale telefon był poza zasięgiem.

– Nawet gdy padała jej czasem bateria, to zawsze starała się jakoś ze mną skontaktować – opowiada pan Rafał. Zadzwonił więc do teściowej. Okazało się, że widziała córkę poprzedniego dnia, w Urzędzie Miejskim, gdy Agnieszka załatwiała sprawy związane z pracą. Pan Rafał zaczął więc obdzwaniać i przepytywać wszystkich dalszych i bliższych znajomych. Bez skutku. Nikt nic nie widział, nie wiedział, Agnieszka z nikim się nie kontaktowała. Ustalił w Powiatowym Urzędzie Pracy, że w dniu zaginięcia żona dotarła do pracy. Nic więcej. W końcu powiadomił policję.

– Byłem u nich w poniedziałek, 7 listopada. Przyjęli zgłoszenie, kazali czekać. Wiem, że naradzali się, czy rozklejać jej zdjęcia na mieście, ale póki co za wiele się nie dzieje – R. Rudziewicz stara się ukryć, jak bardzo się martwi. Sam, czekając na zaległą wypłatę, nie ma pieniędzy, by to zrobić. 

 

Muszą sobie radzić

Pan Rafał bardzo czeka na powrót żony. Tak jak i córki. Mówi, że musi dać sobie radę ze wszystkim. – Justynka i Ewa to już małe kobiety, po babsku radzą sobie z dobieraniem ubrań, kolorów. Ja prasuję, gotuję, choć na gotowanie zup się nie porywam. Staram się też pomagać w odrabianiu lekcji – wylicza. Gdy jest w pracy, dziewczynkom pomaga babcia, jego matka, z którą mieszkają.

– Mamy wielką nadzieję, że wszystko dobrze się skończy. W tej rodzinie było już za dużo nieszczęść. Trzy lata temu zaginął mój brat, niestety odnaleziono go martwego, a niedawno w wypadku pomiędzy Lubskiem a Brodami zginął mój kuzyn. Czas, by uśmiechnęło się do nas szczęście – kończy z nadzieją R. Rudziewicz.

Napisz komentarz »