REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Weterani na bruk

Opublikowano 11 sierpnia 2011, autor: Piotr Piotrowski

Bohaterowie wrócili z półrocznej misji w Afganistanie. \”W nagrodę\”, części z nich dowództwo 10. Brygady Kawalerii Pancernej w Świętoszowie nie przedłuży kontraktów, ewentualnie zaproponuje im służbę w innych jednostkach.

Do redakcji „GR” zgłosili się żołnierze 10. Brygady Kawalerii Pancernej ze Świętoszowa, zaniepokojeni polityką kadrową dowództwa. Zdradzili nam, że na bruku znajdzie się ponad setka z nich. Armia zlitowała się natomiast nad bohaterami, którzy ryzykowali życie i pojechali do Afganistanu. Zaproponowała niektórym etaty, ale w innych jednostkach. Nie wszystkim zmiana miejsca pasuje, dlatego rezygnują ze służby. W najgorszej sytuacji są ci, którzy na misję nie pojechali. Za „karę” nie zostaną im przedłużone kontrakty.

 – Oszukano nas! Przed misją obiecywano nam przedłużenie kontraktów w Świętoszowie, a teraz wysyła się nas do Sulechowa. Dla mnie to problem, bo będę musiał dojeżdżać do pracy kilkadziesiąt kilometrów codziennie – denerwuje się Roman, jeden z żołnierzy. – Po powrocie z misji kupiłem dom w Żaganiu i teraz mam problem! Żona jest wściekła.

– Wróciliśmy z misji i w nagrodę pójdziemy do cywila. Za nas, weteranów, przyjdą żółtodzioby, ludzie, którzy nie mają doświadczenia, nie byli na wojnie, nie wiedzą, jak się trzyma broń w ręku – wtóruje mu Marcin, żołnierz jednego z korpusów 34. BKPanc.

 

Przyjdą nowicjusze

Janusz służy w świętoszowskiej brygadzie ponad trzy lata. Po powrocie z misji liczył na awans i nowy kontrakt. – Przynajmniej tak mi obiecywano przed wyjazdem do Afganistanu. Tymczasem po powrocie powiedziano mi i moim kolegom, że nie ma dla nas miejsca w armii. Powód – brak etatów w brygadzie. Teraz chodzę od dowódcy do dowódcy i żebrzę – nie ukrywa.

– Z każdej z pięciu kompanii odejdzie po trzech, czterech żołnierzy. Głównie ci, którym kończy się kontrakt – dodaje Jerzy, kolejny żołnierz, który zadzwonił do redakcji w tej sprawie. – Są przenoszeni do innych jednostek, głównie w Sulechowie. Moich pięciu kolegów już tam trafiło. Ze 130 ludzi w jednej kompanii, została zaledwie połowa. Dowództwo robi w ten sposób miejsce dla ciot z Narodowych Sił Rezerwowych lub żołnierzy z innych jednostek. Nasz dowódca, generał Reudowicz, niedawno pożegnał się z brygadą, a jego następca chyba niewiele wie na temat zmian – kwituje Jerzy.

 – Nie przedłużono mi umowy, bo mój etat przygotowano dla rezerwisty – dodaje kobieta, która w 10. BKPanc. służyła ponad trzy lata. – To, co się dzieje w polskiej armii, jest chore. My, doświadczeni żołnierze, padliśmy ofiarą błędnych decyzji paru polityków, którzy nie mają pojęcia o funkcjonowaniu i strukturze armii.

 

 Poprawki do etatu

Kapitan Dariusz Kudlewski, rzecznik 10. BKPanc., potwierdza, że w  brygadzie, tak jak w każdym innym zakładzie pracy, trwają zmiany kadrowe. Nazywa to „poprawkami do etatu”. – Żołnierze muszą być dyspozycyjni. Powinni liczyć się z tym, że któregoś dnia armia zaproponuje im etat w innej jednostce. Tak się obecnie dzieje. Jest spora liczba żołnierzy, którzy wrócili z Afganistanu i którym zaproponowano miejsca pracy poza Świętoszowem lub w innej formacji 10. BKPanc. – tłumaczy rzecznik. – Ale to nie tak, że kogoś wysyłamy na bruk. Obecnie staramy się zapewnić etaty wszystkim żołnierzom. 

Kudlewski potwierdza jednak, że jest kilku podoficerów, którym brygada na razie niczego zaproponowała. – Kończy się im kontrakt, ale dostaną pracę w wojsku, gdy zwolnią się miejsca po tych, którzy odejdą w najbliższym czasie na emeryturę – obiecuje. – Jeśli jacyś żołnierze nie dostali żadnych propozycji po zakończeniu kontraktu, to mogą u mnie szukać wsparcia. Sprawę będziemy wyjaśniać z przełożonymi. Chyba że żołnierze dostali niską ocenę za swoją pracę i to jest powodem rozstania – zastrzega rzecznik.

Napisz komentarz »