REKLAMA
joanna_szafy_baner_1000x200_2017

Sport

Głupia baba z grajdoła

Opublikowano 06 kwietnia 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Idoli trzeba mieć. Bez wzoru, który jest dla nas ważny nie da się stworzyć niczego ważnego w życiu. Nie tylko młodzi ludzie mają swoich idoli, których pragną naśladować. Ale to prawda, że im człowiek starszy tym mądrzejszy, to sam może być dla kogoś wzorem.

Adepci piłkarskiego rzemiosła siedzą przy telewizorach z wypiekami na twarzy i oglądają mecze Messiego czy Ronaldo. Niekoniecznie orientują się czy Wallenrod miał na imię Kordian czy Konrad, ale są w stanie powiedzieć, ile bramek strzelił w każdym sezonie i co jada na śniadanie Neymar. Wiedzą, że LeBron James pobił rekord Jordana kilkukrotnie i pozostawił w tyle Hakeema Olajuwona. Wiedzą, że 16-letni bramkarz Vive Kielce zastępujący w bramce „Kasę” popłakał się kiedy obronił karnego.

Ja nie mam żadnego idola i nigdy nie miałam, a to błąd. Bardzo blisko zostania moim wzorem był Paweł Zarzeczny. Właśnie minął rok od jego śmierci. Do dzisiaj nie mogę uwierzyć, że nie wrzuci niczego kontrowersyjnego na weszło.pl. Dlaczego nie stał się moim idolem? Bo oprócz tego, że pisał genialnie, nie był moim autorytetem. Miał charyzmę, ale to dostaje się od Boga. Niestety nie był kimś kogo chciałabym naśladować. Kiedyś powiedział: „Mimo że człowiek w dziennikarstwie musi być trochę krnąbrny i buntowniczy, to musi znaleźć sobie jakichś mistrzów. I szczerze mówiąc, najlepiej takich, od których będzie mógł ordynarnie kraść”. Nie lubię tworzyć kopii, ale „ukradłam” od Zarzecznego niezależność poglądów i to, że nie owijam w bawełnę. Paweł zawsze pisał to, co chciał choćby miało to uderzyć w samego papieża. Był arogancki i często rzucał mięsem. Uważał się za najlepszego i często dawał innym odczuć swoją wyższość. Był niesamowicie oczytanym człowiekiem, z którym można było pogadać o wszystkim- od filozoficznych dywagacji o istnieniu Boga, po cenę

Ballantines`sa

. Bo pić Zarzeczny potrafił jak nikt. Dlatego między innymi nie ma go między nami i dlatego nigdy nie dorósł do tego, żeby być moim idolem. Ale jakiś kawałek jego we mnie został. Ten bunt i niezależność, która zagościła w moich artykułach, zawdzięczam właśnie jemu. To dlatego nie ma dla mnie świętych krów i nikt nie może mnie nosić w kieszeni jak komórkę. Jak powiedział kiedyś Zarzeczny: „Wy się nie macie podobać piłkarzom, czy trenerom. Wy się macie podobać czytelnikom, bo to oni składają się na wasze pensje. A jak się jakiś piłkarz jeden obrazi, to licząc, że w Polsce jest trzysta tysięcy piłkarzy, to jeszcze wam zostaje 299 999 nieobrażonych”. Dlatego będę robić swoje. Będę chwalić jak będzie za co i ganić jak ktoś na to zasłuży. Według Pawła „Pisanie to sprawa prosta. Ale tylko dla dotkniętych palcem Bożym. I już przez to skazanych na wieczne cierpienie, niezrozumienie, niedostatek i zawiść. Bo jak wiadomo pionierzy giną od strzałów w plecy. Bo wysforują się na czoło”. I coś w tym jest. Wiem, że dla większości jestem głupią babą, piszącą o sporcie, na którym się nie znam. Otóż święta inkwizycjo: mam to gdzieś! Zarzeczny napisał słowa, które powtarzam do dzisiaj jak mantrę: „Jestem bydlakiem. Kawałem chama. Grubą świnią. Cynikiem. Nic mnie nie rusza, ani mordy, ani bandytyzm, ani wasze chamstwo, bo ja was stworzyłem przecież”. No cóż uśmiecham się zawsze mimo woli, jak widzę to zdanie. Tak jestem głupią i wredną babą. I co z tego? Nic mnie nie rusza, ani fochy, ani odwracanie się na mój widok na ulicy, ani nieodbieranie telefonu, bo nic mnie to nie obchodzi. Takie zachowania są popularne w piaskownicy. Trudniej wziąć krytykę na klatę i pozwolić sobie na chwilę refleksji. I na koniec ostatnie zdanie Zarzecznego: „Lepiej wszelkich mądrych spostrzeżeń nie mówić głośno, bo spalą na stosie, jako heretyka”. Posłucham mistrza i dlatego niektóre swoje przemyślenia zostawię dla siebie, bo może w tyłek miałabym cieplej, ale od dymu mam alergię.

Napisz komentarz »