REKLAMA

Aktualności, Wasze sprawy

Pożar w domu strażaka

Opublikowano 02 marca 2018, autor: bj

Do tej pory on ratował. Teraz sam potrzebuje pomocy. Mariusz Telkowski, strażak z Lubska, z żoną i dwójką dzieci stracił w pożarze dach nad głową.

Szum wody około godz. 2 w nocy z wtorku na środę (27/28.02.) wytrącił ze snu Mariusza Telkowskiego, strażaka z 13-letnim stażem, służącego w lubskiej jednostce Państwowej Straży Pożarnej. M. Telkowski mieszka  w miejscowości Starosiedle.

– Poderwałem się z łóżka. Zobaczyłem, że z sufitu leci woda – opowiada M. Telkowski. Pobiegł na strych, gdzie jest pojemnik wyrównawczy centralnego ogrzewania. – Gdy tam wszedłem, zobaczyłem ogień. Paliła się więźba i i podłoga. Pod wpływem ciepła stopiła się rura wodna i stąd przeciek – opowiada pan Mariusz.

Zadziałał automatyzm, którego nauczyła go praca.

– Pobiegłem obudzić żonę i dzieci. Powiedziałem, żeby się ubrali i wyszli. Żona miała obudzić rodziców – tłumaczy. I dodaje: – Życie jest najważniejsze, dopiero potem ratowanie domu.

Żona, pani Elżbieta, z dziećmi, 6-letnią Hanią i 8-letnim Hubertem, poszła do sąsiadów.

 

Brał, co miał pod ręką

Pan Mariusz wrócił na strych. Wezwał straż pożarną i sam zaczął gasić. Ogień był coraz większy. Przepaliły się kable, nie było prądu.

– Złapałem garnek, żona przyniosła gaśnicę samochodową – opowiada. Wszystko to było mało. Na szczęście wkrótce dotarli pierwsi strażacy.

– Pożar był w fazie rozwiniętej. Płomienie wychodziły na dach budynku – informuje Andrzej Kaźmierak z krośnieńskiej komendy PSP. Dyżurny zadysponował kolejne zastępy z Krosna Odrzańskiego i kilka okolicznych zastępów ochotników. Na ratunek M. Telkowskiemu przyjechali też koledzy z Lubska. Wspólnie udało im się zlokalizować źródło ognia. Potem rozebrali część dachu, żeby móc go dogasić. Niestety, duży fragment zawalił się do środka. – Strażacy wynosili elementy konstrukcji dachu, które wpadły do wnętrza domu – dodaje A. Kaźmierak. Pracowali ciężko, w  nocy, przy 15-stopniowym mrozie. Cała akcja trwała 3 godziny.

– Chciałbym wszystkim podziękować za ich ciężką pracę i zaangażowanie – mówi M. Telkowski.

Niestety, dziś mieszkanie Telkowskich to ogromna wyrwa w dachu, spalone sprzęty.

 

Kto im pomoże?

Stara się trzymać. Bo jest strażakiem, który w ciągu kilkunastu lat pracy widział niejedną ludzką tragedię. Teraz pożar dotknął jego rodzinę.

– Nawet nie chcę myśleć, co by się stało, gdybym się nie obudził – mówi.

Rodzina stanęła teraz przed wizją kosztownego remontu. Dach uszkodzony jest mniej więcej w 50 procentach. Państwo Telkowscy na razie muszą się zmieścić w dwóch małych pokoikach na parterze, u rodziców. Jeszcze nie mogą palić w piecu. Czeka ich też szacowanie strat. Wiedzą, że koszty znacznie przekroczą ich możliwości finansowe. Czteroosobowa rodzina utrzymuje się z pensji pana Mariusza i pani Elżbiety pracującej w zakładzie meblowym Iwaniccy. Zapomogi obiecał żarski komendant PSP i Urząd Gminy. Potrzeby będą znacznie większe, zwłaszcza jeśli chodzi o materiały budowlane.

Każdy, kto chciałby w jakikolwiek sposób wesprzeć rodzinę strażaka, proszony jest o kontakt pod nr tel. 506 117 784.

Napisz komentarz »