REKLAMA

Sport

Bobsleje to moja miłość

Opublikowano 23 lutego 2018, autor: Piotr Piotrowski

Mówi Krzysztof Sieńko z Żagania, który dwa razy reprezentował Polskę na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich. Teraz kibicuje naszym bobsleistom, wśród których jest pochodzący z Iłowej Arnold Zdebiak.

Pan Krzysztof reprezentował Polskę w drużynie bobslejowych czwórek – w Nagano w Japonii w 1998 roku oraz cztery lata później – w Salt Lake City.

 –  W Japonii zajęliśmy 22. miejsce, w USA tę lokatę poprawiliśmy o cztery oczka – wspomina K. Sieńko, obecnie nauczyciel wf. i radny miejski. – W obu igrzyskach była to połowa stawki. To nie był zły wynik, biorąc pod uwagę, że mieliśmy dużo gorszy sprzęt niż rywale. Nasze sanie, zwane bobami, były wtedy warte może z 10 tys. dolarów. Amerykanie mieli sprzęt dużo nowszy i z dziesięć razy droższy. 

 

To jak Formuła 1

Do reprezentacji Polski w bobslejach (zimowa dyscyplina sportu, polegająca na zjeździe zawodników na specjalnych saniach zwanych bobami po sztucznym torze lodowym) żaganianin dostał się przypadkowo.

 – W latach 90. z powodzeniem uprawiałem lekką atletykę, biegałem na 60 i 100 metrów – opowiada. – Zostałem mistrzem Polski juniorów. Zauważył mnie trener reprezentacji bobsleistów, Andrzej Żyła. Przekonywał, że mam predyspozycje do pchania sań. Wtedy, w Polsce, nie było ani jednego toru do uprawiania tego sportu, więc trenowałem w norweskim Lillehammer. Spodobała się mi ta dyscyplina. Bobsleje to trochę taka zimowa wersja Formuły 1. Rozpędzasz boba jadącego z wieży po lodzie. Trasa pierwszych 15 metrów przebiega po prostej, potem stopniowo opada w dół – opowiada.

 

Jeszcze wierzy w sukces

Choć K. Sieńko przygodę z bobslejami zakończył ponad dekadę temu, wciąż o nim pamiętają.

– Przed startem polskich bobsleistów na igrzyskach w Pjongjang, zadzwonił do mnie reporter Polsatu Sport z propozycją, bym komentował w telewizji ich występy – dodaje. – To miłe, ale odmówiłem z racji wielu obowiązków.

Pan Krzysztof śledzi występy naszych bobsleistów. 

– W rywalizacji dwójek zajęli 24. miejsce, ale liczyłem na wyższe, w pierwszej piętnastce. Mogło być lepiej, ale widziałem, że przed startem przy sprzęcie za dużo kombinowali mechanicy, co mogło mieć wpływ na wynik – uważa.

W piątek i sobotę (23-24 lutego) kolejny start polskich zawodników, tym razem w konkurencji czwórek. Czy trener reprezentacji da szansę pochodzącemu z Iłowej Arnoldowi Zdebiakowi? Trzymamy kciuki.

Napisz komentarz »