REKLAMA
5729-1504872275

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Umierały z głodu. Jeden nie doczekał pomocy

Opublikowano 08 września 2017, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Gdy przyjechali policjanci, jeden już nie żyły, trzy pozostałe ledwo mogły utrzymać się na nogach. Zwłoki były nadgryzione.

Policję zaalarmował anonimowy informator. Pojechali (31.08.) we wskazane miejsce, do Jałowic w gminie Brody. Dotarli do budynku zamieszkałego przez kilka osób. Widok, jaki tam zastali, był przerażający.

– W obejściu były cztery kundelki. Dwa dorosłe przywiązane były do budy na zbyt krótkich łańcuchach, w pobliżu znajdowały się dwa kolejne, szczeniaki, z których jeden był już martwy – mówi Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.

Jak się dowiedzieliśmy, zwłoki były nadgryzione, najprawdopodobniej pozostałe zrobiły to z powodu skrajnego głodu. W ten sposób próbowały się ratować. Bo nikt ich nie karmił.

 Zwierzęta były bardzo wychudzone, zaniedbane. Policjanci powiadomili weterynarza oraz schronisko. Jego pracownik przyjechał, by zabrać psy.

– W ciągu 10 lat mojej pracy nie widziałam tak zaniedbanych zwierząt. Wychudzone, okropnie zapchlone. Najgorzej było z samcem. Powinien ważyć 30 kg, a ważył 12,9 kg. Nie miał siły stać na nogach, choć próbował. Musiał być wnoszony do auta. Gdyby pomoc przyszła kilka dni później, też by tego nie dożył – opowiada Katarzyna Łach, szefowa żarskiego schroniska. Dwie suczki były w podobnym stanie. Większa powinna ważyć 25 kg, a ważyła 13,4 kg. Młodsza, która ma około roku, wyglądała na 3-miesięcznego szczeniaka.

 

Ze szczególnym okrucieństwem?

Policjanci ustalili, że właścicielem psów jest Przemysław K. (30 l.), który został przez nich zatrzymany. Potem przesłuchany. Usłyszał zarzut znęcania się nad zwierzętami. Jak do tego doszło? Okazało się, że właściciel psów często wyjeżdżał do pracy do Niemiec. W tym czasie nikt się zwierzakami nie zajmował.

– Wciąż czekamy na opinię weterynarza. Ciało czwartego psa zostało zabezpieczone do sekcji. Lekarz wypowie się w jego sprawie, a także stanu żywych zwierząt. Od tego zależy, czy 30-latkowi będzie można postawić cięższy zarzut – znęcania się ze szczególnym okrucieństwem. Sprawdzimy też, czy nad zwierzętami ktoś nie pastwił się w inny sposób, czy na przykład nie były bite – informuje Robert Brzeziński, prokurator rejonowy.

 

Garną się do ludzi

 W schronisku słyszymy, że bicie raczej zwierzaki ominęło. Ale na pewno nie dostawały nic do jedzenia.

– Garną się do ludzi, pomimo krzywdy, której doznały. Przez kilka dni dostawały kroplówkę, były powoli karmione, bo w tym stanie nie mogły od razu dostać dużo karmy. Pierwszy raz, gdy zobaczyły jedzenie, rzuciły się na nie łapczywie. Zresztą na miejscu jeść im dali już policjanci, na których ich wygląd też chyba zrobił silne wrażenie – opowiada K. Łach.

Wszystkimi trzema pasami zajmują się teraz wolontariuszki. Zwierzaki są przygotowywane do adopcji.

– Muszą tylko trochę wydobrzeć. Być może do końca miesiąca mogłyby już trafić do nowych domów. Zamierzamy je poddać sterylizacji i kastracji, jeśli tylko ich stan na to pozwoli. Jeśli ktoś weźmie je wcześniej, to oczywiście my zapewnimy wykonanie tych zabiegów bezpłatnie w schronisku – zapewnia K. Łach.

Mężczyźnie grozi grzywna, kara ograniczenia albo pozbawienia wolności do dwóch lat. Decyzją prokuratora został objęty dozorem policyjnym.

Napisz komentarz »