REKLAMA
joanna_szafy_baner_1000x200_2017

Samorząd

Starosta musi wyglądać

Opublikowano 11 sierpnia 2017, autor: Norbert Królik

O przeprowadzce do Żar, pracy z kobietami, która sprzyja plotkom, zakupach na Ukrainie i planach politycznych rozmawiamy z Januszem Dudojciem, starostą żarskim.

Starosta musi wyglądać

Dlaczego jako starosta inwestuje pan głównie w Żarach, a nie w Lubsku, gdzie pan mieszka?

Lubsko miało aspiracje, żeby być powiatem, ale nie ma takiej możliwości. Tłumaczę w Lubsku, że przy silnych Żarach również Lubsko nabiera rozpędu. Chcemy być trzecim powiatem w województwie lubuskim, a do tego muszą nas ciągnąć silne Żary.

Wystartuje pan w wyborach na burmistrza Żar? Pojawiły się informacje, że chce pan się tutaj przeprowadzić.

Żary bardzo mi się podobają, ale mam fajny dom w Lubsku i nie mam zamiaru nigdzie się przenosić. Poza tym czuję się kandydatem na starostę.

Kto pana popiera?

Najbardziej ja siebie (śmiech). Przez te kilka lat pokazaliśmy w starostwie pracę zespołową. Udało nam się stworzyć silną koalicję, która dobrze pracuje dla powiatu.

Forum Samorządowe, które pan reprezentuje, już raz się od pana odwróciło.

Nie obrażam się na Forum. Co więcej, myślę, że mogą być dumni z tego, co zrobiłem jako starosta. Nie mam też żadnego problemu z panią Danutą Madej, mimo że głosowała na pana Cieślaka, a nie na mnie, przedstawiciela Forum. Szybko zapomniała, jak ją broniłem przed Cieślakiem i Maciuszonkiem, gdy chcieli się jej pozbyć, gdy była wicestarostą. Jak zagrożenie minęło, to Janusz stał się niepotrzebny.

A co udało się zrobić?

Naprawiliśmy finanse powiatu. Mieliśmy 38 mln zł długu, a teraz będziemy mieli 25 mln zł. Przy budżecie na poziomie 120 mln zł. Nie bierzemy żadnych kredytów, a mimo to realizujemy wiele inwestycji. Zdaję sobie sprawę, że lokomotywą całego powiatu są Żary, dlatego najwięcej do tej pory inwestowaliśmy tutaj. Mam na myśli przede wszystkim remonty dróg, bo mieszkańcy z powiatu muszą tutaj dojechać, rozbudowę szpitala, bo muszą się leczyć na wysokim poziomie i szkolnictwo zawodowe, bo muszą zdobywać kwalifikacje, żeby zasilać lokalne firmy. Teraz jednak nadchodzi czas, że zaczynamy inwestować w „wagoniki”. Zrobiliśmy drogę w Sieniawie Żarskiej. Bierzemy się za drogę w Trzebielu. Robimy też projekt mostu w Tuplicach.  Lubsku wyremontowaliśmy ulicę Bohaterów i Emilii Plater. W przyszłym roku rozpoczniemy rozbudowę terminala w Olszynie. Ale to nie koniec naszych planów inwestycyjnych.

A jeśli nie starosta, to co?

Jeśli w Lubsku dalej będzie się źle działo, to nie wykluczam startu w wyborach na burmistrza. Panu Jurkowskiemu brakuje doświadczenia samorządowego. Do tego nie ma zaplecza. Miasto tonie w długach, do tego dochodzą konflikty w Radzie Miasta. Jeżeli ludzie będą chcieli zmian, to jestem do dyspozycji. Mogę być kołem ratunkowym dla mojego miasta.

Współpracuje pan z wieloma kobietami. Czy to nie rodzi konfliktów w rodzinie?

Lubię przebywać i pracować z kobietami. Było tak, odkąd rozpocząłem karierę zawodową i żona zdążyła się do tego przyzwyczaić.

A dlaczego tak rzadko pokazuje się pan z nią publicznie?

Przyjąłem taki model, że w politykę nie mieszam rodziny. Żona starosty to nie urzędnik i nie musi być z tego powodu poddawana ocenie publicznej. Moje dzieci same pracują na swoje kariery i nie muszą pokazywać, że ich tato jest starostą. Uważam, że rodzina powinna być jak najdalej od polityki. Tu nie ma dziedziczenia.

Ma pan trójkę dzieci. Co robią?

Najstarszy syn Patryk ma 28 lat i jest księgowym w Warszawie. Córka Kalina ma 23 lata. Jest po fizjoterapii i pracuje we Wrocławiu, a najmłodszy syn Mikołaj ma 16 lat i uczy się w Lubsku. Został też ratownikiem WOPR. Żona Beata jest matematykiem.

Gdzie pan chodzi do fryzjera?

W Lubsku do pani Pauliny Szymczak. Odkryłem, że jest super. Mam nawet specjalną kartę. Jeszcze parę razy i będę miał strzyżenie gratis.

A gdzie kupuje pan marynarki?

Do tej pory kupowałem w Vistuli. Starosta musi jakoś wyglądać. Ostatnio robiłem jednak zakupy na Ukrainie. Znalazłem tam sklepy tureckie, w których dobrej jakości rzeczy można kupić kilka razy taniej niż w Polsce. Kupiłem sobie buty za 80 zł. Za podobne w Polsce zapłaciłem kiedyś blisko 400 zł.

A jak pan dba o kondycję?

Kiedyś byłem lekkoatletą. Do tej pory w szkole sportowej w Zielonej Górze wisi mój rekord w skoku w dal. Teraz codziennie robię 20 pompek. Jeżdżę też na rowerze, podciągam się na drążku. W utrzymaniu wagi pomaga też stres.

Napisz komentarz »