REKLAMA

Sport

Załadować szmatę czy walnąć bramę?

Opublikowano 23 marca 2018, autor: Małgorzata Fudali Hakman

Język piłkarski jest niesamowicie bogaty. Niestety, dla laika nieraz całkiem niezrozumiały. Niektóre powiedzenia, mające usprawnić grę na boisku, niewiele wspólnego mają z rzeczywistością i bardzo często przypominają bredzenie wariata. Ważne, że piłkarze się rozumieją, a trenerzy są w stanie szybko przekazać swoim podopiecznym, o co im chodzi, a że my kibice nie zawsze czaimy bazę…

Pomijając niektóre co bardziej wulgarne teksty, słownik pojęć piłkarskich jest naprawdę uroczy, a nieraz niesamowicie zabawny.

Może zacznijmy od popularnego gola, bo, oprócz oczywiście bramki, można wbić szmatę (amatorzy sprzątania?), bramę (czyżby jakieś wesele?) albo siatę, która nie ma nic wspólnego z łowieniem ryb ani zakupami. A jak któryś piłkarz dobrze przymierzy, to może nawet trafić w okno. I miejmy nadzieję, że nie w szybę sekretariatu.

Często na stadionie słychać słowo „plecy”. Cóż w tym dziwnego? Wszak każdy z graczy je ma. No… za tym krótkim i enigmatycznym komunikatem kryje się bardzo poważne ostrzeżenie, bynajmniej nie o skoliozie. Zawodnicy ostrzegają się: „Uważaj, przeciwnik jest tuż za tobą!” Stanowczo krótsza forma jest bardziej komunikatywna. To samo jest, kiedy trener krzyczy „podwajamy!”, co oznacza: „Powinniśmy zwiększyć asekurację w grze obronnej”. Piękne.

Mnie najbardziej podoba się słowo „wyjazd”! Ten magiczny okrzyk często słyszymy z ust wściekłego bramkarza, który w krótkich żołnierskich słowach, okraszając swoją wypowiedź całą feerią słów ze słownika wyrazów obcobrzmiących, zachęca swoich kolegów do szybkiego opuszczenia własnej połowy i pognania w te pędy na pole karne przeciwnika. Załadowanie szmaty byłoby mile widziane.

Jeszcze dodam, że zawsze miałam wrażenie, że piłkarze mają bardzo dużo czasu. Wszechobecny krzyk „czas”, słyszany na murawie w czasie gry, utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że to ludzie ogromnie szczęśliwi, bo przecież szczęśliwi czasu nie liczą. Niestety, w tym wypadku oznacza to tylko informację o tym, że wzmiankowany piłkarz, do którego wszyscy krzyczą histerycznie „czas”, ma trochę… czasu na zagranie piłki, ponieważ najbliższy przeciwnik stoi daleko i zanim dobiegnie, może jeszcze w miarę dokładnie zagrać.

Zagrania taktyczne też mają swoje nazwy. Mnie urzekła „laga”. Często stosowana na boiskach. Mało skomplikowana i przynosząca nieraz ogromne korzyści w postaci bram, bynajmniej nie garażowych. Co oznacza? Mocne, prostopadłe kopnięcie piłki do przodu. A co potem? Modlitwa, żeby piłki pierwszy dopadł nasz napastnik, zanim zrobi to rosły obrońca przeciwnika. Niesamowite prawda?

Napisz komentarz »