REKLAMA
joanna_szafy_baner_1000x200_2017

Wasze sprawy

Przegrała walkę z rakiem

Opublikowano 03 listopada 2017, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Żyła z wyrokiem śmierci, ale się nie poddawała. Chciała wyzdrowieć dla swoich dzieci. Kamila Mrówczyńska (†35 l.) przegrała po prawie czterech latach walki.

Przegrała walkę z rakiem

Miała zaledwie 35 lat, męża, dwie małe córeczki, mnóstwo planów na przyszłość. I nadzieję na życie. Pomimo tego, że niemal od 4 lat cierpiała na złośliwego raka. Przechodziła operacje i kolejne chemie.

– Jej stan to się poprawiał, to pogarszał. Gdy działo się gorzej, to mi nigdy prawdy nie powiedziała. Chociaż zawsze była bardzo szczera. Ale nie chciała mnie martwić. Choć ja słyszałam przecież, że ma bardzo słaby głos, że brakuje jej sił – mówi Jolanta Klincewicz z Żar, mama Kamili Mrówczyńskiej, rodowitej żaranki, która 12.10. zmarła w Anglii, gdzie mieszkała przez ostatnie 12 lat.

 

Miała mocny charakter

Pani Kamila w Żarach się wychowała, tu kończyła Zespół Szkół Ekonomicznych, tu przez jakiś czas pracowała – w sklepie „U Joli”, należącym do jej mamy, przy dawnej ul. Buczka (obecnie Śródmiejskiej).

– Tu zresztą lubiła przychodzić od dziecka. I była bardzo oburzona, gdy jakiś klient dał jej do zrozumienia, że czegoś nie wie o handlu. Miała wtedy 7 lat – opowiada pani Jolanta. Zawsze miała mocny charakter. – Jako dziecko nie przepadała za smakiem mięsa. Ale gdy zobaczyła dziewczynkę pałaszującą na podwórku kurczaka z rożna, przyszła do domu i stanowczo zażyczyła sobie, by jej zrobić „kurczę pieczone” – wspomina J. Klincewicz. Gdy była trochę starsza, wyręczała mamę w wielu domowych obowiązkach. – Miała 10 lat i potrafiła przyrządzać wyśmienite sałatki – wspomina pani Jolanta.

Do Anglii, za pracą i za narzeczonym, wyjechała 12 lat temu. Przed 10 laty wzięli ślub. W Żarach, bo stąd oboje pochodzą. Ich córki, 8-letnia Maja i 6-letnia Emilka, na świat przyszły na Wyspach Brytyjskich.

 

Guz na urodziny

Pani Kamila guzek w piersi wyczuła sama. Stało się to niemal w jej 32. urodziny, w lutym 2014 r. Badania nie pozostawiły wątpliwości. To był nowotwór. Nie można było zwlekać ani chwili. Pani Kamila musiała szybko zdecydować się na operację usunięcia piersi. Potem drugiej. Nowotwór okazał się jednak bardzo agresywny. Po obu mastektomiach przeniósł się na śródpiersie. Pani Kamila poddawała się kolejnym terapiom.

– Jedną chemię brała przez pół roku. Były chwile poprawy. Czasem jednak bywała już bardzo słaba. Ale nigdy, nawet w chwilach najgorszego samopoczucia, nie dopuszczała do siebie myśli, że może odejść – opowiada pani Jolanta.

Dzieci były dla niej wszystkim. Na wszystkich zdjęciach jest z córkami. Na wycieczce, spacerze, z tortem urodzinowym.

– Dla nich było wszystko. Nowe firanki w pokoju, zabawki. Zawsze była dokładna, dbała o każdy szczegół. Dawała im z siebie wszystko. Bardzo o nie dbała. I chciała żyć, żeby doprowadzić je do dorosłości – mówi pani Jolanta.

 

Znak krzyża

Mama i córka po raz ostatni widziały się w pierwszych dniach października. Wtedy pani Jolanta poleciała do Anglii.

– Planowo miałam jechać ją odwiedzić 25 października. Ale zięć wcześniej powiadomił mnie, że z Kamilą jest bardzo źle – opowiada J. Klincewicz. Rzeczywiście pani Kamila, której organizm wycieńczyła choroba, dodatkowo przeszła udar. – Gdy u niej byłam, porozumiewałyśmy się bez słów. Bo już nie mogła mówić. Gdy ją żegnałam, zrobiłam na jej głowie znak krzyża. Pocałowałam. I powiedziałam: „Pamiętaj, że jestem u ciebie 25”. Ale ona odeszła wcześniej… – przeciera oczy pani Jolanta.

Grób pani Kamili będzie w Anglii. W poniedziałek, 6.11., o godz. 18, w kościele p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny przy ul. 11 Listopada w Żarach odbędzie się nabożeństwo pożegnalne w jej intencji.

– Tylko tyle możemy dla niej zrobić – kończy pani Jolanta.

Napisz komentarz »