REKLAMA
Baner

Wasze sprawy, Zdrowie

Jadą z pomocą, muszą się bronić

Opublikowano 20 października 2017, autor: Justyna Bareła

Nie każdy poradzi sobie w pracy ratownika. – Oprócz odpowiedniego wykształcenia, ważne są predyspozycje psychiczne, ale też i fizyczne, bo mamy dużo dźwigania, często pracujemy też z ludźmi agresywnymi – tłumaczy Krystyna Gretkierewicz, kierownik żarskiego pogotowia.

Jadą z pomocą, muszą się bronić

 Pracownicy żarskiego pogotowia Dzień Ratownika Medycznego (13.10.) obchodzili symbolicznie.

– Nie podlegamy pod żaden szpital, jesteśmy odrębną firmą, więc życzenia mogliśmy składać sami sobie – mówi K. Gretkierewicz.

W żarskim pogotowiu pracuje 43 ratowników, 17 pielęgniarek i 18 lekarzy.

– Obsługujemy powiat żarski i krośnieński. Mamy 9 karetek, z czego 5 w powiecie żarskim, po dwie w Żarach i Lubsku oraz jedną w Trzebielu.

Pracy jest sporo. – W pół roku mieliśmy 6.612 wyjazdów, miesięcznie jest ich 800-900, średnio po 20-30 dziennie. Jedna karetka przejeżdża średnio 5 tys. kilometrów miesięcznie. Najwięcej wezwań mamy do Żar – wylicza K. Gretkierewicz.

 

Dźwigają i muszą się bronić

Nie każdy poradzi sobie w pracy ratownika.   

– Oprócz odpowiedniego wykształcenia, ważne są predyspozycje psychiczne, ale też i fizyczne, bo mamy dużo dźwigania, często pracujemy też z ludźmi agresywnymi – tłumaczy K. Gretkierewicz. I dodaje: – Do agresji słownej jesteśmy przyzwyczajeni, ale w tym roku już trzy razy ratownicy musieli ratować także siebie, bo podczas interwencji byli atakowani przez osoby będące pod wpływem używek. Dochodziło do rękoczynów.

Od połowy maja pogotowie nie ma własnej dyspozytorni, wszystkie wezwania od pacjentów trafiają do Gorzowa.

– Załogi karetek dostają wezwania na tablet. Czasami nawet między sobą nie wiemy, gdzie kto wyjechał, bo dyspozytor na miejscu już nam tego nie powie – wyjaśnia kierowniczka. 

 

Zrozumienia od pacjentów

Czy ratownicy przyłączą się do ogólnopolskiego strajku lekarzy?

– Nie ma w ogóle takiej możliwości, by ratownicy medyczni strajkowali i nie jeździli do wezwań.  Ale też jesteśmy zdania, że finansowanie służby zdrowia mogło by być lepsze. Teraz jest tak, że mamy kontrakt na pół roku i potem jest przedłużany na kolejne pół. Od 2011 roku mamy płacone za utrzymanie jednej załogi takie same pieniądze, czyli ok. 3 tys. 500 zł za dobę karetki specjalistycznej i około 2 tys. 600 zł za karetkę podstawową. Z tych kwot trzeba potem utrzymać całe pogotowie, łącznie z osobami do sprzątania czy zakupem papieru do drukarek – wylicza kierowniczka. I dodaje: – Od sześciu lat te stawki się nie zmieniają, choć koszty utrzymania cały czas rosną. Kontrakty na chociaż trzy lata pomogłyby w planowaniu zakupu karetek czy sprzętu. Można by wtedy też pomyśleć o podwyżkach dla pracowników. Obecnie ratownicy zarabiają ok. 20 zł za godzinę.

Czego można życzyć ratownikom?

– Zrozumienia od pacjentów, którzy czasami mogliby wybrać się do lekarza rodzinnego, a mimo to wzywają pogotowie do drobnych spraw – mówi K. Gretkierewicz. I zastrzega: – Bo to, że jeździmy do zagrożenia zdrowia i życia, jest dla nas oczywiste. 

Napisz komentarz »