REKLAMA
Klinika wisniowa_baner_1000x200

Sport

Postawiłem wszystko na tenis

Opublikowano 09 czerwca 2017, autor: Marcin Ruszkiewicz

Sport zawsze był istotny w moim życiu. Ojciec grał w piłkę, zaszczepił mi miłość do sportu. W pewnym momencie pojawił się tenis i tak już zostało. Rozmowa z Piotrem Gorczycą (40 l.), trenerem i właścicielem żarskiej Szkółki Tenisowej Smecz.

Postawiłem wszystko na tenis

Marcin Ruszkiewicz: Pochodzisz z Nowogrodu Bobrzańskiego, ale Żary zawsze były ci bardzo bliskie.

Piotr Gorczyca: Uczyłem się popularnym Ceramiku, później wyjechałem na studia do Zielonej Góry, ale dostałem propozycję, by trenować grupę z Żar. Współpracowałem też ze Stowarzyszeniem Syrena. Najważniejszy jest jednak fakt, że z Żar, pochodzi moja żona Bernadetta.

Grałeś zawodniczo?

Nie, trenować zacząłem dopiero w wieku 12 lat, a to w tenisie zdecydowanie za późno, by zrobić karierę. Potrafię jednak odbijać i myślę, że nawet na niezłym poziomie. Gdy miałem 17-lat ojciec przy domu wybudował kort, a po roku zapisał mnie na kurs instruktorski, który prowadził Adam Królak, legenda polskiego tenisa. Rozpocząłem pracę w moim rodzinnym mieście, dość szybko pojawiły się pierwsze sukcesy, a później przyniosłem się do Żar.

Skąd pomysł na otworzenie szkółki i zbudowanie kortów?

Nigdy nie chciałem być trenerem, który podaje piłki, bierze kasę i idzie do domu. Wiedziałem, że chcąc się rozwijać, to muszę mieć własny obiekt.

Postawiłeś wszystko na jedną kartę, zaryzykowałeś i w 2006 r. zbudowałeś korty.

To było spore ryzyko, bo w Żarach, oprócz wąskiej grupy grającej na Syrenie, nie było wielkich tradycji tenisowych. Musiałem zaciągnąć kredyt, nieprzespane noce, stres. Byłem jednak młodszy, miałem większą fantazję i rozmach (śmiech). Jestem jednak z tego dumny, bo mam jedną z najlepszych szkółek i obiektów w regionie. Warto jeszcze wspomnieć, że od czterech lat dzierżawię od miasta korty na Syrenie.

Kolejnym krokiem było postawienie jednej, a później drugiej hali.

Na kortach otwartych gra się u nas od maja do końca września i hale to konieczność.

Sprawiłeś, że w Żarach, szybko zapanowała moda na tenis. Przyciągnąłeś na korty sporą ilość osób, które zaczęły grać w tenisa rekreacyjnie.

To prawda, to dzięki tym osobom, które nie bały się mi zaufać, zacząłem rozwijać swoją działalność w tym mieście. Bardzo ważna jest atmosfera, jaką udało się wytworzyć wokół klubu. Jenak rozwój szkółki nie byłby możliwy, gdy nie pomoc firm, instytucji, czy ludzi prywatnych jak: Chroma, Eximport, Cobra, Spomasz, Saint-Gobain, Vita Dent, mgr Konrad Jaskulski, Computernet, Urząd Miasta Żary, Starostwo Powiatowe.

Później przyszedł czas na szkolenie dzieci i młodzieży.

Przez szkółkę przewinęła się spora ilość dzieciaków. Niektóre z nich grają do tej pory, część z nich zrezygnowała. Przychodzą nowe. W Żarach jest coraz więcej osób, które miały kontakt z tenisem. W szkółce nie skupiamy się tylko na nauce gry w tenisa. Pracujemy nad sprawnością ruchową i na kształtowaniu pewnych wzorców. Obecnie w szkółce trenuje około 60 osób. W prowadzeniu zajęć pomaga mi Hubert Czekalski, wychowanek szkółki oraz Nicola Kokoszka, która zdobywa pierwsze szlify trenerskie. Koszt nauki w szkółce zaczyna się od 120 zł, więc jest porównywalny do innych dyscyplin.

Odkryłeś już kilka brylancików?

Jest kilku utalentowanych zawodników do 12, 14 czy 16 lat, ale później zaczynają się schody. Zawodnik już w wieku 12 lat powinien przynajmniej dwa razy w miesiącu jeździć na ogólnopolskie turnieje, a później na zawody międzynarodowe. Podróże, hotele, treningi, odżywki, to wszystko kosztuje. Dochodzenie do międzynarodowych wyników trwa w przypadku tenisa co najmniej 12 lat. To zła wiadomość, bo wiąże się z ogromnym wysiłkiem finansowym. Obecnie w klubie mam dwóch, trzech młodych zawodników, którzy rokują spore nadzieje na przyszłość. Jednym z nich jest 15-letni Janek Kuźniar, który zaczyna z powodzeniem rywalizować z seniorami.

Kiedy najlepiej rozpocząć naukę gry w tenisa?

Najlepiej w wieku przedszkolnym. Radwańska pierwszy dziecięcy turniej wygrała, mając sześć lat. Janowicz na kort przychodził regularnie od piątego roku życia. Z męskiej, światowej czołówki najpóźniej tenisową przygodę rozpoczął Roger Federer – w wieku ośmiu lat.

Masz ogromne wsparcie rodziny, która bardzo mocno angażuje się w twoje projekty, pomaga przy organizacji turniejów.

Często wykonują najcięższą, tak zwaną czarną robotę. Jestem im ogromnie wdzięczny.

Znajdujesz jeszcze czas na coś, co nie jest związane z tenisem?

W sezonie jestem praktycznie cały czas na kortach. Zaczynam rano, a kończę o 22.00. Wolny czas poświęcam rodzinie. Mam dwóch synów – 10-letniego Filipa i 2-letniego Stasia. Uwierz, są bardzo absorbujący. Ostatnio jednak odkryłem na nowo rower (śmiech). 

Filip już gra i to na niezłym poziomie…

Przejawia predyspozycje. Potrafi już wygrywać ze starszymi. Ma talent.

Twoim flagowym turniejem jest Chroma Tour. Zawody amatorskie, na które przyjeżdżają gracze z całej Polski.

W środowisku mówi się, że jest to najlepszy amatorski turniej w kraju. Mam szczęście, że wspiera mnie Krzysztof Raczkowski, wielki wielbiciel tenisa i właściciel drukarni Chroma. Ostatnio dostałem propozycję zorganizowania podobnego turnieju w jednym z większych miast w Polsce.

Tenis cały czas się zmienia, idzie do przodu. Musisz trzymać rękę na pulsie.

Kilka tygodni temu wróciłem ze szkolenia GPTCA, gdzie jednym z wykładowców był Tomek Wiktorowski, trener Agnieszki Radwańskiej. Do tego dochodzą inne szkolenia. Jestem na bieżąco.

Rafael Nadal czy Roger Federer?

Kiedyś zdecydowanie Rafa, a teraz Roger. Z wiekiem gusta się zmieniają (śmiech).

Sportowe, zawodowe marzenia?

Chciałbym rozbudować obiekt, a później zorganizować duży, zawodowy turniej.

Na kortach wygrzewaj się dwa koty. Jak się wabią?

Rafa i Kimi, od Nadala i Clijsters.

Napisz komentarz »