REKLAMA
Baner-VP

Wasze sprawy

Czynsz brali, umowy nie sprawdzili

Opublikowano 26 maja 2017, autor: Justyna Bareła

Chcieli wykupić od gminy mieszkanie komunalne. I mogą, ale… bez kuchni i łazienki, które sami wyremontowali.

Czynsz brali, umowy nie sprawdzili

Lucyna Dołobowska z Lubska mieszkanie przy Pl. Wolności wynajmuje od gminy od 1968 roku. Parter budynku, w którym są sklepy, ma prywatnego właściciela.

-Wniosek o remont złożyłam w 1999 roku. Od ówczesnego kierownika PGKiM Eugeniusza Burdy dostałam pozwolenie, żeby zrobić porządną kuchnię i łazienkę, bo do łazienki musieliśmy chodzić do drugiego budynku. – tłumaczy pani Lucyna. – Skończyliśmy dopiero w 2003 roku i wtedy od PGKiM dostałam umowę najmu na mieszkanie z dwoma pokojami, kuchnią, łazienką i przedpokojem – dodaje.

Zamek w każdych drzwiach

Kobieta wniosek o wykup mieszkania od gminy złożyła w 2013 roku, odpowiedzi nie dostała.  Za to ZGMK wysłał jej pismo, z którego wynika, że kuchnia, łazienka i przedpokój należą do części wspólnych  budynku i mają one zostać przywrócone „do stanu pierwotnego”. – Termin siedmiu dni mija w czwartek 25.05. To oznacza, że mam się w siedem dni z dwójką małych dzieci spakować i gdzie iść? – dopytywał Marcin Piaszczyk, zięć pani Lucyny, radnych podczas sesji w środę, 24.05.

– Jeżeli ktoś w 2003 roku wydał wam zgodę na kuchnię i łazienkę, to złamał prawo, bo te pomieszczenia nadal są liczone jako części wspólne budynku, nie zostały potwierdzone aktem notarialnym jako przynależne do mieszkania.  – mówiła Grażyna Sudoł, kierownik ZGMK.

Gdy pani Lucyna złożyła wniosek o wykup mieszkania, właściciel prywatny parteru zawnioskował się o dostęp do części wspólnej budynku (korytarza, piwnicy, strychu)

-Jeżeli oddam klucz do korytarza, to oddam klucz do mieszkania. – odpowiadał M. Piaszczyk.

-Wyjdę na bezduszną osobę, ale przecież można do pokoi, kuchni czy łazienki założyć osobne zamki – odparła G. Sudoł.

 

Podpisali, nie sprawdzili

Gdy w 2008 roku powstał ZGKiM, który przejął administrację nad mieszkaniami gminy, sama G. Sudoł podpisała się pod umową z panią Lucyną, na której widnieje 65 mkw. mieszkania z kuchnią i łazienką. -Wszystko wyszło na jaw dopiero w 2013 roku – broni się G. Sudoł.

-Chce pani powiedzieć nam, że administruje 48 procentami własności budynku i nie może zaproponować nawet mediacji z właścicielem, tylko podrzuca rodzinie jakieś kukułcze jajo z okresem 7 dni? -wzburzył się radny Stefan Żyburt. -Nawet jeżeli pani podpisywała umowy w 2008 roku, to pani obowiązkiem było sprawdzić, czy są właściwe.- dodał Ireneusz Kurzawa. Radni wymusili na kierowniczce deklarację, że termin 7 dni nie będzie respektowany, do czasu wyjaśnienia sprawy.

-Postaramy się zmienić umowę tak, by rodzina mogła normalnie w mieszkaniu funkcjonować. – obiecuje wiceburmistrz Jerzy Wojnar.

  • Czynsz brali, umowy nie sprawdzili
Napisz komentarz »