REKLAMA
Baner

Ludzie, wydarzenia

Smakosz się przeliczył

Opublikowano 23 czerwca 2017, autor: Justyna Bareła

Złodziej, który od pół roku regularnie okradał sklep „Żabka” w Żaganiu, tym razem przesadził.

Smakosz się przeliczył

O tym, jak mieszkaniec Żagania okrada  „Żabkę” przy ul. Piłsudskiego pisaliśmy w ubiegłym tygodniu. Był bezkarny, bo jednorazowo kradł towar o wartości nie wyższej niż 500 zł, więc według prawa nie było to przestępstwo, a wykroczenie. Tym razem jednak złodziej okazał się zbyt zachłanny.

Do sklepu na bezpłatne zakupy wybrał się ponownie w czwartek, 15.06.

– Znowu było dużo ludzi, były nawet dwie pracownice. Tym razem przyszedł z kolegą. We dwóch chodzili chwilę po sklepie. Wyczyścił nam łącznie trzy półki z konserwami, zabrali jeszcze czekolady. Obaj wyszli ze sklepu z brzuchami obładowanymi jak u kobiet ciężarnych – przyznaje Katarzyna Strelau, właścicielka sklepu.

 

Śledź, tuńczyk, makrela i bita śmietana

Na nagraniu ze sklepowego monitoringu widać, jak mężczyźni najpierw poprawiają odzież, żeby było łatwiej schować skradzione fanty.  „Stały bywalec” sklepu sięgnął najpierw po kilkanaście czekolad „Milka”, podzielił się nimi z kolegą. Potem wybrał się do działu konserw. Brał śledzie, makrele, tuńczyki. Ogołocił łącznie 3 półki. Na koniec dołożył jeszcze bitą śmietanę w spreju.

Złodziej tym razem jednak nie podliczył dokładnie „zakupów”.

– Przyjęliśmy zgłoszenie o kradzieży na kwotę 670 zł. Policjanci zatrzymali do wyjaśnienia 19-latka. Usłyszał zarzut kradzieży cudzego mienia. Został doprowadzony przez policjantów do Prokuratury Rejonowej w Żaganiu, gdzie został wobec niego zastosowany środek zapobiegawczy w postaci dozoru policji – tłumaczy podinsp. Sylwia Woroniec, oficer prasowy KPP w Żaganiu.

  Miłośnikowi konserw grozi teraz do 5 lat pozbawienia wolności

– Ekspedientki się boją, bo nie wiadomo, kiedy on znowu przyjdzie. Drugiego mężczyznę ekspedientka rozpoznała. Następnego dnia wrócił na zakupy, tym razem zapłacił. Zwróciliśmy mu uwagę, że jak nie odda pieniędzy, to zgłaszamy sprawę na policje. Ja też jestem stratna, bo za cały skradziony towar odpowiadam finansowo przy inwentaryzacji – przyznaje K. Strelau.

Mężczyzna nie przyszedł uregulować „długu”.

– Oszacowałam towar z jego kradzieży na około 80 zł, to też zgłosiłam na policję – tłumaczy pani Katarzyna. – Wezwanie do sądu dostałam na 21 lipca.

  • Smakosz się przeliczył
  • Smakosz się przeliczył
Napisz komentarz »