REKLAMA
absolut

Ludzie, wydarzenia

Oszust znowu przed sądem

Opublikowano 31 marca 2017, autor: Justyna Bareła

Po raz drugi oszukani przez Marka B. (43 l.) z Żar nie mieli okazji złożyć zeznań przeciwko niemu. Marcową rozprawę odroczono, a kolejne nie będą już jawne.

Marek B. w kwietniu ubiegłego roku został skazany przez Sąd Rejonowy w Żarach na dwa lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat, dostał dozór kuratora i nakaz zwrotu ponad 100 tys. zł dla 130 pokrzywdzonych osób i firm.

Pierwsze informacje o oszustwach Marka B. docierały do policji i prokuratury już w 2013 roku. Mężczyzna najczęściej oferował usługi reklamowe, pobierał zaliczki i nie wywiązywał się z umowy. Łącznie od 2014 roku Marek B. ma na koncie 6 różnych wyroków, a kolejne osoby oszukiwał jeszcze w 2016 roku.

 

Zmienić i odroczyć

Przed sądem w Żarach trwa proces w sprawie kolejnych 8 poszkodowanych, tym razem z województwa dolnośląskiego.

Na pierwszą rozprawę w styczniu oskarżony nie dotarł, bo został aresztowany do wykonania wyroku wydanego przez sąd w Nowej Soli w podobnej sprawie. Kolejny raz poszkodowani przyjechali na rozprawę w marcu.

Marek B. otrzymał obrońcę z urzędu, ale na rozprawę przyszedł zastępca prawnika.

– Oskarżony złożył wniosek o zmianę obrońcy, ale nie został on pozytywnie rozpatrzony. Drugi wniosek oskarżonego dotyczył wyłączenia jawności procesu ze względu na dobro jego dziecka i ten został rozpatrzony jako zasadny. Na wniosek oskarżonego rozprawę odroczono. Sam przewód sądowy na dobrą sprawę się nie rozpoczął, świadkowie nie byli przesłuchiwani, sam oskarżony też nie składał zeznań – mówi sędzia Ewelina Budźko, która prowadzi sprawę w żarskim Sądzie Rejonowym.

 

Cebula i marchewka

Wniosek o odroczenie rozprawy Marek B. złożył ze względu na stan zdrowia. Poszkodowani przedsiębiorcy, którzy przyjechali m.in. ze Strzegomia, Zgorzelca, Złotoryi, po raz kolejny nie mieli powodów do zadowolenia.

– Na dojazd do Żar straciłam już łącznie dwa dni pracy, a kiedy mnie nie ma, po prostu nie zarabiam – mówi Agnieszka Tabaszewska, która prowadzi agencję ubezpieczeniową w Zgorzelcu. – Przez to, że oskarżony ma prawo zadawać pytania w trakcie naszych zeznań, musi być przy tym obecny. Podczas rozprawy powiedział jednak, że był wieziony do sądu przez trzy dni i jadł tylko marchewkę z cebulą, nie ma sił fizycznych i psychicznych, żeby w takim przesłuchaniu uczestniczyć. Puściły mi nerwy. Ironizowałam nawet, że chyba był wieziony z Ukrainy. Ale co zrobić? On bardzo dobrze orientuje się w sprawach sądowych i swoich przywilejach – dodaje pani Agnieszka.

– Dla mnie sprawa tego oszusta jest kuriozalna. Jak widać, wyroki nie robią na nim wrażenia, skoro nadal oszukuje ludzi w ten sam sposób – dodaje Artur Smyk, właściciel szkoły nauki jazdy w Strzegomiu.

 

Wziął kasę i zniknął

Na terenie województwa dolnośląskiego Marek B. zdobywał klientów od 2015 roku.

– Do mnie dotarł po banerze reklamowym, który mam powieszony w mieście. Chodziło o reklamę w kalendarzu. Miał być wydany w nakładzie 10 tys. zł, ja za reklamę dałam mu 307 złotych – mówi A. Tabaszewska. I dodaje: – Plusem jest to, że zapytałam go, kto jeszcze będzie się reklamował na tym kalendarzu. I on chyba nieopatrznie mi podał dwa nazwiska, które po prostu tu w Zgorzelcu znam. Gdy zaczęły się kłopoty, zaczęłam dzwonić, żeby ustalić, czy tylko u mnie jest problem.

800 zł za reklamę w kalendarzu na 2016 rok zapłacił też Robert Furmańczyk, który prowadzi skup złomu. – Po wpłaceniu pieniędzy próbowałem się z nim umówić na kolejne spotkanie. Bez skutku. Kiedy już odebrałem telefon od pani Agnieszki, zorientowałem się, że to po prostu oszustwo – mówi.

– Nam oferował reklamę m.in. na mapkach powiatu. Byliśmy też zainteresowani reklamą na banerach pod jednym z marketów. Myśleliśmy również o reklamie na banerze w Lubaniu, bo tam też pracujemy – mówi Daniel Makutynowicz, który zajmuje się metaloplastyką i kowalstwem artystycznym w Zgorzelcu. I dodaje: – Ładnie gadał, a my po prostu daliśmy się nabrać. Ja dałem mu łącznie 2 tys. zł, mój brat kolejny tysiąc. Pocztą pantoflową rozeszło się, że takich oszukanych osób jest więcej. Skrzyknęliśmy się, żeby złożyć wspólne doniesienie na policję, łącznie na kwotę około 7 tys. zł. Z tego, co wiem, poszkodowanych osób jest więcej, tylko tego nie zgłosili. Na odzyskanie pieniędzy już nawet nie liczę, ale chciałbym, żeby on dostał w końcu nauczkę.

A. Smyk 350 zł za reklamę w kalendarzu zapłacił we wrześniu ubiegłego roku.

– Zadzwonił do mnie, gdy byłem w pracy, nie miałem czasu na długie rozmowy, ale zgodziłem się. Sprawdzaliśmy z żoną w rejestrze, czy taka firma istnieje i podpisałem umowę. Nie chciałem zgłaszać sprawy na policji, ale powiedziałem o wszystkim w Urzędzie Skarbowym i stamtąd sprawa trafiła dalej – mówi.

 Żeby nie przyjeżdżać na kolejną rozprawę do Żar, poszkodowani złożyli wniosek o przesłuchanie ich w sądzie zgodnie z miejscem zamieszkania. Wtedy oskarżony będzie dowieziony do nich.

Napisz komentarz »