REKLAMA
Baner

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Dziennikarz zaatakowany przez dzika

Opublikowano 08 września 2017, autor: Przemek Kaźmierski

Franciszek Kmiecik z Żar zadzwonił do naszej redakcji, że w lasku przy ul. Sportowej biega locha z warchlakami i atakuje ludzi. Pojechaliśmy sprawdzić. Wtedy zwierzę zaatakowało dziennikarza.

W lasku obok domów jednorodzinnych grasował dzik.

– Dzwoniłem do lasów państwowych, ale odesłali mnie do straży miejskiej – mówi Franciszek Kmiecik, mieszkaniec ul. Sportowej. – Proszę jechać, bo właśnie trwa obława – usłyszeliśmy.

Dwa strzały

Tuż po przyjeździe spotykamy kobietę, przy furtce domu, gdzie nas wezwano, jak się okazuje potem, żonę pana Franka, która mówi, że mąż z innymi ludźmi są w lasku. W tym momencie słychać dwa wystrzały.

W lesie słychać krzyki mężczyzn. Dziennikarz „Regionalnej” mija uciekające w popłochu dwie kobiety, które krzyczą, że tam jest dzik.

Okazuje się, że na miejscu jest już strażnik miejski oraz pan Franek.

– Proszę posłuchać – mówi mężczyzna. – Ona się tam schowała.

Dziennikarz podchodzi bliżej miejsca, skąd słychać wyraźne rzężenie.

– Ona musi być postrzelona w płuca, że tak ciężko oddycha – mówi fachowo pan Franek. – Słychać było strzały.

Atak lochy

Dziennikarz nie daje za wygraną. Zbliża się do miejsca, skąd coraz głośniej słychać rzężenie rannego dzika. Podchodzi. Nagle locha zrywa się i pędzi w kierunku dziennikarza. Rozjuszona uderza ryjem w jego nogi, podcina i wywraca go na ziemię. Całym impetem dziennikarz „Regionalnej” upada na ziemię. Zwierzę na szczęście biegnie dalej w las. Widzą to wszystko mężczyźni, którzy zostali w pewnej odległości od miejsca zdarzenia.

Atakowała od rana

Locha zaatakowała już z samego rana Andrzeja Chrzana, mieszkańca sportowej.

– Wyszedłem rano do lasku i nagle usłyszałem i zobaczyłem lochę – mówi mężczyzna. – Zaczęła biec, atakując mnie, ale schowałem się za drzewem i w ten sposób uniknąłem niebezpieczeństwa.

Na miejscu pojawiła się policja, karetka pogotowia oraz weterynarz. Zwierzę jeszcze przez jakiś czas chodziło wśród drzew. Padło martwe. Okazało się, że miało przestrzeloną tchawicę, ale mieszkańcy ul. Sportowej najedli się sporo strachu. Obawy dotyczyły przede wszystkim dzieci, które tym laskiem wracają często ze szkoły do domu.

Jak się zachować?

Zapytaliśmy Damiana Sandaka, nadleśniczego, jak się zachować przy spotkaniu z dzikiem.

– Przede wszystkim nie wykonywać gwałtownych ruchów lub w razie bliskiego kontaktu nie ruszać się w ogóle – mówi leśniczy. – Szczególnie trzeba uważać właśnie na lochę z młodymi i nie dotykać maluchów, a nawet się nie zbliżać. W razie wyraźnego ataku wspiąć się na drzewo.

A co ze strzałami?

Okazało się, że dwa strzały, które słychać było rano w okolicy lasku, nie pochodziły z broni palnej.

– Do policji zgłosił się właściciel działki, z którym graniczy las i zgłosił nam, że użył dwa razy petard hukowych, stąd te wystrzały – wyjaśnia Aneta Berestecka, rzecznik żarskiej policji. – Natomiast teraz trwają kontrole, czy prowadzone było polowanie przez służby leśne i czy locha została postrzelona podczas jakiegoś polowania. Ustalamy, czy nie była ofiarą kłusownika.

Napisz komentarz »