REKLAMA
joanna_szafy_baner_1000x200_2017

Sport

Kibic wie lepiej

Opublikowano 30 marca 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Polacy znają się na wszystkim, ale na piłce nożnej najlepiej. W grupie kibiców liczącej 5 osób usłyszymy 8 zdań i 14 wersji wydarzeń na boisku. Każdy wie lepiej i każdy zna się najlepiej. Przepisy gry w piłkę nożną oczywiście mamy w małym palcu. Taktykę gry przeryliśmy na wielu kursach, studiach i oczywiście znamy z własnego doświadczenia trenerskiego. W tym, kto komu ma podać piłkę na boisku, orientujemy się w mig, bo przecież za nami 20-letnie doświadczenie sławnego piłkarza. A co ma w głowie gracz, też oczywiście wiemy, bo studia psychologiczne to przecież mały pikuś. A najlepiej piłkę nożną znamy z ekonomicznego punktu widzenia. Co jak co, ale zarządzanie finansami klubowymi to dla nas pestka. Słowem każdy kibic w Polsce wie najlepiej.

Co nas upoważnia do takiej pewności siebie? Otóż… nic. Wystarczy, że taki pan Bronek z panem Zdzisiem siedzą od 30 lat w tym samym miejscu na trybunach i oglądają mecze w klasie A, B, a nawet okręgowej. Znawcy? Oczywiście! Pan Waldek orientuje się, że trzeba wzmocnień w zespole, dlatego wdaje się w dyskusję, dlaczego w klubie nie kupią lepszego zawodnika? A najlepiej trzech albo sześciu, żeby wzmocnić cały zespół. Pan Bronek z panem Staszkiem nie zdają sobie sprawy, że na tym poziomie gra jest czysto amatorska i klub, który jeszcze 5 lat temu miał budżet na poziomie pół miliona, teraz ma 4 razy mniej, a jedna trzecia to długi zaciągnięte przez poprzednie ekipy. Może warto wspomóc swoją drużynę i opodatkować się dobrowolnie. Zrezygnować z jednego piwa i paczki fajek i wpłacić coś na konto klubowe. A tak siedzą Bronki i Andrzeje i pitolą trzy po trzy, bo przecież się znają. Oczywiście na wszystkim.

Nie wiem, jak nazwać kibiców, którzy przychodzą na mecze swojej drużyny z przeświadczeniem (mam przynajmniej taką nadzieję), że pomagają jej w grze swoim dopingiem. Przyśpiewki, transy i race mają być dumną oprawą meczu. Nie neguję tego. Wiem, jak ważny jest doping w chwilach dobrych i złych. Ale… odpalanie rac, które – jak wiemy – są zabronione na stadionie i za takie incydenty niestety karany jest klub, który i tak jest w opłakanym stanie finansowym, to nie pomoc, tylko strzał w plecy. Zwłaszcza, że okazuje się, że są równi i równiejsi i na jednym stadionie uchodzi wszystko, a na innym nie, a do tego nie każdy ma budżet jak Legia Warszawa. Co do przyśpiewek… hmm, jak już się przyszło, przyjechało czy doprowadzono nas na mecz, to wypadałoby dać z siebie wszystko. Odmruczenie pięciu przyśpiewek i przestanie z rękami w kieszeniach całego spotkania to chyba nie szczyt możliwości zorganizowanej grupy kibiców.

Pozostają jeszcze tak zwani niedzielni kibice, którzy na mecze przychodzą okazjonalnie. To oni zasilają kasę klubu, kupując bilety. Dzięki Bogu, że są. Na piłce znają się średnio lub wcale, a na mecz przyjdą, bo ładna pogoda i żona wygoniła z dzieckiem na spacer. Ale może od takiego bywania w dziecku zapłonie chęć do gry i nowy Lewandowski gotowy?

Kibice to ważna część każdej dyscypliny sportu. Kibic piłkarski jednak to osobnik bardzo chimeryczny i oczywiście wszystkowiedzący, dlatego i piłkarzom i zarządom trudno się nieraz z nimi dogadać, ale gra się przecież dla fanów, dlatego wszyscy muszą żyć w symbiozie, co nieraz, niestety, nie jest takie proste.

Napisz komentarz »