REKLAMA

Ludzie, wydarzenia, Zdrowie

Zosia zawsze się uśmiechała

Opublikowano 23 marca 2018, autor: bj

Półtora roku zmagała się z rakiem złośliwym sutka. Zofia Wydrych przegrała, gdy wydawało się, że jest nadzieja na wyzdrowienie.

O swojej chorobie Zofia Wydrych (? 58 l.), żona Zbigniewa Wydrycha (63 l.), radnego powiatowego i lekarza weterynarii z Lubska, dowiedziała się po powrocie znad ukochanego Morza Bałtyckiego, latem 2016 r.

– Przez lata nasze życie wypełniała praca, dom oraz wychowanie dzieci. Poza wyjazdami do rodziny żony, na Lubelszczyznę, właściwie nie wypoczywaliśmy. Wówczas byliśmy po raz pierwszy – mówi Z. Wydrych.

Państwo Wydrychowie przeżyli ze sobą ponad 37 lat.

– Pojechałem w lubelskie do rodzinnej wioski mojej mamy. Tam poznałem żonę. Oboje od razu wpadliśmy sobie w oko. Ja zwróciłem uwagę na jej uśmiech i urodę – wspomina pan Zbigniew.

Przyznaje, że łatwo wówczas nie było.

– Ja miałem przed sobą 2 lata studiów we Wrocławiu, bo pochodzę z Kotliny Kłodzkiej. Ona chodziła do Liceum Medycznego w Biłgoraju. Widywaliśmy się tylko w wakacje, ferie, święta – opowiada. Przez 2 lata była to klasyczna miłość na odległość. – Zosia powiedziała, gdy się poznaliśmy, że to się nie uda.  Ja jej odpowiedziałem, że jeżeli będziemy codziennie pisać do siebie listy, to będziemy cały czas ze sobą  – opowiada A. Wydrych. – Teraz mam w domu pamiątkę w postaci kilkuset listów. Wysyłanych jako polecone, ekspresem. To bardzo cenna pamiątka – przyznaje Z. Wydrych.

Ślub wzięli w chwili ukończenia studiów.

Przyjechali i zostali

Po ślubie przyjechali do Lubska, bo tu do pracy został skierowany Z. Wydrych. Pani Zofia znalazła pracę jako pielęgniarka w szpitalu. Oboje wrośli w tę okolicę. Tu na świat przyszły ich dzieci – syn Sebastian (37 l.) i Kamila (32 l.). Tu Z. Wydrych założył lecznicę weterynaryjną, w prowadzeniu której pomagała mu żona. Tworzyli tandem nie tylko w życiu prywatnym, ale i zawodowym.

– Na swoją żonę zawsze mogłem bardzo liczyć. Jak było trzeba, asystowała przy zabiegach, ale świetnie radziła sobie z prowadzeniem spraw księgowych i rachunkami. Na co dzień świetnie się rozumieliśmy – wspomina Z. Wydrych.

Wiedzieli, że jest niedobrze

Tak było do czasu pamiętnego lata, kiedy po raz pierwszy pojechali na wczasy.

– To był dla nas obojga szok i niedowierzanie, gdy nagle pojawił się silny obrzęk piersi. Od razu widać było, że jest niedobrze  – mówi Z. Wydrych.

Badanie i przerażająca diagnoza. Rak złośliwy sutka. – Był średniego stopnia. Żona przeszła 16 chemii, miała przeprowadzoną mastektomię z usunięciem 18 węzłów pachowych, z których cztery miały ślady nowotworu. Przez 2 miesiące przechodziła radioterapię. Organizm ciężko to znosił. Regenerował się tydzień-półtora, a tu trzeba było jechać na kolejną wizytę – opowiada Z. Wydrych.

Z żoną był cały czas. – Na każdej rozmowie z lekarzami, na każdej wizycie, w szpitalu – zaznacza.

Nadzieja na życie

Najpierw jeździli do Zielonej Góry, potem leczenie przenieśli do Poznania. Tylko jeżdżąc na chemię i radioterapię, przez rok przejechali 20 tys. km.

– Ostatnie wyniki ze stycznia ledwie mieściły się w normie, ale mieliśmy nadzieję. Na życie, na zdrowie. Było to warte każdego wysiłku – przeciera oczy Z. Wydrych.

Tyle tylko, że badania obrazkowe nie wykazały zmian, które faktycznie były.

– W końcu wyszło, że to już było rozsianie nowotworu. I że rak zaatakował wątrobę, pojawiło się wodobrzusze – tłumaczy.

Pani Zofia odeszła 14.03. w wieku 58 lat, mając dokładnie tyle samo lat, ile jej ojciec w chwili śmierci.

– Obiecałem jej w styczniu, że pojedziemy nad jej ukochany Bałtyk. Ale to już nigdy się nie uda – Z. Wydrych nie ukrywa emocji.

Panią Zofię najbliżsi żegnali w sobotę, 17.03.

– Chciałbym wyrazić serdeczne podziękowanie wszystkim, którzy towarzyszyli jej w ostatniej drodze – rodzinie, znajomym, moim kolegom z wojewódzkiego i powiatowego inspektoratu weterynaryjnego, przedstawicielom Starostwa Powiatowego i miejskiemu zarządowi PSL – mówi Z.Wydrych.

Napisz komentarz »