REKLAMA

Aktualności, Gospodarka, Ludzie, wydarzenia, Samorząd, Wasze sprawy

Fortuna (nie) do wzięcia?

Opublikowano 28 lipca 2011, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Zadłużenie najemców lokali komunalnych i socjalnych wobec Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej przekroczyło 10 milionów złotych. Przez pół roku prezesury Krzysztofa Jarosza udało się ściągnąć tylko 4 procent z tej zawrotnej sumy.

Kwota nieściągniętych od dłużników wierzytelności robi wrażenie. Prawie 1 mln 300 tys. zł to pieniądze, które spółka próbuje odzyskać, wysyłając wezwania, proponując rozłożenie na raty lub odpracowanie zaległości. Komornik ma do ściągnięcia nieco ponad 2 mln zł. – Niestety, często są to pieniądze na ten moment trudne do odebrania, co nie znaczy, że utracone. Za jakiś czas znowu oddamy te sprawy do egzekucji – mówi K. Jarosz, prezes ZGM.

O zawrót głowy przyprawia wysokość należności przejętych w wyniku podziału Pekomu, bo to prawie 7 mln 400 tys. zł. – Dopóki lokator będzie miał więcej praw niż właściciel, trudno będzie o poprawę sytuacji. Jedyny skuteczny sposób to zmiana przepisów. Ceny najmów w Żarach są dalekie od rynkowych, a ludzie i tak nie płacą – tłumaczy K. Jarosz i chwali, że w ostatnich dwóch miesiącach poprawił się poziom bieżących wpłat o jakieś 5 proc. Dodaje, że w ciągu pół roku udało się odzyskać około 400 tys. zł zaległych należności. To niestety tylko ok. 4 proc. potężnego długu. Finansowe sprawy miejskiej spółki wloką się, z różnym powodzeniem, od czasu podzielenia Pekomu. Przeciwko byłemu prezesowi Pekomu, Markowi Rapaczowi, w czerwcu br. został skierowany wniosek do Prokuratury Rejonowej w Żarach z zarzutem narażenia spółki na utratę 300 tys. zł.

– Prokurator podjął postępowanie. Na razie prowadzone jest w sprawie, a nie przeciwko konkretnej osobie. Zawiadomienie wpłynęło stosunkowo niedawno, więc należy poczekać na dalszy rozwój sytuacji – informuje Grzegorz Szklarz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze.

 

Opornych do metalowych baraków

– Nie rozumiem, jak to jest możliwe, że przed budynkami socjalnymi stoją auta niezłej klasy, a na dachach i ścianach wiszą anteny telewizji cyfrowych – wtóruje Jaroszowi Dariusz Grochla. Dodaje, że jako radny miejski jest gotowy zaakceptować każdą decyzję burmistrza, która pomoże wymusić pieniądze. – Bo tej chwili hodujemy klasę pasożytów, a niepłacenie przybiera rozmiar epidemii – mówi, przekonując jednocześnie, że warto byłoby na nasz lokalny grunt przeszczepić pomysł spod Opola, gdzie uporczywie niepłacących lokatorów przesiedlono do mieszkań zastępczych, ze wspólną kuchnią i łazienkami na korytarzu. – Naturalnie każdy przypadek powinien być rozpatrywany indywidualnie, bo zdarzają się ciężkie sytuacje losowe, gdzie trudno posądzać ludzi o złą wolę. Ci naprawdę biedni często w zębach przynoszą pieniądze, których nie mają zbyt wiele – zastrzega.

 

Jedni radni wiedzą, inni nie

– Zasadniczo nikt nam, jako radnym, nie przekazuje informacji w tych sprawach, choć sprawę znam, bo przecież ciągnie się od lat – mówi Jacek Niezgodzki. Jak się okazuje, sytuacja finansowa ZGM za pierwsze półrocze będzie przedmiotem posiedzenia komisji finansów w sierpniu.

– Rozmawialiśmy o tym niedawno na komisji. Tak naprawdę to szkoda, że nastąpiła zmiana zarządu spółki. Sprawa windykacji była dobrze ułożona, ale przyszli nowi ludzie i to wszystko zostało zahamowane – wytyka Roman Pogorzelec, były burmistrz, obecnie radny. – Słyszałem, że od początku roku nie było wpływu do kasy miasta z tytułu czynszów. Miasto powinno zająć się ściąganiem tych pieniędzy, a nie zwalnianiem pracowników. To nie działa na korzyść, bo przychodzą nowi i zajmują się głównie szukaniem haków na starych – dodaje R. Pogorzelec.

 

Sprawdza się

Na pytanie o to, jak sam prezes podsumowuje swoją skuteczność dla poprawy sytuacji finansowej spółki w czasie ponad półrocznej pracy w ZGM (pobiera wynagrodzenie w wysokości 9 tys. 800 zł), K. Jarosz opowiada o swoich zarządzeniach. – Najemcy mieszkań komunalnych, w których zakwalifikowano do wymiany stolarkę okienną, mogą to zrobić na własny koszt, my zwracamy im to w czynszu w roku, w którym zaplanowana była wymiana, czyli czasem z kilkuletnim odroczeniem. Jeżeli ktoś na własny koszt instaluje c.o. albo robi łazienkę, to jest informowany, że może to zrobić, ale utraci prawo do bonifikaty w czynszu, jeśli taka mu przysługiwała. Ogółem ulgi w czynszu udzielane z tego tytułu to w skali miesiąca odpowiednio 18 tys. zł i 30 tys. zł – mówi K. Jarosz. Prezes opowiada też o swoim uczestnictwie w zespole pracującym nad nowym wieloletnim programem gospodarowania zasobami mieszkaniowymi miasta, ale zastrzega, że jest zbyt wcześnie, by zdradzać szczegóły.

Stanowisko prezesa K. Jarosz zawdzięcza Wacławowi Maciuszonkowi, burmistrzowi Żar. Burmistrza spotkaliśmy w drodze na spotkanie służbowe, zapytaliśmy go, jak ocenia pracę Jarosza i osiągnięte przez niego wyniki. – Moja ocena jest dobra – powiedział zwięźle. Burmistrz odmówił komentarza w sprawie zadłużeń. – To nie są sprawy, o których można rozmawiać na korytarzu – uciął. Na rozmowę w gabinecie nie chciał się zgodzić.

Napisz komentarz »