REKLAMA

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Kochajcie mnie dzisiaj

Opublikowano 08 grudnia 2017, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Jak okrutny potrafi być los, wie rodzina Szymczaków. Gabriela od siedmiu lat, 24 godziny na dobę, opiekuje się chorym synkiem. A teraz ją samą wyniszcza rak. Pomóżmy im, bo zasługują na pomoc.

– Przecież Bóg musi widzieć, jak bardzo ona musi żyć. Pozostać z nami, z dziećmi, z Olkiem – mówi siostra Gabrysi, Magdalena.

Dom bez mamy

Życie Gabrieli (29 l.) po raz kolejny wywróciło się do góry nogami. Niespełna dwa miesiące temu usłyszała diagnozę, jak wyrok. Rak. Chłoniak z naciekami na jajniki, na miednicę, jelito.

Gdy odwiedzamy Szymczaków w ich domu w Sieniawie Żarskiej, w środę 6.12., Gabrieli nie ma. Od kilku godzin przebywa w zielonogórskim szpitalu. Czeka na biopsję. Żeby wiedzieć, z czym musi się zmierzyć.

Rozmawiamy z mężem Gabrieli, Tomaszem i jej siostrą, Magdaleną. Olek (7l.) cały czas siedzi na kolanach taty. Co chwila woła mamę.

– On nie mówi, ale rozumie, co się wokół niego dzieje. A z mamą jest bardzo związany – mówi Tomasz.

Nieustanna walka

Siedem ostatnich lat to dla Gabrieli ciągła walka o życie synka. Olek urodził się z czterokończynowym porażeniem mózgowym. Gabriela i Tomek byli już wtedy rodzicami Kacpra, dziś czwartoklasisty.

– Olek od razu trafił na OIOM w Zielonej Górze. Potem do Nowej Soli na neurologię dziecięcą – opowiada Magdalena. Znowu trafił do szpitala. – Był w śpiączce. Helikopterem poleciał do Warszawy do Centrum Zdrowia Dziecka. Od tamtej pory ma rurkę tracheotomijną, dzięki której oddycha – mówi ciocia Olka. – Gabrysia poświęca mu cały swój czas, jest z nim 24 godziny na dobę. A teraz jej nie ma.

Między domem a szpitalem

Do różnych szpitali Olek trafia średnio raz na miesiąc.

– Lekarze zdiagnozowali u niego chorobę genetyczną – deficyt aktywności cyklohydrolazy guanozynotrójfosforanu. Były też kłopoty z przepukliną, jelitami, pęcherzem czy grzybicą jamy ustnej, która jest efektem działania leków – wylicza Magda.

Rodzice Olka zawsze mają przy sobie worek ambu i ssak odsysający wydzielinę z rurki. I często go używają.

Rodzina utrzymuje się z pensji Tomasza i zasiłków z pomocy społecznej. A potrzeby są ogromne.

– Wyjazdy do szpitali, rurki tracheotomijne, opatrunki, odżywki – tłumaczy siostra Gabrieli.

Bolał ją brzuch

Olek jest podopiecznym Fundacji Avalon. Jego mama na Facebooku wiele razy umieszczała informacje o akcjach na rzecz Olka. O sobie nie wspominała ani razu, nawet wtedy, gdy zachorowała.

– Do lekarza poszła około półtora miesiąca temu. Bolał ją brzuch. Zrobili jej USG. Potem tomografię komputerową.Wyszło, że to chłoniak z naciekami na jajniki, na miednicę, jelito – wylicza ze łzami w oczach Magda.

Pojechała do Warszawy, do centrum onkologicznego.

– Wróciła stamtąd oszołomiona. Diagnozą i tym, jak ją potraktowali. Kazali jej zrobić badania. Po skierowanie poszła do swojego lekarza rodzinnego. Jak tak można, kiedy tu człowiek dosłownie umiera – Magda ociera oczy.

Teraz przed Gabrielą biopsja. Wyjazd do szpitala odwlekała. Nie chciała zostawiać Olka.

– Ale też się po prostu bała. Nasz tato umarł po krótkim pobycie w szpitalu. Ja miałam 20 lat, ona 13 – wspomina Magda.

Ogromny ból

Choroba pustoszy organizm Gabrieli. Z domowego hospicjum dostała koncentrator tlenu, bo ma duże problemy z oddechem.

– Męczy ją okropny ból, taki, że nie może normalnie funkcjonować, opiekować się Olkiem. Bardzo schudła, bo nie mogła jeść. Policzki jej się dosłownie zapadły. Za to bardzo spuchły nogi. I brzuch. Przez dwa tygodnie zrobił się taki, jakby była w 7 miesiącu ciąży. Do samochodu musieliśmy ją dosłownie zanieść – płacze Magda.

Pod koniec listopada Gabrysia napisała na swojej stronie: „Najważniejsze to być zdrowym. Wszystko inne to kwestia chęci i siły, a czasami szczęścia”.

Na co czekacie?

Gdy Gabriela dowiedziała się o raku, następnego dnia, 12 października, na Facebooku napisała: „Gdy kiedyś umrę, nie chcę żadnych kwiatów ani łez od ludzi, którzy staną krótko  nad moim grobem, by się pożegnać. Jeśli mnie kochacie, to na co czekacie? Przyjdźcie mnie odwiedzić. Kochajcie mnie dzisiaj”.

Drodzy czytelnicy „Regionalnej”

Zróbmy Gabrysi i jej dzieciom niespodziankę

Gabriela i Tomasz są skromni, pracowici, nie proszą o pomoc dla siebie, ale na nią zasługują. Wspólnie możemy sprawić im radość. Nie czekajmy! Podarujmy im trochę szczęścia! Jeśli ktoś w jakikolwiek sposób chciałby pomóc rodzinie Szymczaków, prosimy o kontakt z redakcją – tel. 510 057 243 lub sekretariat – tel. 68 4 700 700. Zapraszamy też do redakcji.

 

Napisz komentarz »