REKLAMA
Klinika wisniowa_baner_1000x200

Aktualności, Ludzie, wydarzenia

Serce jakby pękło

Opublikowano 26 maja 2017, autor: bj

O życiu po śmierci siostry i o tym, jak to jest być matką jej dziecka rozmawiamy z Anną Gromanowską z Żar.

Serce jakby pękło

Siostra Anny, Ewa Tomaszewska († 29 l.), z żarskich Kunic zginęła w wypadku drogowym 4 kwietnia.

– Trudno się przyzwyczaić, że Ewy już nie ma. – opowiada ocierając łzy pani Ania. -Nie wiem, kiedy przestanę płakać.

 

Serce jakby pękło

Nie mogła uwierzyć w tę śmierć. – Pojechałam na identyfikację, bo jak się okazało zaginęły jej dokumenty. Trudno to pojąć… Bo nie miała też w uszach kolczyków, ani pierścionków. Był tylko zakrwawiony telefon komórkowy – opowiada A. Gromanowska.

Bracia nalegali, żeby nie jechała. – Ale ja musiałam pożegnać się. Zobaczyłam ją. No ona, ale jakby nie ona. Buzia się trochę zmieniła, ale wiedziałam, że to Ewa. Przytuliłam ją. Powiedziałam, że się zajmę Grzesiem. Jej synkiem.  I że ją kocham. Serce mi wtedy jakby pękło. Tak bardzo to bolało – wspomina z ciężkim westchnieniem.

 

Grześ jest nasz

Już w kilka godzin po śmierci siostry wiedziała, że adoptuje jej syna. – Do pokoju mojego syna Bartka wstawiliśmy piętrowe łóżko, zamiast pojedynczego. Dziś Grześ, synek Ewy już wie, gdzie co w domu leży. A ja, że on nie może pić za dużo mleka, bo ma potem uczulenie – tłumaczy.

Spotyka się z objawami ludzkiej życzliwości. – Krawcowa coś przerabiała dla Grzesia nie chciała wziąć zapłaty, logopedka, do której chodzi na prywatne zajęcia też powiedziała, że ile będzie potrzebował, to go będzie prowadziła. Podobnie psycholog. Pani Karolina i Asia, obie pieniędzy nie biorą. Ludzie, których znałam z widzenia pytają co słychać. Jest wiele innych osób, którym dziękujemy za pomoc z całego serca.

 

Mama to ktoś wyjątkowy

– Grzesiu jest w podobnej sytuacji do nas. My jako małe dzieci straciłyśmy mamę. Ewa miała 2 latka, ja 5, gdy mamę chowaliśmy. Miała udar i chyba zawał. Był tata, miałyśmy jeszcze starszych braci, którzy potem się nami opiekowali, ale mama to ktoś wyjątkowy. – mówi Anna.

Grzesiu nazywa ją „mama” w rozmowach z przyszywanym rodzeństwem, czyli 8-letnim Bartkiem i 3 -letnią Julą. – Do mnie i do męża mówi „ciociu”, „wujku”. My go nie nakłaniamy. Choć chcę być dla niego jak najlepszą mamą. Bo wiem, że i tak zawsze będzie odczuwał jej brak. Sama odczuwam, choć moja mama nie żyje od 27 lat. – mówi.

Na pogrzebie Ewy było bardzo dużo osób w każdym wieku. –  Ja starałam się nie patrzeć na ludzi, bo nie chciałam wybuchnąć na pogrzebie płaczem. Bo był Bartek i Grzesiu, ale w środku cała aż chciałam krzyczeć! Ewa jest pochowana z mamą, a to ja zawsze mówiłam że mnie mają do mamy pochować! – płacze Anna.

 

Mama go przytulała

Grześ popłakuje. Najgorzej jest wieczorem. – Był nauczony, że Ewa go przytulała. Że leżeli razem. Teraz jest ciężko, gdy to sobie to przypomina. – tłumaczy A. Gromanowska. Niespełna rok wcześniej 7-latek stracił swojego ojca. – Najbardziej boi się, że teraz my możemy zginąć. Nie mogę spokojnie wyskoczyć do sklepu. Pilnuje. Sprawdza. Tak bardzo się boi.

W czasie rozmowy z dziennikarzem Grześ podchodzi, pyta, „ciociu dlaczego płaczesz?”

Grzesiu często wspomina ostatnią niedzielę z życia Ewy. Byli razem w Lubsku, na placu zabaw. Udało się odblokować Ewy telefon i zgrać zdjęcia. To dla niego najważniejsza pamiątka z ostatnich chwil spędzonych z mamą. Grzesiu wspomina tę niedzielę, że to był najlepszy ostatni dzień z mamą.

 

Rodzina się powiększyła

Dzisiejszy dzień matki zapowiada się wyjątkowo. – W końcu powiększyła nam się rodzina. Już nawet przygotowaliśmy taka kartę, na której każdy członek rodziny odciska swoją dłoń. Grzesiu i Jula wystąpią w przedstawieniu na dzień rodziny. Z początku Grześ nie chciał. Nie dziwię się, sama w szkole się denerwowałam, gdy nas zmuszali, a ja nie miałam już mamy. Ale  się zdecydował. I tak ładnie nauczył się jednej roli, że pani go pochwaliła. I w nagrodę dostał już drugą.  Po przedstawieniu pojedziemy na cmentarz zapalić znicze.  Dla mnie Grzesiu rysuje serduszka. To dla ciebie, ciociu, mówi.

 

Grześ pyta

Razem z mężem przygotowują się do bycia rodzicami dla Grzesia. Mają już status rodziny zastępczej. Właśnie dziś (26.05.) sąd ma zdecydować o udzieleniu im roli opiekunów prawnych. – Potem będziemy czekać na adopcję- mówi. I nie przerażają jej wszystkie niezbędne formalności. – Nawet jeżeli trzeba chodzić do psychologa czy psychiatry, rozwiązywać testy – tłumaczy. Grzesiu cały czas pyta, jak nam idzie. Czytałam mu postanowienie z sądu, gdy zostaliśmy już rodziną zastępczą. Bardzo się ucieszył.

 

Krzyczała „Ania”

– Moja ciotka, chrzestna Ewy opowiedziała mi swój sen. Śniło jej się, że jedzie razem z nimi, wtedy. Poczuła silne uderzenie. I usłyszała krzyk Ewy: Ania! Myślę, że Ewa w ten sposób chciała mi przekazać, że w tej ostatniej chwili pomyślała… Zawsze się do siebie zwracałyśmy, czy to z problemami, czy radościami. Ja do niej, ona do mnie. – pani Ania uśmiecha się przez łzy.

 

Ochronić dzieci

Czy ma marzenia? – Takie zwyczajne. I żeby załatwić adopcję. Żeby był już całkiem nasz. Potem planujemy remont, chcemy zaadaptować strych, powiększyć mieszkanie. Chcieliśmy, żeby dzieci miały oddzielne pokoje, ale Grzesiu bardzo nie chce być sam. Dostanie duży pokój z Bartkiem. Mam nadzieję, że uda nam się wyjechać na wakacje.

Jest też najważniejsze marzenie. – Nie tylko, żeby dzieci zdrowe były. Najważniejsze, żeby moich dzieci taka tragedia nie dotknęła.

Pani Ania z całych sił chce dotrzymać obietnicy danej siostrze, gdy rozmawiały o mamie. – Obiecałyśmy sobie, że gdyby jednej coś się stało, to ta druga zaopiekuje się dziećmi. – zapewnia.

Wkrótce cała rodziną wybierają się „do  Ewy”. – Cały czas mówię o niej, jakby była. Nie mogę się przyzwyczaić. 10.06. są jej urodziny. Pójdziemy do jej mieszkania, tam ciągle mieszka tato. Zrobimy grilla. Usiądziemy na ogródku. Po prostu będziemy.- kończy A. Gromanowska. – Dla dzieci. Bo one muszą mieć mamę.

  • Serce jakby pękło
Napisz komentarz »