REKLAMA
baner-jas

Aktualności, Ludzie, wydarzenia, Zdrowie

Kto powinien leczyć?

Opublikowano 26 maja 2017, autor: Bogusława Janicka-Klisz

Jechała ul. Pomorską w Żarach. W jej auto uderzył inny samochód. To był dopiero początek kłopotów.

Kto powinien leczyć?

– Widziałam, jak to auto dojeżdża do skrzyżowania, ale wiedziałam, że jestem na drodze z pierwszeństwem przejazdu. Gdy zorientowałam się, że on nie zamierza ustąpić, było za późno, żeby zareagować – opowiada Marta Śmiłowska z Żar.

W prowadzonego przez panią Martę volkswagena golfa uderzył peugeot. Pani Marta jechała z 17-letnią córką. Była niedziela, 21 maja, godz. 17.

– Na skrzyżowaniu ulic Pomorskiej i Tatrzańskiej w Żarach 20-letni kierowca peugeota, mieszkaniec powiatu żarskiego, nie zareagował na znak „stop” i doprowadził do zderzenia z volkswagenem golfem, którym jechała 40-letnia żaranka – informuje Aneta Berestecka, rzeczniczka żarskiej policji.

 

Pani sobie go kupi

Peugeot wjechał z impetem w golfa od strony kierowcy.

– Córka uderzyła głową w szybę. Z auta pomogli mi się wydostać strażacy i ratownik medyczny, który przechodził tamtędy przypadkiem – opowiada pani Marta. Wspomina, że kilka lat wstecz miała uraz kręgosłupa szyjnego, dlatego obawiała się, że uderzenie może mieć poważne konsekwencje.

Poobijaną i w szoku, panią Martę na Szpitalny Oddział Ratunkowy 105. Szpitala Wojskowego zabrała karetka pogotowia.

– Tam przebadał mnie lekarz. Zlecił tylko wykonanie zdjęcia RTG. Zgłaszałam, że nie mogę zacisnąć dłoni w pięść, ale nikt na to nie zareagował. Potem dostałam wypis i zostałam zwolniona do domu – opowiada.

Wyszła, analizując wypis. – Tam przeczytałam, że powinnam nosić miękki kołnierz ortopedyczny. Ale nikt mi tego nie powiedział. Dlatego wróciłam i o to zapytałam. Usłyszałam: „Pani sobie go kupi”. – relacjonuje. Oszołomionej nikt nie zapytał, czy ma ją kto odwieźć do domu, nie zaproponował choćby wezwania taksówki. – Ja nawet telefonu przy sobie nie miałam – tłumaczy. Na szczęście przed szpital zdążyła dotrzeć siostra.

 

Pokazali skrót

Siostra odwiozła ją do domu. Na wypisie przeczytała, że gdyby poczuła się gorzej, to ma się zgłosić na SOR.

– I rzeczywiście, w poniedziałek rano ból był ogromny. Ale wiem, że z SOR-u odsyłają do rodzinnego, jeżeli się przyjdzie w godzinach przedpołudniowych. Dlatego od razu poszłam do rodzinnego – tłumaczy.

Lekarz rodzinny skierował M. Śmiłowską do neurologa.

– Musiałam kiepsko wyglądać, bo ludzie w kolejce od razu mnie przepuścili – opowiada pani Marta. Neurolog dał skierowanie na chirurgię 105. Szpitala Wojskowego. – Poszłam tam. Wtedy ktoś w kitlu, powiedział mi, że tu oddziału chirurgii nie ma. I poradził, żebym poszła do Szpitala na Wyspie. Nawet uprzejmie mi pokazali, gdzie jest skrót, żebym daleko nie szła – opowiada pani Marta.

Gdy dotarła do sąsiedniego szpitala, przeżyła szok. – Chirurg, z którym rozmawiałam, był bardzo uprzejmy. Ale oznajmił mi, że mam skierowanie do 105. Po prostu się rozpłakałam z tej bezsilności. Lekarz poradził mi, żebym wróciła na SOR. Byłam głodna i zmęczona. Musiałam ogarnąć dom i dzieci, dlatego wróciłam do domu. Potem wezwałam taksówkę, pojechałam na SOR. I tam usłyszałam, że w 105. oddział chirurgii jest, ale w Żaganiu – dodaje pani Marta.

 

Z Żar do Żagania, z Żagania do Żar

Roztrzęsiona wezwała siostrę. Ta swoim samochodem zawiozła ją na oddział chirurgii w Żaganiu.

– Przyjęli mnie tam bardzo grzecznie. Ale ostatecznie stwierdzili, żebym pojechała na SOR w Żarach. Że oni tam już wszystko wiedzą – ciągnie pani Marta.

Tym razem trafiła na personel, który się nią od razu zaopiekował.

– Został wezwany neurolog, dostałam środki przeciwbólowe. Wcześniej w ogóle nie było o tym mowy. Wykonali mi tomografię komputerową głowy. Przy okazji wyszło, że mam niski poziom potasu, więc dali mi też kroplówkę – relacjonuje M. Śmiłowska.

Pacjentka została więc ostatecznie zdiagnozowana.

– Nie należę do roszczeniowych osób. Ale przecież to wszystko można byłoby zrobić w ciągu maksymalnie kilku godzin po wypadku – tłumaczy. Pani Marta po drugiej wizycie na SOR wyszła o godz. 22 w poniedziałek, 22.05.

Nie było złośliwości

O komentarz w sprawie prosimy Marka Femlaka, dyrektora ds. medycznych 105. Szpitala Wojskowego.

– SOR to specyficzny oddział. Pacjenci oczekują, żeby lekarz badał ich bardzo długo i odpowiadał na wszystkie wątpliwości. Niestety, nierzadko jest tak, że sytuacja jest bardzo dynamiczna. Komuś trzeba ratować życie, ktoś inny musi czekać. Na liczącym zaledwie 7 łóżek oddziale przebywa czasem i 10 pacjentów. Jest tam tylko 2 lekarzy, kilku ratowników i pielęgniarki. Zdarzało nam się jednocześnie prowadzić 2 reanimacje. Wówczas cały personel był zaangażowany. Dlatego prosimy pacjentów o zrozumienie. Jestem przekonany, że w tym działaniu nie było żadnej złośliwości. A pacjentka została już za pierwszym razem właściwie zdiagnozowana – tłumaczy M. Femlak.

Pani Marta, która ma uraz kręgosłupa szyjnego i niedowład prawej ręki, stara się zachowywać spokój.

– Lekarze obiecali, że jak obrzęk zejdzie, to skończy się kłopot z ręką. Mnie nie chodzi o to, że mam do kogokolwiek pretensje. Chciałabym tylko, żeby lekarze robili wszystko, żeby osobom, którym bez ich winy zdarzy się wypadek, jak najszybciej pomóc i zaoszczędzić dodatkowej traumy – kończy pani Marta.

  • Kto powinien leczyć?
Napisz komentarz »