REKLAMA

Ludzie, wydarzenia

Znajdą winnego?

Opublikowano 18 grudnia 2017, autor: Piotr Piotrowski

Po naszym artykule pt. „Umierał pod szpitalem”, Narodowy Fundusz Zdrowia sprawdza, kto zawinił w tej tragicznej sprawie.

Dyrektor lubuskiego oddziału NFZ chce wyjaśnić, dlaczego 65-letni mieszkaniec Tomaszowa (gm. Żagań) zmarł tuż pod żagańskim szpitalem. Doszło u niego do zatrzymania krążenia.

 – Niezwłocznie po opublikowaniu artykułu w tej sprawie w gazecie „Regionalnej”,  wszczęliśmy postępowanie wyjaśniające. Obecnie jesteśmy na etapie gromadzenia informacji – informuje Joanna Branicka, kierownik z lubuskiego oddziału NFZ.

Pracownicy NFZ wyjaśniają, dlaczego do konającego mężczyzny karetka przyjechała z Żar, skoro druga stała zaledwie 50 metrów od szpitala, na ul. Szprotawskiej w Żaganiu. Przypomnijmy, ta druga miała wezwanie do kolki i nie mogła przerwać interwencji, mimo usilnych próśb pracowników żagańskiego pogotowia.  Do 65-latka dotarła karetka z Żar, po 11 minutach od zgłoszeniu. Niestety, pacjent zmarł po przewiezieniu na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Żarach.

– Decyzję o tym, że interwencji na ul. Szprotawskiej nie można przerwać, podjęli dyżurni z centralnej dyspozytorni w Gorzowie. Tłumaczyli się nowym systemem, który według mnie jest bezduszny – mówi Ryszard Smyk, kierownik żagańskiego pogotowia.

Smyk dodaje, że kontrolerzy z NFZ już zabezpieczyli dokumentację w tej sprawie.

– Fundusz sprawdza teraz, czy karetka przyjechała najszybciej, jak mogła. I dlaczego druga stała na Szprotawskiej, choć miała 50 metrów do zdarzenia – dodaje kierownik. –  Mam nadzieję, że wnioski z tej przykrej sprawy zostaną wyciągnięte i system będzie bardziej „ludzki” – pozwoli przerwać wezwanie, w którym nie ma zagrożenia życia na rzecz innego, w którym przypadek wymaga natychmiastowej interwencji.

Czy NFZ znajdzie winnego? Czy ustalą, dlaczego mężczyzna leżał na chodniku blisko 20 minut, zanim jakikolwiek lekarz ze szpitala pojawił się przy nim, aby rozpocząć reanimację?  Do tematu wrócimy.

Napisz komentarz »