REKLAMA
Baner-VP

Ludzie, wydarzenia

Robię to, co kocham

Opublikowano 12 maja 2017, autor: Przemek Kaźmierski

mówi Anna Nowakowska-Sokołowska (46 l.), absolwentka wrocławskiego AWF, nauczyciel w CKZiU, prywatnie mama dwóch synów i żona Radosława, mieszkanka Olbrachtowa.

Robię to, co kocham

„Regionalna”: Jesteś zadowolona ze swojego życia, kariery?

Anna Nowakowska-Sokołowska: Wszyscy kojarzą mnie z zumbą, a tak naprawdę jestem specjalistką od fitness, nauczycielem wychowania fizycznego. Od początku motywacją było zdrowie, kondycja i oczywiście praca z ludźmi. Dodatkowo to pomogło mi bardzo po śmierci Krzysztofa, mojego pierwszego męża. Zostałam wdową w wieku 35 lat, depresja, jaka mnie dotknęła, odsunęła mnie na jakiś czas od wszelkiej aktywności fizycznej. W najgorszym okresie bardzo pomogli mi moi i Krzysia znajomi i najlepsza przyjaciółka. Prawdą jest, że prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie. Rok po wypadku zaczęłam pracować  w Samochodówce i tam wpadłam na pomysł prowadzenia aerobiku, w 2012 roku pojawiła się zumba. Ta radosna forma, wesoła, ze wspaniałą muzyką pomogła mi zwalczyć depresję. Zaczęłam też pomagać innym, organizując charytatywne maratony zumby. Później zrobiłam też kurs jogi.

Przypomnijmy twojego pierwszego męża, bo był i jest dla ciebie bardzo ważny.

Tak. Z Krzysztofem spotkaliśmy się, gdy po studiach pracowałam we Wrocławiu w firmie budowlanej, jako kierownik działu handlowego. Krzysztof przyjechał do naszej firmy sprzedać nam program do wyceny i produkcji okien belgijskiej firmy. Programu nie sprzedał, za to siebie udało mu się sprzedać doskonale. Po roku wzięliśmy ślub.

Tak trafiłaś do Żar?

Mieszkaliśmy we Wrocławiu, ale Krzysiek dostał propozycję pracy jako prezes firmy Reimpex w Żarach. Kupiliśmy mieszkanie na ul. Chopina i tak się tu znalazłam. Po półtora roku urodził się drugi syn. Trzy lata siedziałam w domu, nie wytrzymałam i zaczęłam pracę w SP nr 2. Jak zmarł Krzysztof, to synowie mieli 4 i 6 lat. Starałam się im wtedy zastąpić wszystko. Po tacie mają talent i zmysł organizacyjny. Uczą się w Katoliku – Kuba w 1 klasie liceum, a Michał w 2 klasie gimnazjum.

A jak poznałaś Radka, obecnego męża?

Kiedyś powiedziałam do koleżanek -„drugiego Krzysia nie ma na świecie i do końca życia będę sama””, bo nie przypuszczałam, że można się tak zakochać, kiedy człowiek jest dojrzały.  Szalona miłość dodaje skrzydeł. Radka poznałam w Samochodówce. On także był po przejściach, w trakcie rozwodu. Sporo sobie pomogliśmy. W 2008 r. wzięliśmy ślub. Połączyły nas pasje, Radek, tak jak ja, ukończył wrocławski AWF, ale cztery lata po mnie. Jest nauczycielem. Łączy nas także ogromna miłość do zwierząt. Mamy 3 psy i 6 kotów.

Jak synowie zareagowali na „nowego tatę”?

Radek wiedział, do jakiej rodziny wchodzi. Na początku spotkał się z dużą akceptacją młodych synów. Teraz są w „trudnym” wieku, to czasami coś zgrzyta.

Czego nie lubisz?

Ooo… nie lubię, jak wracam do domu i okazuje się, że Radek zjadł mi dwa deserki z lodówki, które sobie przygotowałam wcześniej. Denerwuje mnie też brzydka pogoda, bo jestem dzieckiem słońca i różowych okularów, co widać po kolorach w moim domu. Czasami denerwuje mnie nieposłuszeństwo synów.

Jakie są twoje marzenia?

Wyjazd do USA. Chciałabym z Radkiem (mieszkał w New Jersey) objechać wynajętym autem wiele miejsc w Stanach, spać po drodze w motelach. Marzy mi się, aby synowie skończyli studia. A dla nas dużo zdrowia i sprawności na długie lata. Zawsze powtarzam, że wygląd wyglądem, ale zdrowie i sprawność są najważniejsze.

Ale wygląd też jest ważny. Jak dbasz o urodę?

Przede wszystkim dużo ćwiczę. Mam 12 -15 godzin treningów tygodniowo, praktycznie codziennie. Jestem zwolennikiem dobrych kosmetyków oraz zabiegów nie zmieniających rysów twarzy. Stosuję mezoterapię igłową, która świetnie odżywia moją skórę.

A jak oceniasz botoks?

Mój stosunek do botoksu jest taki, że skoro coś wymyślili, to dlaczego z tego nie korzystać? Na razie poprawiam sobie czoło, bo je marszczę, ale jestem przeciwnikiem zmiany rysów twarzy. Jak oglądam celebrytki, widzę, że naturalne mają tylko oczy. Reszta u każdej jest taka sama, tak samo zrobiona. Ja z zabiegów robiłam sobie także Plexr, czyli uszkadzanie naskórka wiązką plazmy w newralgicznych miejscach, aby naturalnie się odbudował, był delikatny i jędrny. Polecam.

Co je osoba z taką figurą jak twoja?

To, że tak wyglądam to też zasługa genetyki. Moja babcia i mój tato nigdy nie mogli przytyć. Moje ulubione dania to wszystko, co jest robione na parze – warzywa, mięso, a także potrawy z grilla oraz pieczone ryby. Z deserów lubię te robione na bazie nasion chia i mleka kokosowego z ogromną ilością owoców. Pycha.

Sposób na relaks?

Jestem nawiedzona na punkcie rękodzieła. Sama zrobiłam wiele dekoracji do swojego domu, wszelkich ozdób, także na szydełku. Słucham wszystkich hitów na czasie, szczególnie muzyki tanecznej. Uwielbiam Depeche Mode i muzykę new romantic lat 80-tych.

Znak rozpoznawczy – tatuaże.

Mam kilka tatuaży: znak Zumby na karku, na  stopie jaskółkę. Trzeci tatuaż, na przedramieniu, to dwa delfiny z imionami synów. Na biodrze i od ramienia do pleców są lilie, ptaki i motyle.

Na koniec coś o sobie?

Jestem nie tylko „panią zumbą”, roztańczoną i roześmianą. Wszystkie formy fitness, jakimi się zajmuję, to moja pasja. Stawiam na wykształcenie i przygotowanie merytoryczne. Jestem perfekcjonistką, więc starannie przygotowuję każdy trening. Perfekcjonizm jest trochę stresujący, ale inaczej nie potrafię. Po pracy staram się być dobrą mamą, żoną, przyjaciółką, a w każdej sytuacji przede wszystkim dobrym człowiekiem.

  • Robię to, co kocham
  • Robię to, co kocham
  • Robię to, co kocham
Napisz komentarz »