REKLAMA

Sport

Z piekła do nieba

Opublikowano 08 czerwca 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Dramatyczny przebieg miał mecz Promienia Żary z Amatorem Bobrowniki. W ostatniej minucie bramkarz żaran obronił rzut karny.

Promień do Otynia, na mecz z Amatorem, jechał w dobrych humorach. Dzień wcześniej Piast Iłowa wygrał z Cariną Gubin 2:1, otwierając tym samym żaranom drogę do awansu. Forma podopiecznych Grzegorza Tychowskiego, sądząc po ostatnich meczach, także była bez zarzutu, wiec tak naprawdę nie było się czego obwiać. Amator szans na awans już nie ma. Grał więc o pietruszkę. Pytanie tylko, jak droga była ta pietruszka i kto za nią zapłacił?

Taktyka jak budowa cepa

Boisko w Otyniu wyjęte żywcem z B klasy. Kształtem zbliżone do kwadratu. Za jedną bramką chaszcze(podobno parking) za drugą droga i rzeczka(w której kilka razy skąpała się piłka). Z boku droga krajowa. Szatnie w szkole podstawowej. Już po pierwszych akcjach widać było, że żaranie nijak nie mogą się odnaleźć w tych warunkach. Taktyka gry Amatora prosta jak budowa cepa, zakładała wykopywankę do przodu. Golkiper gospodarzy traktował bowiem wznowienie od bramki, jako dośrodkowanie na pole karne żaran. Piłka omijała bowiem wszystkie formacje Promienia, co nie było trudne, zważając na długość boiska(kto dopuścił to klepisko do gry?) i lądowała przed nosem stoperów, którzy dwoili się i troili, żeby nie dopuścić do strzału przeciwnika. Po pierwszych minutach przewaga gospodarzy była tak wielka, że strzelenie przez nich gola było kwestią czasu. Na szczęście żaranie otrząsnęli się z tego naporu i próbowali atakować. Po jednej z akcji, w 15 minucie, Winstona lewą stroną i dośrodkowaniu na pole karne, do piłki dopadł Dariusz Piechowiak i z najbliższej odległości wpakował ją do bramki.

Była ręka czy nie?

Na to co stało się po bramce gości należałoby spuścić zasłonę miłosierdzia. Miejscowi piłkarze i trener Andrzej Michalski rzucili się dosłownie na sędziów. Nie przebierając w słowach powiedzieli, co myślą o decyzji sędziego o uznaniu bramki, która według nich była strzelona ręką. Gospodarze byli oburzeni i swoją frustrację zaczęli demonstrować na boisku. Sędzia nie panował ani nad nimi, ani nad tym co działo się na boisku. Żaranie dowieźli jakoś wynik 1:0 do przerwy, choć byli cieniem drużyny sprzed tygodnia. Na drugą połowę Promień wyszedł zmobilizowany. Amator także. Skąd taka zawziętość i agresja piłkarzy z Bobrownik nie wiadomo. W poprzednich meczach nie prezentowali takiej chęci gry, a tutaj dosłownie gryźli trawę. Znowu piłka latała na głowami piłkarzy z Żar i po jednej z takich wykopywanek w 63 min do piłki dopadł Marcin Bajorski i pokonał w końcu Tomasza Kowalczyka. Po tym trafieniu na boisku działy się istne sceny dantejskie. Sędziego mogłoby równie dobrze nie być, bo i tak swoimi decyzjami podnosił ciśnienie i tak przecież niemałe. Remis Promieniowi zamykał drogę do awansu, dlatego ze zdwojoną siłą rzucił się do ataku odsłaniając bramkę. Po jednej z kontr Amatora piłkę z linii bramkowej wybił Michał Krukowski. Nie ostudziło to gości. Piłkarze z Żar zaczęli się w końcu przebijać do pola karnego rywala. Dwa razy napastnicy Promienia byli faulowani na polu karnym, ale bez reakcji sędziego. W końcu kiedy mecz zbliżał się ku końcowi, w 82 minucie, akcję rozpaczy przeprowadził Łukasz Czyżyk. Dośrodkował z prawej strony na pole karne, a tam jak spod ziemi wyrósł Dariusz Piechowiak i ponownie wpakował piłkę do siatki. Euforia opanowała przyjezdnych wszak do końca zostało niewiele i wydawało się, że już jest pozamiatane. Nic bardziej mylnego.

Kowalnator” z Żar

Sędzia spotkania czuwał by dramatyzm utrzymał się do ostatnich sekund. Najpierw doliczył 4 minuty(!) a potem czekał grzecznie do 93 min, by podyktować rzut karny dla Amatora. Domniemany faul na piłkarzu gospodarzy wzbudził śmiech nawet wśród zawodników Amatora. Gorzej z żaranami. Ich wściekłość nie była bezpodstawna. Remis pozbawiał ich szans na awans. Gdy naprzeciwko Kowala piłkę ustawił doświadczony Tomasz Rozynek wszyscy wstrzymali oddech. Nawet policjanci nagrywający kibiców odwrócili od nich na chwilę wzrok. Rozynek rozpędził się i..Kowal rzucił się prawy róg bramki broniąc strzał zawodnika z Bobrownik. Wybuch radości był ogromny, bo po rzucie rożnym, który jeszcze wykonali gospodarze arbiter zakończył zawody. Promień Żary szczęśliwie wygrał 2:1.

– Gratulacje dla zespołu za zwycięstwo. Uważam, że to był najtrudniejszy mecz w sezonie. Ciężki teren, bardzo trudno nam się grało. Piłka latała nam nad głowami. Nie mogliśmy jej sprowadzić do ziemi. Szczerze trzeba powiedzieć, że mieliśmy sporo szczęścia i ten karny w ostatniej minucie. Tomek pokazał klasę. Dzisiaj mieliśmy sporo szczęścia, ale szczęściu trzeba pomóc i zespół to zrobił. Teraz myślimy już tylko o następnym spotkaniu-podsumował

Co na to wszystko bohater spotkania?- Tę obronę chciałbym zadedykować mojej córce Julce. Dzisiaj jest Dzień Dziecka, wiec to swoisty prezent właśnie dla niej. Nie czuję się bohaterem. Cieszę się, że tak się stało. Dotychczas szczęście raczej nas opuszczało w najważniejszych momentach. Mam nadzieję, że wyczerpaliśmy limit pecha- skomentował Kowal.

Przed żaranami ostatnie dwa mecze. Ze Stalą Jasień i mecz o wszystko z Cariną Gubin.

Napisz komentarz »