REKLAMA
Baner

Ludzie, wydarzenia

Chcę żyć, bo życie przede mną

Opublikowano 10 listopada 2017, autor: Przemek Kaźmierski

Z Andrzejem Mytychem, żarskim przedsiębiorcą, rozmawiamy o jego walce z chorobą i planach na przyszłość.

Chcę żyć, bo życie przede mną

„Regionalna”: Kiedy zauważyłeś, że z twoim zdrowiem jest coś nie tak?

Andrzej Mytych: To było we wrześniu 2016 roku. Zaniepokoiło mnie mrowienie w nogach. Szczególnie w stopach. Doszły zawroty głowy. Liczyłem, że samo mi to przejdzie. Aż w grudniu poszedłem do lekarza. Skierowano mnie do neurologa. Czekałem, są kolejki. Badania EMG i tomografię głowy wykonano mi w lutym tego roku. W marcu przyszły wyniki, skierowano mnie do Wojewódzkiego Szpitala Klinicznego w Zielonej Górze.

Jaką diagnozę usłyszałeś?

Dwa guzy na czaszce, po wewnętrznej jej stronie. Po konsultacjach lekarz uznał, że może usunąć jeden z nich, a drugi pozostanie. Nie zgodziłem się od razu na zabieg.

Dlaczego?

Chciałem uporządkować wszystkie sprawy zawodowe.

Ale operacja odbyła się w innym miejscu…

Tak. Od kolegi dowiedziałem się o profesorze Haracie z Bydgoszczy. Zadzwoniłem. Profesor kazał mi przyjechać. Obejrzał wyniki i powiedział krótko „Nie ma na co czekać, musimy ciąć!” W sobotę miałem konsultacje, a już we wtorek otworzyli mi czaszkę. Usunięto oba guzy. W sobotę wróciłem do domu. Dostałem wynik histopatologiczny. I leczę się na oddziale hematologii w Zielonej Górze.

Co ci dolega tak naprawdę?

Szpiczak mnogi, choroba atakująca szpik kostny. Tam namnażają się plazmocyty i wzrasta ich ilość. Ustalono mi leczenie chemią. Jeśli ilość białka w szpiku się zmniejszy do ok 3% w ciągu 4 miesięcy, kiedy będę brał chemię, będę gotowy do przeszczepu szpiku.

Jak przyjąłeś informacje o chorobie?

Początkowo… jest szok. Przecież ja byłem okazem zdrowia. Ale potem pomyślałem sobie, że trzeba walczyć. Nie wolno się załamywać. Motywuje mnie szczególnie syn Wojtek. Cały czas jestem aktywny zawodowo i fizycznie. Chodzę na basen.

Nic się nie zmieniło?

Myślę o chorobie, mam problemy ze snem, śpię po 3 godziny. Ale cały czas walczę i uciekam od dołowania się. Wiem, że każdy odbiera takie sytuacje życiowe inaczej. Oczywiście potrzebuję teraz wsparcia duchowego, ale nie litości. Przede wszystkim chciałbym służyć pomocą innym w podobnej sytuacji, co nie oznacza, że nie dbam o siebie, choćby z uwagi na odpowiedzialność za rodzinę.

Jakie masz plany?

Żyć, bo życie jest przede mną. Ono się nie kończy na chorobie. Mam plany, które chcę zrealizować. Czuję, że jestem potrzebny młodzieży, która przychodzi co tydzień na karaoke, które prowadzę. Jestem potrzebny znajomym, którzy są obok mnie. Nie wycofuję się z życia. Będę cały czas parł do przodu, bo tylko to ma sens, póki zdrowie mi na to pozwoli. Wierzę, że mi go wystarczy.

Napisz komentarz »