REKLAMA
baner-jas

Aktualności, Kultura, Oświata, Ludzie, wydarzenia

Jasiek nie żyje…

Opublikowano 15 czerwca 2017, autor: Przemek Kaźmierski

Janusz Beger (†61 l.) z Żar, wieloletni dyrektor Ośrodka Sportu i Rekreacji w Łęknicy, zmarł w sobotę, 10 czerwca.

Janusz Beger

Człowiek wielkiego serca, zawsze pełen pomysłów i pasji.

Janusz Beger urodził się w Międzychodzie 4 czerwca 1956 roku.

– Pracowałem z nim w domu kultury w Żarach od początku lat 80. – wspomina Andrzej Rowecki, który przyjechał na pogrzeb z Lubeki. – Konkretny, serdeczny i zawsze pozytywnie myślący człowiek. Dziś przejechałem ponad 500 kilometrów, aby się z nim pożegnać.

– Janek był bardzo dobrym kolegą w pracy – wspomina Wanda Roszkulec, była pracownica Żarskiego Domu Kultury. – Miał zawsze ogromny szacunek do każdego, nawet jeśli był na wyższym stanowisku, to nie czuło się tego, do każdego podchodził po ludzku. To była osoba o wysokiej kulturze osobistej, lubiany i szanowany. Gdy ostatnio nie przychodził do mnie na zakupy na rynek, spytałam rodzinę, co się stało. I wtedy dowiedziałam się, że Janek jest chory.

Cierpienie i świadomość kresu

Lucyna Grzybowicz, przyjaciółka pana Janusza od 37 lat, opowiada, że bardzo chciał żyć.

– Ale w trakcie choroby bardzo cierpiał. Okazało się, że to był nowotwór z przerzutami – mówi ze łzami w oczach L.Grzybowicz. Miał problem z jelitem grubym. – Janek bardzo źle znosił chemię, nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Przeszedł operację, ale nie powiodła się. Próbowano też podawać witaminę C. Myślę, że w pewnym momencie już miał ogromną świadomość tego, co się z nim dzieje, do tego doszedł ból, cierpienie i… pogodził się z losem. Janek się poddał, ale nie w znaczeniu słabości, ale ogromnego zrozumienia samego siebie. Czuł bezsilność. U kresu sił miał powiedzieć, że umiera… Odwrócił głowę i umarł – opowiada L. Grzybowicz.

Zaczęło się na początku roku

L. Grzybowicz przyznaje: – Janusz traktował mnie jak członka rodziny. Ta przykra wiadomość o chorobie Janka dotarła do mnie w marcu. Choć wiem, że wykryto ją już w styczniu. Ale żona bardzo chroniła prywatność Janusza. Myślę, że oni nie chcieli się żalić. Jak małżonka Janka zadzwoniła do mnie w minioną sobotę, to myślałam, że zaprasza mnie na urodziny Janusza. Już nawet upiekłam ciasto na tę okazję. A wtedy usłyszałam: „Lucyna, Jasiek nie żyje…” Pamiętam, jak Janek zwracał się do żony „Kita”. Tak bardzo się kochali. Ta ich miłość, wzajemny szacunek, tolerancja emanowały dookoła. Cudownie wychowali dzieci, na bardzo rozsądnych i odpowiedzialnych ludzi – mówi pani Lucyna i dodaje: – …został pochowany w dniu moich urodzin, 14 czerwca…

To był fenomen

– To, jak wypromował Łęknicę, to był fenomen – mówi Franciszek Wołowicz, były burmistrz Żar. – Wtedy grały tam największe muzyczne gwiazdy. Między innymi dzięki jego zaangażowaniu w Żarach mieliśmy festiwal Woodstock. Informacja o jego śmierci zastała mnie na urlopie. Nie ukrywam, że jest mi ciężko się z nią pogodzić.

– To był wspaniały człowiek – mówi Ireneusz Brzeziński, naczelnik wydziału promocji Urzędu Miasta. – Z Jankiem znaliśmy się od ponad 30 lat. Jak dowiedziałem się o śmierci, to do dziś nie mogę się pozbierać. To straszne.

Za szybko

– Poznałem Janka 7 lat temu – wspomina Łukasz Matyjasek, radny miejski. – Wspólnie robiliśmy dożynki, występy kabaretowe, koncerty. Na początku tego roku mówił mi, że ma problemy ze zdrowiem, że musi jechać do Warszawy na leczenie. Janek już wtedy wiedziały, że to jest nowotwór.  Bardzo zżyłem się z Januszem. Praca z nim była przyjemnością. Będzie mi go brakować, bo choroba zabrała go za szybko.

– Janka poznałem, jak miałem 10 lat – mówi Robert Nowaczyński, kuzyn żony Janusza. – To był dla mnie człowiek z innej bajki. Przyjechał do Lubanic z Żagania, gdzie pełnił służbę w wojskach chemicznych i przywiózł świece dymne, i zrobił dzieciakom pokaz odpalania tych rac – wspomina.

Tak bezradni

Bliscy zmarłego najtrudniej znosili czas, kiedy choroba postępowała.

– We mnie siedziało to pół roku – mówi R. Nowaczyński. – I nawet nie to, czy postępowało to szybko, czy wolno, ale największym szokiem jest, że na taką sytuację jesteśmy zupełnie bezradni, że nie możemy nic z tym zrobić. Najważniejsze jednak, że jego duch, wspomnienia po Januszu, pozostaną w nas na zawsze. Nie był mentorski, ale wiedział, co mówi i chętnie się go słuchało.

Janusz Beger został pochowany 14 czerwca na cmentarzu komunalnym w Żarach. Żegnały go tłumy.

Napisz komentarz »