REKLAMA
baner-jas

Ludzie, wydarzenia

Odszedł człowiek z wielkim sercem

Opublikowano 06 października 2017, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Wymagający prokurator, kochający ojciec. Tak o zmarłym (30.09.) Julianie Nenemanie (†94 l.) mówią jego najbliżsi.

Odszedł człowiek z wielkim sercem

Rodzina i najbliżsi żegnali wczoraj (5.10.) Juliana Nenemana, który przez 27 lat związany był z żarską Prokuraturą Rejonową.

J. Neneman urodził się 28 stycznia 1923 roku w wielkopolskiej Słupcy. Zmarł 30.09. w Żarach.

Jako 20-latek, w czasie II wojny światowej, został aresztowany przez gestapo za współpracę z podziemnym ruchem oporu. Pracował w Polskich Kolejach Państwowych, potem jako księgowy w Wojewódzkim Przedsiębiorstwie Przemysłu Zbożowo-Młynarskiego w Poznaniu. Po ukończeniu w 1955 r. studiów prawniczych na Uniwersytecie Poznańskim rozpoczął pracę na stanowisku asesora w Prokuraturze Rejonowej w Żarach, awansował na referendarza śledczego, podprokuratora, zastępcę prokuratora rejonowego i w maju 1968 r. – na szefa żarskich śledczych.

Z prokuratury odszedł po 15 latach pracy, w 1983 r. Powodem była odmowa  tymczasowego aresztowania działacza opozycyjnego i spowodowany tym konflikt z komisarzem wojskowym.

– Ten opór w jego przypadku był na porządku dziennym. Gdy nastał stan wojenny, bycie prokuratorem było bardzo trudne. Miastem rządził komisarz wojskowy. Oczekiwał od nas bezwzględnego posłuszeństwa. Szef nas za każdym razem bronił przed naciskami z zewnątrz, bo liczyło się dla niego przede wszystkim przestrzeganie prawa i przyzwoitość – mówi Krystyna Okoniewska, emerytowana prokurator.

W 1989 r. J. Neneman przeszedł pozytywnie weryfikację, ale do prokuratury nie wrócił z uwagi na wiek.

Wymagający ojciec, kochający tata

W 1957 r. ożenił się z panią Krystyną. Wychowali dwie córki, Hannę i Barbarę.

– Tato był zawsze bardzo ciepłym człowiekiem, pogodnym, oddanym i kochającym rodzinę. Ale z drugiej strony – bardzo wymagającym – wspomina Barbara Neneman-Szachnowska, córka, która poszła w ślady ojca i również piastowała funkcję prokuratora rejonowego w latach 2007-2016.

Najbliżsi mówią, że uchodził za poważnego człowieka. To na pewno przydawało się w pracy.

– Wszyscy go bardzo szanowaliśmy – zaznacza K. Okoniewska. Nie przeszkadzało mu to jednak, by z perspektywy swojego urzędu pochylać się nad najsłabszymi. – Społecznik z krwi i kości. Pracował na rzecz dzieci. Dzięki pracy prokuratora z bliska widział ich krzywdę. Dlatego często pukał do zakładów pracy, instytucji, wszędzie, gdzie się dało, żeby zdobyć pieniądze. Na dożywianie, zakup odzieży, organizowanie świetlic. I wyjazdy wakacyjne. Co roku wyjeżdżała setka dzieciaków. Z najbiedniejszych rodzin, czasem ze społecznego marginesu – tłumaczy B. Neneman-Szachnowska.

Jako prezes Towarzystwa Przyjaciół Dzieci zajmował się nie tylko organizowaniem wyjazdów i zdobywaniem pieniędzy.

– Przyjeżdżał na początek obozu. Zakasywał rękawy. Rozbijał namioty, wbijał śledzie. Wiedział, że niektóre dzieci po raz pierwszy widziały morze. A zdarzało się, że wstydziły się do niego wejść, bo nie miały kąpielówek. Kupowaliśmy im je z własnych pieniędzy. Czasem trzeba było też kupić buty czy koszulki, żeby w ogóle miały w czym chodzić. Doskonale zdawał sobie z tego sprawę. I walczył o te dzieciaki tym mocniej – dodaje K. Okoniewska, która była opiekunką podczas tych wyjazdów.

– Był człowiekiem o wielkim sercu i ogromnej życiowej mądrości. Wszystkim nam będzie go bardzo brakować – kończy B. Neneman-Szachnowska.

Napisz komentarz »