REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Zawał dorwał go przed domem

Opublikowano 02 marca 2018, autor: Piotr Piotrowski

Zaledwie 100 metrów przed domem, pan Zbigniew dostał zawału, wracając z pracy nad ranem. Być może przeżyłby, gdyby nie mróz.

W nocy z poniedziałku na wtorek, 26/27 lutego, Zbigniew Wlaźlak (?64 l.) z Wymiarek pracował jako palacz w osiedlowej kotłowni przy ul. Staszica.

– Około godz. 4.00 mąż poczuł się źle i poprosił kolegę, aby go zastąpił w pracy. Do jej końca zostały jeszcze dwie godziny – opowiada jego żona, Anna Wlaźlak. – Kolega pytał go, czy czasem nie wezwać pogotowia, ale Zbyszek odradził mu. „Nie potrzeba, Ania zmierzy mi zaraz ciśnienie” – powiedział. 

Niestety, pan Zbigniew nie doszedł do domu. Około 100 metrów od niego, dostał zawału. Spadł z roweru na pobocze drogi. Leżał tak do ok. godz. 7.00, gdy zauważył go jeden z sąsiadów, jadąc do pracy. Wezwał karetkę, ale mężczyzna był już martwy. Nawet jeśli przeżył zawał, organizm wychłodził się na mrozie. 

– To straszne. Jest mąż, nie ma męża. Szok tym większy, że Zbyszek na nic nie chorował. Nigdy nie narzekał na bóle w klatce piersiowej ani wysokie ciśnienie. Gdy rano na moim podwórku pojawili się policjanci, nogi ugięły się pode mną. Coś złego przeczuwałam, bo nad ranem przeraźliwie wył nasz pies. Chyba coś wyczuł, bo nigdy tego nie robił – dodaje pani Anna. – Niespełna miesiąc temu obchodziliśmy z mężem 33-lecie pożycia małżeńskiego. Można powiedzieć, dożyliśmy Chrystusowych Godów. Doczekaliśmy się dwójki kochanych dzieci i ośmiorga wnucząt. Pozostał żal i smutek, bo Zbyszek umarł za młody.

Z. Wlaźlak przez 40 lat pracował w hucie w Wymiarkach. Ostatnio – jako palacz.

Napisz komentarz »