REKLAMA
Baner

Sport

Nasza Monika najlepsza!

Opublikowano 24 listopada 2017, autor: Michalina Kozarowicz

Monika Winnicka ma 28 lat, pochodzi z Żar. W sobotę (18.11.) przepłynęła 42 kilometry 200 metrów w II Ogólnopolskim Ultramaratonie Pływackim. Płynęła przez 16 godzin i 42 minuty!

„Regionalna”: Czym się pani zajmuje na co dzień?

Monika Winnicka: Jestem lekarzem wojskowym.W październiku wróciłam do Żar z rocznego stażu podyplomowego w Wojskowym Instytucie Medycznym w Warszawie, żeby dalszą służbę kontynuować w 4 Zielonogórskim Pułku Przeciwlotniczym w Czerwieńsku. Emocjonalnie jestem związana z Łodzią, gdzie spędziłam studenckie lata i skąd pochodzi mój chłopak, Michał.

Skąd pasja do pływania?

Miałam 7 lat, gdy raz w tygodniu jeździłam na naukę pływania do Gubina. I była to miłość od pierwszego wejrzenia, żółty czepek i karta pływacka okazały się wstępem do kolejnych wyzwań. Spełnieniem dziecięcych marzeń było wybudowanie basenu w Żarach. Na Wodniku byłam niemal każdego dnia. Zapisałam się do WOPR-u, któremu zawdzięczam dużo wyjazdów, zawodów. Sukcesy „nakręcały” mnie do dalszych treningów. Ten czas spędzony w wodzie zrodził we mnie wielką pasję, która trwa do dzisiaj.

Skąd pomysł na przepłynięcie pływackiego maratonu?

Obok pływania zaczęłam uprawiać również inne sporty, jak rower czy bieganie, co daje szybkie rozwiązanie równania – triathlon, a wraz z nim dłuższe dystanse w pływaniu. Zaczęło się od „Otyliady” – 12-godzinnego maratonu pływackiego. Potem było już z górki – Zatoka Pucka, Jezioro Czerniakowskie czy Jezioro Sławskie. To doprowadziło mnie do 24-godzinnego ultramaratonu w Strzelinie. Założyłam sobie, że w tym czasie spróbuję przepłynąć długość koronnego dystansu maratonu biegowego, a tym samym również długość Kanału la Manche. Przez 16 godzin płynięcia motywowała mnie myśl, że gdybym była francuskim lub angielskim żołnierzem bitwy pod Dunkierką w 1940 roku, być może udałoby mi się ją przeżyć dzięki swoim pływackim umiejętnościom? Całe szczęście nie muszę tego sprawdzać…

Jak wyglądają takie zawody? Ile jest przerw? Czy w przerwach się je?

Założeniem 24 godzinnego ultramaratonu nie był dystans, a wytrzymanie w wodzie całej doby. Ja trochę te zasady odwróciłam i głównym celem stały się kilometry. Można było w ciągu każdej godziny wyjść z wody na 5 minut, a w ciągu każdej czwartej godziny na 15 minut. Ja wychodziłam tylko na te 15 minut, bo najcięższym momentem po kilku godzinach płynięcia jest… wejście do lodowatej wody. W przerwach każdy jadł. Ja miałam owsiankę z bananem i dżemem, i moc białej czekolady, co jest najfajniejszą rzeczą w tak dużym wysiłku –  można ją jeść bez ograniczeń. Organizator zapewniał dostawę świeżych kanapek i makaronu. Najważniejsze jednak w tym wszystkim było picie, najlepiej izotoników.

Jak długo szykowała się pani do przepłynięcia maratonu?

 Myślę, że od 7 roku życia.

Jak dużo pani trenuje?

Ćwiczę codziennie, na basenie, w hali, w domu. Staram się za każdym razem robić minimum 2 km w ciągu 45 minut, w tym ćwiczenia z deską na nogi, ręce, ćwiczenia do stylu czy serie po 100-50 metrów. W Warszawie trenowałam bardziej regularnie, bo z grupą. Ubolewam, że w Żarach takowej nie mamy. Może gdyby było więcej chętnych pływaków, taką grupę mogłabym stworzyć… poprowadzić?

Można panią spotkać na żarskim Wodniku?

Oczywiście! To mój drugi dom. Przy okazji pozdrawiam wszystkim znajomych z basenu i sauny!

Inne pasje, oprócz pływania?

Lubię każdą formę zdrowego i aktywnego spędzania czasu. Staram się dużo czytać, przede wszystkim książek medycznych. Poza tym uwielbiam psy, z utęsknieniem czekam na własnego, ale póki co, szkoda, żeby siedział sam w domu…

Co pani je na co dzień?

Nie przestrzegam żadnej diety. Nie jem oczywiście rzeczy typu fast-food, żywności przetworzonej, zwracam uwagę, żeby wszystko było naturalne. Uwielbiam zupy i świeżo wyciskane soki. Nigdy nie brałam żadnych żeli energetyzujących, co jest teraz bardzo popularne wśród sportowców. Zdaję się na kuchnię mamy i chłopaka.

Napisz komentarz »