REKLAMA
baner-jas

Ludzie, wydarzenia

Atak nożownika

Opublikowano 02 lutego 2018, autor: bj

O śmierć otarł się 33-latek z Łęknicy po tym, jak dźgnął go nożem 41-letni bandyta.

Nożem ugodził go Mariusz S. (41 l.) z Łęknicy. Wszystko działo się w czwartkowy (25.01.) wieczór przy ul. Polnej w Łęknicy. Ofiara ataku wyszła chwilę wcześniej z psem na spacer.

– To taki malutki pies, co najwyżej na 5 metrów od domu odejdzie. Tomek dosłownie wyszedł bez kurtki, lekko ubrany – tłumaczy ojciec partnerki 33-latka.

Jak się okazało, Mariusz S. trafił swoją ofiarę z lewej strony, z boku. Krzyczał przy tym, że wszystkich pozabija.

– Tomek miał mnóstwo szczęścia, brakowało dosłownie centymetrów. Ale i tak ma uszkodzone płuco, przeszedł operację. Część płuca, ok. 10 cm, lekarze musieli usunąć – opowiada nasz rozmówca. Do domu wrócił we wtorkowy (30.01.) wieczór.

 

Uszkodzone płuco

– Krzyki i groźby nożownika usłyszał ktoś z bloku, w rejonie którego miało miejsce to zdarzenie. Natychmiast powiadomił policję. Napastnika zatrzymano niemal na gorącym uczynku – tłumaczy Robert Brzeziński, prokurator rejonowy. Napastnik miał przy sobie nóż.

Wiadomo, że obaj mężczyźni się wcześniej znali. Jednak śledczy nie zdradzają innych okoliczności.

– Tak naprawdę wciąż badamy, co mogło być przyczyną ataku. Pewne jest, że jego ofiara trafiła do zielonogórskiego szpitala z raną kłutą jamy brzusznej i uszkodzoną dolną częścią płuc – zastrzega R. Brzeziński.

 

Jest niebezpieczny

Jak się okazuje, mieszkańcy informowali policję o niebezpiecznych zachowaniach mężczyzny.

– Chodził po mieście i odgrażał się bez wyraźnej przyczyny. O jednej dziewczynie opowiadał, że mają wspólne dzieci, o innej mówił, że ona chce z nim chodzić, ale on się nie zgadza. Nagabywał, krzyczał pod ich oknami. Zaglądał też do jednego ze sklepów, próbował zastraszać. Cały czas nosił ten nóż – słyszymy od ludzi.

Z tymi informacjami mieszkańcy chodzili na policję.

– My z żoną informowaliśmy o tym około pół roku temu. Ale szczerze mówiąc, powoli nawykliśmy do jego zachowań. Bo jeżeli przechodził obok mojego pawilonu na targowisku z 10 razy dziennie, to człowiek zaczął go traktować jak nieszkodliwego dziwaka – tłumaczy ojciec partnerki zaatakowanego mężczyzny.

Czwartkowy atak dowiódł, że 41-latek jest niebezpieczny. Decyzją sądu (27.01.) został aresztowany na 3 miesiące. Do tej pory nie miał konfliktów z prawem. Teraz usłyszał zarzut spowodowania ciężkiego uszkodzenia ciała. Grozi mu od 3 do 15 lat więzienia.

Napisz komentarz »