REKLAMA

Wasze sprawy

Brat chciał mnie zabić

Opublikowano 14 lipca 2011, autor: Piotr Piotrowski

– Jak nie piją, są jak aniołki, ale po alkoholu potrafią nabroić – opowiada Eleonora Najdek, matka Tadka, Julka i Walentego. A bracia – jak to z rodzeństwem bywa – nie zawsze potrafią się dogadać.

Borowe, niewielka wieś pod Iłową, od kilku dni żyje dramatem rodziny Najdków. W niedużym domu w centrum wsi, pani Eleonora (86 l.) mieszka z trzema synami. Tadeusz (58 l.), Walenty (56 l.) i Julian (48 l.) są kawalerami. Walenty ma pokój piętrze, dwaj pozostali – na parterze.

W czwartek, 7 lipca, Julian położył się w swoim pokoju, aby odpocząć po pracy. Włączył telewizor. Nagle wpadł do niego Walenty z kuchennym, 20-centymetrowym nożem. Był pijany. – Gdybym nie zrobił uniku, ugodziłby mnie w pierś – opowiada Julian. – A tak wbił mi nóż w udo. Rana jest nieduża, ale głęboka – pokazuje opatrunek.

 

Pod jednym dachem

Matka krzątała się po kuchni, gdy usłyszała niepokojący hałas. Szybko pobiegła do pokoju Julka. – Żeby nie ja, to by go zabił – nie ukrywa pani Eleonora. – Odebrałam Walentemu nóż i wezwałam pogotowie – opowiada. – Tego dnia musieli się wcześniej pokłócić. Co się dziwić. Przecież trzech dorosłych mężczyzn nie może żyć w zgodzie pod jednym dachem. Po pracy zostaje im piwko pod sklepem. Potem wracają do domu i spędzają resztę dnia na spaniu lub oglądaniu telewizji. Bo co mają robić? Takie jest życie na wsi, gdy nie ma pracy, rodziny na utrzymaniu. 

Po bratobójczej awanturze, Walentego z domu wyprowadził policja. Okazał się, że był kompletnie pijany. Miał aż 3 promile alkoholu. W niedzielę, 10 lipca, na wniosek Prokuratury Rejonowej, Walenty został aresztowany na trzy miesiące. Za próbę zabójstwa grozi mu nawet dożywocie.

 

Biedna babinka

Od tygodnia, sąsiedzi wciąż rozprawiają o Najdkach.

– Walenty to dobry człowiek. Miał wypadek, chorował na nogi, dlatego pracował tylko dorywczo, zbierając borówki i grzyby. A brat nie pozwalał mu korzystać z ubikacji, prądu czy gazu i wypominał, że nie płaci za rachunki i jest darmozjadem. Ale tak naprawdę to wszyscy utrzymują się z emerytury matki – zdradza sąsiadka Maria Duraj. – Szkoda mi Walentego, bo pewnie się zdenerwował i nie wytrzymał. Kiedyś już przywalił brata butelką, ale teraz to poważniejsza sprawa i może za to zapłacić wysoką cenę. Julian też jest nerwusem, potrafi wydzierać się do telewizora. Najbardziej szkoda mi jednak pani Eleonory. Biedna babinka nie może nad nimi zapanować.

A pani Eleonora zapewnia: – Wszystkich swoich synków kocham jednakowo. Gdy są trzeźwi, są dobrzy, ale jak popiją, potrafią nabroić. A Walenty ma zakaz picia, bo gdy już sięgnie po alkohol, jest niebezpieczny – wzdycha zatroskana matka.

Napisz komentarz »