REKLAMA
baner-jas

Sport

Nóż na gardle? Już nie!

Opublikowano 02 lutego 2018, autor: Jakub Kłyszejko

Przemysław Zamojski cieszy się z kolejnej wygranej z Nanterre (red. 85:82), ale już myśli o najważniejszym starciu z czeskim Nymburkiem.

Ojj, nerwowo było do samego końca…

– Tak można powiedzieć. Mieliśmy praktycznie mecz w kieszeni, ale chyba trochę za bardzo się rozluźniliśmy i z taką wariacką drużyną, jaką jest Nanterre, to naprawdę można sobie narobić sporo kłopotów. Prawie przegraliśmy to spotkanie. Dobrze, że pod koniec skontrowaliśmy kilkoma osobistymi, a także wykorzystaliśmy Vlada, który dorzucił kilka „oczek” spod kosza. Mieliśmy duże problemy ze zdobyciem punktów z gry.

Można powiedzieć, dopóki trójki wpadały, to gra wyglądała świetnie?

– Jasne. Rzuty nam wpadały prawie do końca trzeciej kwarty. Później skuteczność mocno się obniżyła. Mieliśmy problemy z fizycznością rywala, który i organizacją gry. Pojawiło się kilka nerwowych sytuacji, a po nich poszły straty. Pozwoliliśmy im zdobyć łatwe punkty z kontry, dzięki czemu wrócili do meczu. Dobrze, że wygraliśmy. Niedługo już nikt o tym nie będzie pamiętał.

Jeszcze niedawno mieliśmy bilans 2:7. Spodziewaliście się, że Stelmet do końca będzie się bił o awans?

– Walczyliśmy od spotkania do spotkania i mówiliśmy sobie, że cały czas mamy nóż na gardle i mamy je prawie podcięte (śmiech). Mecz z Nanterre już nam coś dawał i cieszymy się z tego. Jedziemy na ostatni mecz do Nymburka i nie mamy nic do stracenia. Zostawimy tam wszystko co najlepsze i powalczymy o zwycięstwo.

Ewentualny przyjazd trenera Saso Filipovskiego byłby dla was wielkim wydarzeniem?

– Myślę, że bardziej dla kibiców. Dla nas najważniejsze jest to, co wydarzy się na parkiecie. Musimy się skupić tylko na tym.

Napisz komentarz »