REKLAMA

Ludzie, wydarzenia, Wasze sprawy

Małgosiu, masz dla kogo żyć

Opublikowano 19 sierpnia 2011, autor: Piotr Piotrowski

Modlą się i płaczą, choć mieli być najszczęśliwsi na świecie. Marzyli o dziecku. Marysia urodziła się zdrowa, ale jej mama ze szpitala nie wyszła. Walczy o życie. – Błagałem ją, aby nie odchodziła, bo ma dla kogo żyć – mówi z płaczem Mariusz Raba z Iłowej.

Małgorzata (39 l.) i Mariusz Raba (40 l.) z Iłowej bardzo pragnęli mieć dziecko. Gdy wydawało się, że tak się nie stanie, bo diagnozy lekarzy nie były pomyślne, pewnego dnia Gosia zorientowała się, że jest w ciąży. – To była prawdziwa niespodzianka. Bardzo cieszyliśmy się, że zostaniemy rodzicami – opowiada Mariusz.

Nikt nie przepuszczał, że może dojść do tragedii. Mieszkanka Iłowej wybrała na poród Szpital na Wyspie w Żarach, bo o żagańskim słyszała zbyt wiele krytycznych opinii.

Urodziła 3 sierpnia, w nocy. Mariusz czekał na korytarzu ponad półtorej godziny, ale Gosi i dziecka nie zobaczył. – Gosia miała cesarkę. Nie została wybudzona, dlatego pielęgniarka kazała mi wrócić do domu i czekać do rana – dodaje M. Raba.

Około godziny 9, Mariusz ponownie zjawił się w szpitalu. Gosia dostała lek nasenny i dużą porcję krwi, bo sporo jej straciła. – Przez chwilę z nią rozmawiałem. Nagle zaczęła się dusić. Zbiegli się zaniepokojeni lekarze. Zaczęła się nerwowa akcja. Dostała krwotoku. Okazało się, że ma słabą krzepliwość. Przewieziono ją na salę operacyjną, na OIOM. Krew przez nią dosłownie przesiąkała, wręcz leciała z niej. Lekarze uwijali się, jak w ukropie, aby ją ratować – zapewnia Mariusz.

 

Błagał, żeby nie umierała

Ledwie Mariusz z rodziną wrócili do domu, dostali telefon ze szpitala. – Powiedzieli, żeby przyjeżdżać. Stan Gosi był krytyczny, zasugerowali mi, żebym się z nią pożegnał – wspomina M. Raba. – Błagałem ją, aby nie odchodziła, zaklinałem, że ma dla kogo żyć. I wtedy zaczęła poruszać źrenicami. Szybko przewieźli ją na stół operacyjny. Znowu zabieg. Tym razem podwiązano jej żyły biodrowe, aby krwotok ustał. Karetka kilka razy jeździła po krew do Zielonej Góry. Po dwóch dniach Gosia zaczęła odzyskiwać świadomość. Niestety, nie pamiętała nic od chwili, gdy trafiła do szpitala. Nawet gdy pokazywałem jej zdjęcie naszej córeczki, nie rozumiała.

11 sierpnia, mieszkanka Iłowej w ciężkim stanie została przewieziona do szpitala w Nowej Soli, na oddział neurologiczny. Taką decyzję podjęli lekarze po wykonaniu badania tomografem. W Nowej Soli pojawiły się kolejne powikłania. Małgorzata miała problemy z oddychaniem, okazało się, że to zapalenie płuc.

Eligiusz Kaczmarek, ordynator oddziału ginekologicznego Szpitala na Wyspie, tłumaczy, że taki przypadek, jak mieszkanki Iłowej, zdarza się raz na kilkadziesiąt. – Pacjentka miała wykonane kompleksowe badania morfologiczne i krzepliwości krwi. Wynik był bardzo dobry. Na komplikacje złożyło się kilka czynników. Doszło do tzw. atonii macicy, powikłania porodu polegającego na zaburzonej czynności skurczowej mięśnia macicy – wyjaśnia E. Kaczmarek. – Rozkurcz mięśnia macicy spowodował trudny do opanowania i groźny krwotok z naczyń miejsca łożyskowego. Zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy, aby ratować życie dziecka i jego matki. Cesarskie cięcie było jedynym rozwiązaniem, ze względu na zagrożenie martwicą płodu.

 

Czekają na mamę

W to, że Gosia wróci do domu, wierzy nie tylko Mariusz. – Nadzieję mają też lekarze, którzy dodają mi otuchy. Zapewniają, że jest szansa na poprawę. Nawet nie dopuszczam do siebie myśli, że mogliby coś innego powiedzieć – mówi iłowianin, który codziennie kursował między Iłową, szpitalem w Żarach i Nowej Soli.

W środę, 17 sierpnia, w końcu odebrał córeczkę z oddziału noworodkowego w żarskim szpitalu. – Miała tam bardzo dobrą opiekę, ale chciałem ją mieć w domu. Ze szpitala mógł ją jednak odebrać tylko brat Gosi i to po decyzji sądu, bo takie mamy w Polsce głupie prawo – zaznacza M. Raba. – Wszystko przez to, że nie mam z Gosią ślubu.

Zaraz ze szpitala w Żarach Mariusz pognał do Nowej Soli, na oddział neurologii. – Powiedziałem Gosi, że Marysia jest już w domu, że teraz wszyscy na nią czekamy. Wierzę, że wyjdzie z tego, że niedługo rodzina będzie w komplecie – mówi Mariusz.

Gosia nie mówi, nie rusza się, ma problemy z oddychaniem. Mariusza wspiera cała Iłowa. Mieszkańcy miasta modlili się za jej zdrowie na mszy w jej intencji w ubiegłą niedzielę, 14 sierpnia. Wierzymy i my, że Gosia usłyszy kiedyś, jak jej córeczka Marysia mówi do niej „mamo”. 

Napisz komentarz »