REKLAMA

Polityka

Kobieta zmienną jest

Opublikowano 25 maja 2018, autor: bj

O tym, dlaczego zmieniła zdanie, co sądzi o burmistrzu Andrzeju Kamyszku i po co pojechała do Rzymu, rozmawiamy z Heleną Sagasz, przewodniczącą Rady Powiatu, która jesienią chce walczyć o fotel burmistrza w Jasieniu.

„Regionalna”: Od niemal 4 lat jest pani przewodniczącą Rady Powiatu Żarskiego. Po raz kolejny o mandat w powiecie ubiegać się pani nie będzie?

Helena Sagasz: Tak, to prawda. Zdecydowałam natomiast, że wystartuję w wyborach na burmistrza Jasienia. Z ramienia komitetu wyborczego Polskiego Stronnictwa Ludowego.
Była pani burmistrzem już czterokrotnie. W poprzednich wyborach nie kandydowała pani na burmistrza i mówiła że to była ostatnia pani kadencja. Dlaczego zmieniła pani zdanie?

W wyborach nie startuję dla pensji burmistrza. Jeżeli będę miała wyższe dochody, zapłacę podatki z drugiego progu. Praca w Radzie Powiatu to bardzo pouczające doświadczenie. I powiat, i gmina to samorządy, ale jednak zadania są inne. Mam tu na myśli np. specjalistyczną opiekę medyczną i szkolnictwo zawodowe jako zadania powiatu. To ważne rzeczy. Jednak Jasień to dla mnie koszula bliższa ciału (śmiech).
Jak ocenia pani obecnego burmistrza?

Kiedy zrezygnowałam ze startu, życzyłam mu jak najlepiej. Żałuję, że nie została wykorzystana szansa, która była na przebudowę dróg. W ubiegłym roku były do wzięcia duże pieniądze z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich. Z perspektywy powiatu widzę, jak samorządy się do tego mocno przygotowały. I dużo zyskały – Lipinki Łużyckie, Trzebiel, Tuplice czy Lubsko. A przecież w Jasieniu można byłoby przebudować drogi tam, gdzie jest zrobiona kanalizacja. Były też do wzięcia pieniądze na przydomowe oczyszczalnie ścieków, kanalizację i wodociąg. Do tego fundusze na rewitalizację. Tu sukces odniósł Trzebiel.
Jak robiła to pani będąc burmistrzem?

Korzystaliśmy z każdego programu, z którego była szansa na pozyskanie pieniędzy.  Priorytetem  była kanalizacja i wodociąg, ale chciało się mieć też Orlik czy nową świetlicę w Guzowie. W tym ostatnim przypadku trafiło na moją rodzinną miejscowość, ale remont starej świetlicy był kompletnie nieopłacalny.

A inne decyzje obecnego burmistrza?
Najbardziej kontrowersyjne to te związane z likwidacją szkół. Szkoła na wsi to często jedyne, co ludzie tam mają. Tam nie tylko uczą się dzieci. Jest to też miejsce spotkań dla dorosłych. Burmistrz oczekiwał, że to da większe oszczędności, ale z analizy wydatków wynika, że są one niewielkie. Ja na pewno nie poszłabym tą drogą, choć sama mam za sobą trudne decyzje o likwidacji szkolnych stołówek i przejścia na catering. Podobnie z likwidacją usług opiekuńczych. Miałam jednak ręce w dybach, zmuszała nas do tego sytuacja finansowa.
A co pani myśli o konkursie na dyrektora szkoły, w którym przepadł Sławomir Muzyka, kontrkandydat obecnego burmistrza wyborach? Albo zatrudnieniu wiceburmistrz, po szybkim odejściu pani zastępcy, Józefa Palucha i deklaracjach, że to stanowisko pozostanie nieobsadzone?
Tego nie chciałabym komentować. Trochę mnie jednak niepokoi rozrost kadrowy w urzędzie. Niekoniecznie mówię o stanowisku zastępcy. Ale gdy odchodziłam i mieliśmy problem ze zrównoważeniem bieżących dochodów i wydatków, przestrzegałam przed nadmiernym zatrudnianiem. Rozumiem, że byli potrzebni ludzie, gdy wszedł program 500+, ale wszystkich zatrudnień nie da się tym wytłumaczyć. Jeżeli już przyjmować, to ściśle wyspecjalizowanych fachowców, np. do pisania projektów do różnych programów.
Co pani zamierza zrobić dla miasta i gminy Jasień?

Przede wszystkim – dokończenie kanalizacji. I remonty dróg. Tu otwiera się możliwość korzystania ze schetynówek, ponieważ zostały trochę złagodzone wymogi. Poza ul. I Armii, trzeba wymienić ul. Budowlanych, Podmokłą czy Cmentarną. Do tego mosty – wyłączony przy ul. Parkowej, a także przy ul. Przemysłowej. Zbierałam też podpisy pod inicjatywą budowy ścieżki, która biegnie do Jasienia z Brodów. Chodzi o to, by ją przedłużyć do Żar. A to, co mi się marzy w Jasieniu, to żłobek.

Spotykamy się kilka dni po pani powrocie z Włoch. Co tam pani robiła?

Wróciłam właśnie z pielgrzymki. Jestem osobą wierzącą i praktykującą. Była połączona ze zwiedzaniem. Najpierw zatrzymaliśmy się w Austrii, w Salzburgu, potem pojechaliśmy do Włoch. Byliśmy w Pizie, Turynie, Rzymie. Zwiedzaliśmy, oczywiście była też modlitwa, na którą wykorzystywaliśmy czas w autokarze. Zobaczyłam i Koloseum, i Panteon, i Schody Hiszpańskie. Byliśmy też na pl. Św. Piotra. Siedziałam tak blisko od miejsca, gdzie przejeżdżał papież, że mogłam go niemal dotknąć. Najbardziej wzruszająca była chwila, gdy mogłam przyklęknąć przy grobie naszego Ojca Świętego. Można powiedzieć, że w pielgrzymce nasz samorząd był silnie reprezentowany, bo poza mną była Danuta Madej, burmistrz Żar (uśmiech). To nie pierwszy taki mój wyjazd. Byłam w Medjugorje, Fatimie, Lourdes, Santiago de Compostela.

Modliła się pani o coś konkretnego?

Jak zawsze – o zdrowie dla moje rodziny. Mój mąż zmarł 8 lat temu na chłoniaka. Jakiś czas temu dość poważnie chorował mój najmłodszy wnuk i mieliśmy wielkie obawy z tego powodu. Na szczęście się to wyjaśniło. Jest zdrowy. Doskonale jednak wiem, że nie ma nic ważniejszego. Prosiłam też, żeby dzieciom wiodło się jak najlepiej.

Mieszka pani sama. Jest pani na emeryturze. Co pani robi na co dzień?

Poza pracą w Radzie Powiatu, pełnię funkcję w zarządzie wojewódzkim i powiatowym OSP, w Lokalnej Grupie Działania, jestem przewodniczącą rady fundacji Parku Kulturowego Grodzisko w Wicinie, jestem w zarządzie ogrodów działkowych. Ogródek pomaga mi uprawiać siostra, która już zapowiedziała, że jej też wkrótce czasu zabraknie, bo ma zostać podwójną babcią. Mam uczynną sąsiadkę, która podlewa mi kwiatki. Bo bardzo lubię storczyki.

Co rodzina sądzi o pani planach, by kandydować na burmistrza?

Moje córki, gdy się dowiedzą, nie będą szczęśliwe. Chciałyby mieć mnie bardziej dla siebie, podobnie jak wnuki. Zawsze powtarzają, że odwiedzam ich zbyt rzadko. Starsza córka, Dagmara, mieszka w Szczecinie, jest lekarzem, specjalistą chorób wewnętrznych i kardiologiem. Jej mąż, Piotr, jest chirurgiem stomatologiem. Mają dwóch synów, Bartosza (16 l.), absolwenta gimnazjum i Patryka (8 l.). Fascynuje go geografia. Z każdego wyjazdu muszę przywozić mu widokówki. Natomiast we Wrocławiu właśnie zakłada swoją firmę młodsza córka, Wioletta. Jest absolwentką Politechniki Wrocławskiej. Studiowała marketing i zarządzanie. Zięć Tomasz jest informatykiem programistą. Mają syna, Jędrusia, czterolatka.

 

Helena Sagasz ma 68 lat. Burmistrzem Jasienia po raz pierwszy została w 1994 r. Wówczas na to stanowisko nie było wyborów bezpośrednich. Burmistrza wybierała Rada Miasta. Jest ostatnia kadencja zakończyła się w 2014 r. Zanim została burmistrzem, pracowała w Banku Gospodarki Żywnościowej. Obecnie jest na emeryturze. Z tego tytułu otrzymuje miesięcznie niemal 5 tys. 200 zł, do tego dochodzi dieta przewodniczącej Rady Powiatu w wysokości 2 tys. zł, a z działalności w Lokalnej Grupie Działania – ok. 100 zł.

Napisz komentarz »