REKLAMA

Sport

Żary stać na III ligę

Opublikowano 01 grudnia 2017, autor: Norbert Królik

Przekonuje Wiesław Zaleszczak, przewodniczący podokręgu Żary w Lubuskim Związku Piłki Nożnej. Podsumowuje jesień na boiskach powiatu żarskiego, mówi o rosnącym zainteresowaniu kobiecym futbolem, pracy sędziów oraz rodzinnych tradycjach piłkarskich.

Jak pan oceni piłkarką jesień w wykonaniu naszych zespołów?

Najsmutniejsze jest to, że tylko jedna drużyna z naszego powiatu, Budowlani Lubsko, gra w IV lidze i jest dodatkowo jedną z najgorszych drużyn w tych rozgrywkach. Mam nadzieję, że na wiosnę Budowlani odbudują się, odbiją od dna i będą mogli zostać na tym poziomie rozgrywek.

A klasa okręgowa?

Braki kadrowe ma większość drużyn w klasie okręgowej, bo wielu ciekawych piłkarzy wyjeżdża do pracy za granicę. Mamy duże oczekiwania co do Promienia Żary. Mają tylko 3 punkty straty do lidera, którego pokonali na własnym stadionie. Największą niespodzianką jest jednak postawa Delty Sieniawa Żarska. Wydawało się, że beniaminek zrobił psikusa, pokonując na inaugurację Promień, ale okazało się, że to nie był jednorazowy wyskok. Delta grała dobrze. Odniosła wiele zwycięstw i jest wysoko w tabeli. Mają bardzo ciekawych piłkarzy. Dobrze budują zespół. Jest tam grupa zaangażowanych, oddanych klubowi działaczy i kibiców. To przynosi efekty.

Jeżeli chodzi o Unię Kunice to liczę, że drużyna, która obecnie znajduje się w strefie spadkowej, na wiosnę będzie się wspinać w tabeli. Bolączką tego klubu są odchodzący piłkarze. Jeżeli uda się utrzymać obecny skład i wzmocnić go kilkoma młodymi zawodnikami, to Unia ma duże szanse na utrzymanie się w lidze. To specyficzny klub, integrujący lokalną społeczność. Sam miałem okazję budować tam zespół III-ligowy, gdy prezesem był Piotr Czerwiński.

W gorszej sytuacji jest Stal Jasień, tegoroczny beniaminek w klasie okręgowej. Stal do tej pory nie wygrała meczu. Życzyłbym, żeby utrzymała się w lidze, będzie to bardzo trudne, ale dopóki piłka w grze…

Kto zwrócił pana uwagę w niższych klasach rozgrywkowych?

Fajną niespodziankę mamy w A klasie. Sprawiła ją drużyna z Żarek Wielkich, która po rundzie jesiennej jest na drugim miejscu. Z bardzo dobrej strony pokazał się również Piast Lubanice, który zajmuje 5. miejsce. Mecze piłki nożnej w takich miejscowościach jak Żarki Wielkie, Lipinki Łużyckie czy Lubanice to zawsze prawdziwe święto. Na takich meczach bywa więcej ludzi niż na spotkaniach Promienia. Byłem kiedyś na obserwacji na meczu w Lubanicach, gdzie przyszło 280 kibiców, w tym samym czasie na meczu Promienia było ich około 200.

Czy to oznacza, że w Żarach nie ma klimatu dla piłki nożnej?

Żary stać na III ligę. I mówię tu głównie o Promieniu, choć nie tylko, bo przecież Unia też grała w III lidze. Tu jest wielu dobrze nastawionych do sportu ludzi, zarówno samorządowców, jak i przedsiębiorców. Są też społecznicy tacy jak choćby Bogdan Klockowski, dla których klub jest całym życiem. Żary powinny mieć piłkę na dużo wyższym poziomie, wtedy też zainteresowanie kibiców wzrośnie. Pamiętam mecze naszych drużyn, na które przychodziło nawet 2 tys. kibiców, ale wtedy do Żar przyjeżdżały uznane marki, takie jak Miedź Legnica czy Chrobry Głogów. Oni grają teraz w I lidze, a my męczymy się w okręgówce.

W Żarach pojawiła się seniorska drużyna kobiet. To przyszłość piłki nożnej?

Kładziemy akcent na rozwój piłki nożnej kobiecej. Nasza III-ligowa drużyna Promienia sprawiła miłą niespodziankę w jesiennych meczach. Robert Dziadul fajnie zorganizował grupę, która według mnie może sporo zwojować w naszym województwie. Zapraszamy wszystkie dziewczynki do zapisywania się do klubów. Piłka kobieca bardzo szybko się rozwija i ma przed sobą ciekawą przyszłość.

Zima to rozgrywki piłki nożnej halowej.

W Żarach bardzo fajnie prowadzona jest drużyna futsalu. Tutaj ukłony dla Jacka Mondorowicza, który tego pilnuje z ramienia stowarzyszenia Mundial. Planujemy popularyzować ten sport i organizować przy okazji meczów II ligi rozgrywki dla dzieci. Chcemy najmłodszych oswajać z atmosferą panującą na takich spotkaniach, dlatego będą oni aktywnie uczestniczyli w oprawie meczów ligowych, chociażby poprzez wyprowadzanie zawodników.

Jak pan ocenia pracę naszych sędziów piłkarskich?

Wywodzę się ze środowiska sędziowskiego i zajmuję się szkoleniem sędziów. W naszym podkolegium mamy sędziów na wysokim poziomie. Należą do nich m.in. Paweł Horożaniecki i Krystian Stenzinger. Obecnie sędziują mecze III ligi, ale mają duże szanse na awans i sędziowanie spotkań II-ligowych.

Sędziowanie, zwłaszcza w meczach seniorskich, to trudne zadanie, bo arbitrzy muszą się wykazać niezwykłą odpornością psychiczną. Często zdarza się, że są obrażani przez zawodników, trenerów i kibiców. W ostatecznym rozrachunku praca sędziego daje jednak dużo satysfakcji i pozwala posiąść takie cechy jak asertywność, odporność psychiczna, radzenie sobie ze stresem, które bardzo przydają się w codziennym życiu i karierze zawodowej.

Kto może zostać sędzią piłkarskim?

Okres zimowy to czas naboru chętnych na arbitrów piłkarskich. U nas szkolenia będą się odbywały od końca stycznia do marca. Żeby zostać sędzią piłkarskim, wystarczy mieć 16 lat i dobry stan zdrowia. Nie rzucamy młodych sędziów od razu na pożarcie w meczach ligowych. Najpierw pod opieką starszych kolegów zbierają doświadczenie w rozgrywkach młodzieżowych, a później jako asystenci.

Skąd wynikają nieporozumienia pomiędzy zawodnikami, kibicami a sędziami?

Niestety, muszę powiedzieć, że bardzo często spotykam się z sytuacją, że zawodnicy grający w piłkę nie znają przepisów dyscypliny, którą uprawiają. Podobnie jest z kibicami. Nieco lepiej sytuacja wygląda u trenerów, którzy przechodzą obowiązkowe szkolenia z regulaminu. Właściwie każdego roku przepisy gry w piłkę nożną zmieniają się. Przewinienie, za które np. w ubiegłym roku była czerwona kartka, w tym roku karane jest żółtą. Jeżeli ktoś o tej zmianie nie wie, to później ma nieuzasadnione pretensje do sędziego. Organizujemy dobrowolne szkolenia dla sympatyków piłki nożnej i samych piłkarzy, ale zainteresowanie takimi kursami jest minimalne.

Pana przygoda z piłką?

Piłką nożną zajmuję się od 1973 roku. Rozpoczynałem jako zawodnik LZS Bieniów. Najważniejszy epizod piłkarski w moim życiu to gra w radzieckiej III lidze, gdy przebywałem na służbowym kontrakcie w ZSRR. Karierę sędziowską rozpocząłem blisko 25 lat temu. Zaczęło się od tego, że miałem złamaną nogę i nie mogłem kontynuować gry. Do sędziowania namówił mnie Jan Budowski, a moim mentorem był nieżyjący już Franek Migas. W tej chwili jestem obserwatorem z ramienia Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Moim zadaniem jest obserwowanie pracy sędziów, którzy mają szansę na awans do wyższej klasy rozgrywkowej.

Pana rodzina też interesuje się tym sportem?

 Żona Lucyna często jeździ ze mną na mecze piłkarskie, ale zawsze pyta, czy w okolicy są jakieś lasy. Gdy ja jestem na meczu, ona chodzi na spacery. Córka Joanna mieszka we Wrocławiu i jest sędzią piłkarskim. Sędziuje mecze ekstraklasy kobiet, jest też asystentem w rozgrywkach drużyn męskich. Jest w związku z sędzią piłkarskim. Poznali się na boisku. Druga córka, Natalia, pracuje w biurze projektowym w Zielonej Górze i wyszła za mąż za piłkarza. Trzecia, Patrycja, uwielbia śpiew, a od piłki nożnej trzyma się z daleka.

Napisz komentarz »